Jezus pomaga mi zwyciężać!


Urodziłem się w roku 1981. Mój Tato jest członkiem Kościoła Chrześcijan Dnia Sobotniego, natomiast Mama jest rzymskokatoliczką.

Pamiętam, że od najwcześniejszych lat, co Sabat, wraz z Tatą i trójką rodzeństwa, chodziliśmy do Zboru w Brennej gdzie mieszkamy. Jestem bardzo wdzięczny obojgu rodzicom za miłość i wychowanie, głównie jednak to Tato opowiadał nam zawsze o Bogu, uczył się modlić i prowadził do Niego.

Od wczesnego dzieciństwa moją pasją była piłka nożna. To też chyba „zasługa” Taty, który był kiedyś napastnikiem w jednym z klubów. Piłka nożna to było to; grając zapominałem o Bożym świecie! Ale był też Zbór, a gdy podrosłem – nabożeństwa młodzieżowe, na które należało przygotować jakiś punkt programu.

Byłem bardzo wstydliwy i sprawiało mi to wiele kłopotu. Zresztą w tym czasie mój kontakt z Bogiem był dosyć luźny, a Sabat nie był wcale takim szczególnym dniem; często cieszyłem się, że święto już się kończyło. Przy tym miałem też inne problemy, z którymi nie umiałem sobie poradzić, a które osłabiały moją, i tak już słabą, łączność z Bogiem.

Ale przychodziły też okresy duchowego pobudzenia. Modliłem się wtedy, prosząc Boga, aby zdjął ze mnie poczucie winy i pomógł mi się zmienić.

Niestety, pomoc nie nadchodziła, a mój stan się pogarszał. Byłem zrozpaczony, bo sądziłem, że Bóg się ode mnie odwrócił i nie chce mi pomóc...

Pewnego dnia, gdy wszystko to bardzo mnie przygnębiało, zacząłem czytać materiały ewangelizacyjne, jakie były w domu. Słowo Boże, którego teksty były w nich rozwijane, przemówiło do mnie w szczególny sposób. Odczułem wielką potrzebę modlitwy i upadłem na kolana. Nie była to zwykła modlitwa, ale wielkie wołanie serca...

Tego dnia Jezus Chrystus stał się moim Panem, a w sercu miałem wiele pokoju i ufności. Od tego momentu zacząłem pilnie zważać na moje postępowanie, i moje życie zaczęło się wyraźnie zmieniać. Dzień święty, Sabat, stał się czymś bardzo ważnym, wręcz nie mogłem się go doczekać.

Zbliżał się czas chrztu. Zostałem zanurzony w wodzie i w Jezusie oddałem swoje życie Bogu! Wcześniejsza moja pasja – piłka nożna – przestała odgrywać swoją rolę; moim życiem stał się Jezus Chrystus. Chcę żyć z Nim i dla Niego.

Bo to On wyciągnął mnie z grzechu i z przygnębienia. On przebaczył mi moje grzechy, obdarzył nową siłą i wciąż się mną opiekuje. I chociaż stale pojawiają się nowe trudności i kłopoty, Jezus zawsze podaje mi rękę i pomaga. Bo On naprawdę mnie kocha! Gorąco Mu za to dziękuję!

W swoim, bardzo krótkim jeszcze życiu, znalazłem prawdziwego Przyjaciela. Odkryłem też, ile radości przynosi społeczność z Nim, i ile siły daje świadomość Jego miłości. Pomimo, że szatan stara się odwieść mnie od Stwórcy, mój wspaniały Bóg daje mi siłę abym mógł zwyciężyć. Zrozumiałem, że „wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia – w Chrystusie” (Flp 4,13).

Dariusz B.