MOSZCZ, CZY WINO?


- Czy Biblia postuluje całkowitą abstynencję?

- Czy każde używanie wina to pijaństwo?

- Jakie wino uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej?

- Co oznacza hebrajskie słowo tijrosz?

- Dlaczego do ofiar świątynnych używano wino, a także mocny napój alkoholowy szekar?

- Czy przy Wieczerzy Pańskiej należy spożywać sok, czy wino?

Najpierw jedno podstawowe spostrzeżenie. Pismo Święte, które kategorycznie potępia pijaństwo i przewiduje za nie najcięższą sankcję - "...pijacy... Królestwa Bożego nie odziedziczą!" (1 Kor 6,10) - na żadnym miejscu nie nakazuje wierzącym całkowitej abstynencji. Wyjątki w tym względzie zostały wyraźnie wskazane:

- alkoholu nie mogły spożywać osoby, które złożyły ślub naziratu (4 Mjż 6,1-21), ani płynu (miszra), w którym płukano winogrona (woda z sokiem winogronowym) (4Mjż 6:3): "Mijajin weszechar jazir chomets jajin wechomets szechar lo jiszteh wechol-miszrat anawim lo jiszteh wa"anawim lachim wiweszim lo jochel." Biblia Hebraica Stuttgartensia str.220

"Nie będzie pić niczego, w czym namaczane były winogrona"

- kapłani, którzy właśnie mieli usługiwać w świątyni (3 Mjż 10,8-11),

- inne osoby, które otrzymały od Boga takie polecenie, np. matki sędziów lub proroków (por. Sędz 13,2-7), i niektórzy z tych ludzi (por. Łk 1,13-15).

To spostrzeżenie czynię z bardzo konkretnego powodu. Są bowiem środowiska, gdzie demonizuje się używanie alkoholu. Niektórzy chrześcijanie, gdy mają do czynienia z kimś, kto otwarcie mówi, że od czasu do czasu chętnie wypije lampkę wina, traktują taką osobę, jak... pijaka! Od razu też przytaczają teksty Pisma potępiające pijaństwo. Moim zdaniem ludzie tacy nie powinni jeść, bo przecież obżarstwo także zostało w Biblii potępione! - Źle jest, jeśli skądinąd rozsądni ludzie mylą podstawowe pojęcia i nie odróżniają używania (pokarmy, napoje), od nadużywania (obżarstwo, pijaństwo). W tym kontekście warto przeczytać słowa Pana Jezusa z Mt 11,18: "Albowiem przyszedł Jan, nie jadł i nie pił, a mówią: Demona ma. Przyszedł Syn Człowieczy, jadł i pił, a mówią: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników. I usprawiedliwiona została mądrość na podstawie swoich uczynków."

Zarówno ten tekst, jak i inne, nie pozostawiają najmniejszej wątpliwości, że Jezus jadł (także mięso i ryby - por. Łk 22,14.15; 24,41-43), oraz że pił wino. Chyba nie muszę dodawać, iż nie nadużywał, ani jednego ani drugiego.

Co nie przeszkadzało niechętnym rozpowszechniać potwarze na Jego temat: "To pijanica i żarłok!"...

Biblia o winie


O ile ludzkimi opiniami o napojach alkoholowych i ich używaniu niezbyt się przejmujemy, to szanujemy i jest dla nas ważna opinia Pisma Świętego. W Biblii zaś czytamy wyłącznie o winie. Nazwy soku nie pojawiają się w Torze, lecz dopiero w we współczesnym języku hebrajskim, o czym można przeczytać np. w słowniku polsko-hebrajskim 2000 Aleksandra Klugmana na stronie 361. Sok (moszcz) po hebrajsku to:

- „mic” albo

- „cuf”

Natomiast określenie wina, napoju alkoholowego, Stary Testament używa aż osiem określeń:

a. Tijrosz
od słowa jarasz ("zawładnąć" w sensie "odurzyć") – moszcz winny, czyli bardzo młode wino o małej zawartości alkoholu, ale łatwo "wchodzące do głowy" (Miszle/Księga Przysłów 3:10),

b. Jajin
pochodzące od czasownika jajan (fermentować) - zazwyczaj oznacza po prostu wino (np. Bereszit/Księga Rodzaju 9:21 i prawie 150 innych przykładów użycia w Tanach),

c. Chemer
od chamar (dojrzewać) - to słowo oznacza mocne wino czerwone (Dewarim/ Księga Powtórzonego Prawa 32:14),

d. Szekar
(od czasownika szakar - upić się) - oznacza bardzo mocny napój alkoholowy (w tym mocne wino), być może nawet odpowiednik koniaku (winiaku) lub brandy (Bemidbar/Księga Liczb 28:7),

e. Asis
od asas - wyciskać) - jest to słodkie, ale młode wino (Jeszajahu/Księga Izajasza 49:26),

f. sob"e
(od sab"a - upić się kompletnie) oznacza każdy napój z winem, szybko wprowadzający w stan oszołomienia alkoholowego (Jeszajahu/Księga Izajasza 1:22),

g. mimsak
wino zmieszane (prawdopodobnie z innym alkoholem) i doprawione przyprawami (Miszle/Księga Przysłów 23:30),

h. szemarim
(od szamar - przechowywać, zachowywać) - stare, odstałe i filtrowane ponownie wino (Jeszajahu/Księga Izajasza 25:6).

