Cieszę się, że zrozumiałam to tak wcześnie!


Najpierw chcę powiedzieć, że rubrykę „Moja droga do Boga” bardzo chętnie czytam. Opisywane w niej doświadczenia dodają mi odwagi, ukazując jak wielki i dobry jest Bóg, i jak wielkie rzeczy czyni. Krzepiąca jest też świadomość, że są ludzie, którzy szukają i znajdują Boga.

A moja historia?

Urodziłam się i wychowałam w biblijnie wierzącej rodzinie. Od wczesnego dzieciństwa, słyszałam więc o Bogu i uczono mnie, jaka jest Jego wola dla mojego życia.

W każdy Sabat wraz z rodzicami i rodzeństwem chodziłam do Zboru, w którym czułam się bardzo dobrze. Byłam bardzo szczęśliwa i nawet nie podejrzewałam, że w moim życiu musi się zdarzyć coś, co jeszcze bardziej spotęguje moją radość.

Było to zimą, na przełomie lat 94/95. Dowiedziałam się, że w Tomaszowie Mazowieckim jest organizowany Mini-Zlot Młodzieży. Zapragnęłam tam pojechać. Pokonując kilka drobnych przeszkód dotarłyśmy wreszcie z moją siostrą na miejsce. Wszystko pięknie się zaczęło, a jeszcze piękniej się skończyło.

Tam, wśród rówieśników i starszej młodzieży, wielbiąc Boga modlitwami i śpiewem, i słuchając świadectw nawrócenia, uświadomiłam sobie, czego mi brakuje, i jakie warunki muszę jeszcze spełnić, aby stać się w pełni dzieckiem Bożym. To właśnie tam odkryłam znaczenie słów Pana Jezusa, że każdy, kto chce być w Jego Królestwie „musi się narodzić z wody i z Ducha” (Jan 3,5).

Gorąco zapragnęłam stać się prawdziwym dzieckiem Bożym! Postanowiłam, że jeszcze w tym roku przyjmę chrzest.

Zarazem jednak uświadomiłam sobie, że mam dopiero 15. lat, i obawiałam się, że zostanę uznana za zbyt młodą do tego aktu. Moje przeczucia się spełniły. Znalazło się kilka osób, które chciały mnie powstrzymać przed tym krokiem.

– „Jesteś jeszcze za młoda” stwierdził ktoś.

– „Odłóż to na później”, radził następny.

– „Młodzi ludzie, jak ty, sami jeszcze nie wiedza, czego chcą. Później możesz tego żałować.”, ostrzegał ktoś inny.

Opinie te wpędziły mnie w przygnębienie i smutek. Tym bardziej, że mówili tak ludzie od lat znający Prawdę, i których szanowałam. Zrodziło się we mnie zwątpienie; może naprawdę moja decyzja była przedwczesna? Zaczął się trudny dla mnie czas.

Jednak Bóg przysłał mi w tych trudnych dniach pomoc. Była to moja rodzina i moi przyjaciele.

To oni rozmawiali i modlili się ze mną potwierdzając, że moja decyzja była jak najbardziej właściwa. Oni dodali mi odwagi i utwierdzili w nadziei Bożego przyjęcia.

To stało się 15. września 1995 roku. Był chłodny dzień i trochę padało. Woda była już dosyć chłodna. Ale gdy weszłam do wody i powiedziałam Bogu moje „Tak”, nie czułam jej zimna. Ogarnęło mnie ciepło Bożej miłości i wielka, wielka radość! Czułam, że w tym momencie stało się coś wielkiego dla mnie, i że coś zasadniczego zmieniło się we mnie.

Trudno opisać to uczucie.

Od tamtego dnia minęło już ponad dwa lata, w których wiele się wydarzyło. Wiele z mijających dni było słonecznych i pięknych, ale również wiele pełnych trosk i kłopotów. Z biegiem czasu nauczyłam się powierzać Bogu wszystkie swoje sprawy i polegać na Jego Słowie, zarówno wtedy, gdy jest dobrze, jak i wtedy, gdy jest ciężko i źle. Żyć z Bogiem i służyć Bogu – to jest to najwspanialsze, co może spotkać człowieka. Jestem szczęśliwa, że zrozumiałam to tak wcześnie!

 Daria K.