Poznałam smak prawdziwego życia!


Gdy dzisiaj wspominam moje poprzednie życie, jestem przerażona. Bo to nie było życie, ale koszmar! Mroczne i straszne, pozbawione wszelkiej radości i nadziei dni... Splątane i chaotyczne, rozsadzające czaszkę myśli...

Napady niekontrolowanej agresji, przeplatane okresami głębokiej depresji! Byłam jednym potarganym kłębkiem nerwów. Nie potrafiłam się opanować nawet wobec dzieci. Kochając je bardzo, potrafiłam w napadzie szału zbluzgać je wulgarnymi słowami i przekleństwami. Wpadając w furię wyrządzałam im krzywdę, a kiedy się opamiętałam, płakałam razem z nimi... A najtragiczniejsze było to, że co dzień stawałam się gorsza, i miałam świadomość tego.

Leczyłam się u różnych lekarzy. Szukałam pomocy u zielarzy i znachorów. Ale żaden z nich nie potrafił mi pomóc. A ja nie potrafiłam już dłużej tak żyć! Pragnęłam odmiany i chciałam, tak bardzo chciałam się zmienić! Były chwile, gdy wydawało mi się, że sobie poradzę... Ale wszystko wracało.

W jakimś momencie wymyśliłam, że przyczyną wszystkich moich problemów jest mój mąż. Postanowiłam więc odejść od niego, by w spokoju wychowywać dzieci. Ale moje nerwy były już u kresu wytrzymałości; stwierdziłam, że nie dam rady, i że chyba już niedługo umrę. Miałam tak zrujnowany żołądek, że mogłam przyjmować tylko niektóre pokarmy, a i tak w dzień i w nocy wiłam się z bólu; ciągle byłam na lekach.

Później trafiłam do szpitala, gdzie aplikowano mi silne środki psychotropowe; oszołomiona nimi wpadłam w rezygnację – nie zależało mi już na niczym i było mi wszystko jedno, co się ze mną stanie.

W tym czasie zajął się mną mój brat Adam. Poświęcił mi wiele czasu i uwagi. Prowadziliśmy długie, poważne rozmowy. To on zwrócił mi uwagę na Boga; na Żywego Boga, który mnie zna, rozumie, a także chce i może mi pomóc.

Adaś opowiadał mi, co Bóg uczynił w jego życiu. Któregoś dnia przyjechał i zaprosił mnie na swój chrzest, który miał się odbyć w Olsztynie. Pamiętam, że w tym momencie miałam ochotę się roześmiać – Adaś będzie się chrzcił, dobre sobie! Czy on zwariował – przecież jest już ochrzczony, podobnie jak ja, w niemowlęctwie!

Powstrzymałam się jednak; był tak poważny. Chciałam mu zadać mnóstwo pytań, ale pomyślałam, że się tylko wygłupię.

To było 27 sierpnia 1994 roku. Tego dnia nie zapomnę nigdy. Bo właśnie tam, w Olsztynie, podczas nabożeństwa i uroczystego chrztu, zaświeciło dla mnie słońce, tam odczułam wyraźnie, że Jezus stanął obok mnie; tam uwierzyłam, że On zajmie się moim życiem. Płacząc, w modlitwie oddałam się Bogu, prosząc Go, by w imieniu Jezusa Chrystusa przebaczył moje grzechy i by rozwiązał wszystkie moje problemy, z którymi sama nie potrafię sobie poradzić.

I tak się naprawdę stało!

Od tego dnia wszystko zaczęło się zmieniać; z ciemności grzechu wyszłam do Bożego światła. Coś zmieniło się przede wszystkim w moim wnętrzu, na wiele spraw spojrzałam innymi oczami, z zaskoczeniem stwierdzając, że teraz inaczej reaguję, inaczej wszystko przeżywam. Również w naszym małżeństwie i w domu, powoli ale stale sytuacja zmieniała się na lepsze; problemy zaczęły się rozwiązywać.

Minął niemal rok, i w dniu 12 sierpnia 1995 roku, w Wielu, zostałam zanurzona w wodzie, zawierając przymierze z Panem przez chrzest.

Moje życie zupełnie się zmieniło; Pan Bóg dokonał w nim głębokiej przemiany. Każdego dnia od czegoś mnie wyzwala i czegoś uczy.

Nasze małżeństwo trwa, a ja dziękuję Bogu, że nie doszło do rozwodu. Jestem bardzo szczęśliwa, bo dzieci mają spokojny dom i oboje rodziców. A ja jestem zdrowa, nie odczuwam żadnych dolegliwości, mogę wszystko jeść i nie biorę leków. Nie leczę się także na nerwicę. To Bóg mnie uleczył, wlewając mi w serce pokój i radość zbawienia. Dał mi nowe życie już teraz, i nadzieję życia z Nim w Wiecznym Królestwie. Wielbię Go za to całym sercem!

Agnieszka C.