Wiem, komu uwierzyłam!


Ja już w nic i nikomu nie wierzę! – powiedziała znajoma. Tyle było obiecane, a jest coraz gorzej i żadnej nadziei na lepsze nie widać. Strach pomyśleć, co będzie za pięć, czy nawet za dwa lata! A jaka przyszłość czeka nasze dzieci i wnuki?!...

– Tak, świat jest coraz gorszy, przemoc i obojętność na każdym kroku, – poparła ją druga pani. 

Żal mi się zrobiło moich rozmówczyń. Ja mam nadzieję w Bogu. Wierzę, że niedługo wszystko się zmieni, bo przyjście Pana Jezusa jest bliskie.

Moja wiara i nadzieja dają mi siłę by żyć, mimo tylu trudności występujących w złym systemie ludzkich rządów. Chciałam się z nimi podzielić moją ufnością, zwrócić uwagę na Słowo Boże, wskazać jak ważne jest zaufanie do Boga i nadzieja zbawienia. Ale obie panie stwierdziły, że to tylko takie gadanie – wiara, Bóg. Człowiek wierzy w to, co widzi, a one przeżyły wojnę, głód, widziały nieszczęście i śmierć. A z „tamtej strony” nikt jeszcze nie wrócił.

Rozmowa stawała się trudna.

Postanowiłam więc zadać im pytanie, które właściwie zabrzmiało jak stwierdzenie:

– Z tego widzę, że panie nie wierzą w Boga...

Zareagowały natychmiast:

– No nie, to nie tak! Oczywiście wierzymy, że jest jakaś siła. Może to właśnie jest Bóg?... 

Były jakby trochę zawstydzone, ale zarazem starały się uzasadnić swój sceptycyzm. No bo jak tu wierzyć i skąd zdobyć pewność, że jest tak lub inaczej? Gdzie szukać odpowiedzi na trudne pytania?

Współczułam im serdecznie, a zarazem po raz kolejny uświadomiłam sobie, jak cenną wartością jest poznanie Boga, i jak wielkim skarbem wiara i nadzieja, które posiadam.

Niestety, one nie chciały więcej o tym rozmawiać i każda z nas poszła w swoją stronę. Przypomniały mi się słowa Pana Jezusa: „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8). Brak wiary jest nieszczęściem człowieka. Pismo Święte mówi: „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi wierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy Go szukają.” (Hbr 11,6). Niestety, wśród milionów ludzi, którzy „przystępują do Boga” – czyli tych, którzy biorą udział w różnych formach kultu – niewielu jest takich, którzy naprawdę wierzą w Boga, a jeszcze mniej tych, którzy wierzą Bogu. Większość wprawdzie chodzi do kościołów, uczestniczy w liturgii, wymawia słowa i czyni modlitewne gesty, lecz jest to tylko przyzwyczajenie i kultywowana formalnie tradycja. Ale nie żywa treść.

A jest tak głównie dlatego, że przeciętny parafianin nie zna Pisma Świętego. Tym samym nie budzi i nie umacnia swojej wiary, bo przecież „Wiara jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Boże.” (Rz 10, 17), i dlatego: „Błogosławiony ten, kto czyta, i ci, którzy słuchają słów proroctwa i zachowują to, co w nim jest napisane; czas bowiem jest bliski.” (Obj 1,3)! Wprawdzie od ponad trzydziestu lat nawet Kościół rzymskokatolicki, (który kiedyś umieścił Biblię na indeksie ksiąg zakazanych, a za jej posiadanie, czytanie. i rozpowszechnianie palił ludzi na stosach), zachęca do czytania Pisma Świętego – niewiele to jednak zmieniło sytuację.

Zakorzeniony i świadomie utrwalany przez ten Kościół lęk przed Słowem Bożym, nie daje się tak łatwo usunąć.

Tę mizerną duchową kondycję utrwala przekonanie, że sprawy duchowe pozostają we właściwości duchownych. To ksiądz jest tym, który wie i „on za nas odpowie”. Tak ich nauczono i tak myślą. W rezultacie problematyka duchowa onieśmiela ich, i wolą się trzymać na dystans. Ale jest to także wygodne; bo skoro nie ja odpowiadam, to nie muszę się martwić. Obym tylko spełniał zalecenia mojego Kościoła, a wszystko będzie w porządku. 

A to wszak nieprawda. Pismo Święte uczy przecież, że „każdy z nas za siebie samego zda sprawę Bogu.” (Rz 14,12)!

Pismo Święte na kilku miejscach mówi o „duchowej zbroi” chrześcijan, która zapewnia zwycięstwo w doświadczeniach.

Kompletny opis tej „zbroi” zawiera List ap. Pawła do Efezjan 6,10-18. Wiara została tam przyrównana do tarczy: „A przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego.”

Natchniony autor wie, o czym pisze. Na świecie panuje zło i przemoc. Nieraz osobiście doświadczamy niesprawiedliwości i krzywdy. I nie zawsze na nasze wołanie Bóg odpowiada w sposób i w czasie, jak na to oczekujemy. Wtedy rodzą się bolesne pytania i wątpliwości. Jest to czas próby naszej wiary; wtedy okazuje się czy jesteśmy czy nie jesteśmy naśladowcami Ukrzyżowanego, gotowymi czcić Boga i ufać Mu nie tylko w pomyślności ale także – co o wiele ważniejsze – w ucisku. Również wówczas, gdy nie rozumiemy Jego działania lub Jego milczenia. Ten, kto nie ma w sercu prawdziwej, na Biblii opartej wiary, nie podoła tej próbie.

Serdecznie mi żal moich rozmówczyń. Prawdopodobnie nie zadbano w odpowiednim czasie o ich właściwy duchowy rozwój; nie dano im do rąk Pisma Świętego, nie nauczono go cenić jako Słowa Boga i z niego czerpać siły. A gdy dorosły, także nie widziały potrzeby szukania odpowiedzi na najważniejsze pytania w Słowie Bożym. Dlatego w zetknięciu z doświadczeniami i koszmarami życia okazały się bezradne i zagubione; to spowodowało, że uciekły w sceptycyzm, który poprzedza totalną niewiarę.

Jak im pomóc? Jak panie te, i tysiące im podobnych, wprowadzić na drogę żywej wiary w Żywego Boga?

Jest tylko jeden sprawdzony sposób, i jedna właściwa droga; droga powrotna – do źródła, którym jest Pismo Święte. „Błądzicie, bo nie znacie Pism ani mocy Bożej.” – powiedział Pan Jezus Chrystus. Ten, kto z błędnych dróg chce powrócić do Boga, musi przyjąć Biblię jako Jego Słowo, Jego Głos i zarazem jako Drogowskaz życia. W niej znajdzie odpowiedzi na podstawowe pytania o to, skąd przychodzimy i dokąd idziemy. Z niej dowie się o Bożej miłości i zainteresowaniu naszym losem oraz działaniu dla naszego zbawienia, a także, dlaczego Bóg prowadzi nas takimi a nie innymi drogami, i kiedy zrozumiemy sprawy dziś dla nas zbyt trudne. Biblia poprzez swą naukę wszczepi w jego serce wiarę i zaufanie, bo na przykładzie jednostek i narodów ukaże, dokąd doprowadziło życie bez Boga – życie, u podstaw którego, leżała samowola i lekceważenie woli Jahwe, a dokąd doszli i co osiągnęli ci, którzy wsłuchiwali się w głos Pana i przestrzegali Jego przykazań.

Biblia nie jest zwykłą książką. To nie tylko stos zadrukowanych kartek. Bóg nazwał ją „Mieczem Ducha” (Ef 6,17), który dramatycznie zmienia ludzkie życie: „Bo Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca.” (Hbr 4,12). Jest tak dlatego, że za każdym Słowem Biblii stoi jej rzeczywisty Autor, – Żywy, działający Bóg. Dlatego czytamy dalej: „I nie ma stworzenia, które by się mogło ukryć przed nim; przeciwnie, wszystko jest obnażone i odsłonięte przed oczami tego, przed którym musimy zdać sprawę.” (Hbr 4,13).

Czytając z zaangażowaniem Słowo Boże, wkrótce odkrywamy i doceniamy potrzebę modlitwy. Nie „zmawiania pacierza”, ale żywej modlitwy, która jest raz skargą, a kiedy indziej prośbą lub uwielbieniem, zawsze zaś wołaniem poruszonego serca.

Ten, kto szczerze przyjmie Słowo Boże, będzie je czytać z modlitwą i gorącym pragnieniem poznania woli Bożej, i podda się wpływowi Ducha Świętego, dozna działania przeobrażającej mocy Bożej. Bo to już tak jest, że „ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi” (Rz 8,14), zaś dzieci Boże nie tylko mają wiarę, ale spełniają też uczynki z wiary płynące. Bo nie wystarczy tylko wierzyć, ale także czynić, gdyż „wiara bez uczynków jest martwa” (Jak 2,14-20).

Czytając Słowo Boże, odkryłam coś jeszcze: nadzwyczaj wierne spełnianie się proroctw Pisma Świętego. Zarówno tych, które mówią o działaniu Boga, jak i tych, które zapowiedziały tragiczny stan świata oraz ucisk i trwogę żyjących na Ziemi narodów. To dzięki Biblii wiem, że żyjemy w ostatnim okresie istnienia świata, i że szybkimi krokami zbliża się dzień powtórnego przyjścia Pana Jezusa Chrystusa, zmartwychwstania umarłych i wiecznego Bożego Królestwa.

Spełnianie się proroctw biblijnych umacnia mnie w wierze, bo jest dowodem, że wszystkie sprawy, los i przyszłość całego świata i wszystkich ludzi, spoczywa w ręku Najwyższego. I chociaż szatan dokonuje cudów oszustwa, a ludzie ulegający jego wpływowi pomnażają bezprawie, jestem ufna i spokojna; wiem, komu uwierzyłam! Moje znajome panie widząc i doświadczając złych rzeczy, są smutne i żyją bez nadziei. A ja, mimo że dzielę ich los i żyję w podobnych warunkach, jestem szczęśliwa. Bo mój Pan powiedział: „A gdy się to zacznie dziać, wyprostujcie się i podnieście głowy swoje, gdyż zbliża się odkupienie wasze.” (Łk 21,28).

Ja nie tylko wierzę w Niego, ale także wierzę Jemu, i ufnie oczekuję na Jego przyjście!

Daria J.