Niektórzy uważają, że hebrajski termin Tijrosz, odnosi się wyłącznie do świeżo wyciśniętego soku, ale pogląd ten jest sprzeczny z zapisem w Księdze Ozeasza 4:11 który brzmi:
„Znut jajin tijrosz lakach leb” „Nierząd, wino, młode wino, pozbawiają serca”

Mamy tutaj zatem dowód na to, że termin Tijrosz nie może oznaczać nieszkodliwego soku, gdyż wymieniony na równi z nierządem posiada właściwości pozbawiania serca, w znaczeniu „odbierania rozumu”.

Jak już powiedziano wyżej, Biblia ujawnia negatywne skutki nadużywania wina, szydzi z pijaków i potępia ich:
- teksty 1 Mjż 9,20-25; 19,30-36 opisują tragiczne następstwa upicia się Noego i Lota;
- fragment Przyp.Sal. 23,29-35 jest satyrą na pijaństwo: nadużywanie wina prowadzi w konsekwencji do degradacji osobowości, a także do nędzy (Przyp.Sal. 21,17), niesprawiedliwości (Iz 28,7), rozwiązłości (Ef 5,18), i wielu innych grzechów!

Potępiając nadużycia, Biblia w sposób naturalny odnosi się do używania wina i <napoju mocnego>. Wiele tekstów zwyczajnie informuje nas o używaniu wina przez wierzących w różnych sytuacjach ich życia, (np. 1 Sam 16,20; 2 Krn 2,9; por. 1 Tym 5,23), także w okresie budowy świątyni (Neh 5,18), a inne wprost zalecają mierne używanie wina. I tak w Ps 104,15 czytamy, że "wino rozwesela serce człowieka", a w Kazn.Sal. 9,7 czytamy wprost: "Nuże więc, jedz radośnie swój chleb i pij w dobrym nastroju swoje wino, gdyż Bogu już dawno jest miłą ta twoja czynność".

- Jeśli ktoś mimo to, chce nadal utrzymywać, że używanie wina zostało przez Boga zakazane, zwyczajnie nie ma racji. A jeśli chce pozostać abstynentem, ma do tego prawo - bo to o takich przecież ludziach pisał ap. Paweł w Liście do Rzymian r. 14. Z jednym wszakże zastrzeżeniem, tym mianowicie, że nie wolno mu swojej normy, narzucać innym. Bo: "dobrze jest nie jeść mięsa i

nie pić wina ani nic takiego, co by twego brata przyprawiło o upadek", ale: "przekonanie, jakie masz, zachowaj dla siebie przed Bogiem" (w. 21.22)!

Interesujące jest także zalecenie Boże, dotyczące części dziesięcin, które Izraelici zamieszkujący odległe miejscowości mieli przynosić do Jerozolimy, i z nich przygotowywać ucztę dla siebie, ubogich i Lewitów. Bóg nakazał: "... Wydasz te pieniądze na to wszystko, czego zapragnie twoja dusza: z bydła, owiec, wina (jajin), napoju upajającego (szekar) i wszystkiego, czego zapragnie twoja dusza, i będziesz tam jadł przed Panem, i będziesz się weselił, ty i twój dom, oraz Lewita, który jest w twoich bramach."

c. Szekar
Szekar (sycera), to "mocny napój sfermentowany, sporządzany z owoców, zwłaszcza z daktyli, z niektórych zbóż lub miodu". 1) Biorąc pod uwagę fakt, że proces destylacji był nieznany w czasach biblijnych 2), szekar nie oznacza wysokoprocentowego napoju alkoholowego w dzisiejszym rozumieniu (wódka, spirytus), ale raczej odnosi się albo do mocnych win, albo - co bardziej prawdopodobne - do piwa. 3)

Rola wina w służbie świątynnej


Z ksiąg Mojżeszowych dowiadujemy się, że wino (jajin), podobnie jak napój mocny (szekar), odgrywały liczącą się rolę w służbie świątynnej w Izraelu.
Samych kapłanów co prawda obowiązywał ścisły zakaz ich spożywania "gdy będą wchodzić do Namiotu Zgromadzenia" (3 Mjż 10,8-11), ale służba ofiarnicza nie mogła się obyć bez wina i - w niektórych przypadkach - bez napoju mocnego.
Bo z każdą ofiarą krwawą, składana była jeszcze "ofiara z pokarmów" - mąka zagnieciona z oliwą (4 Mjż 28,5.12.13.20.28 itd.), oraz "ofiara z płynów" - z mocnego napoju (4 Mjż 28,7.8) lub z wina (4 Mjż 28,14). Lektura Księgi Liczb r.r. 28. i 29. dowodzi, że bez wina (jajin) i napoju mocnego (szekar) i napoju mocnego (szekar), rytuał ofiarniczy nie mógł się odbywać! Jaka była tego potrzeba, i jakie było znaczenie tych ofiar?
Za Księgą Kapłańską r. 2. należy podkreślić, że "ofiara z pokarmów" była w pełni tego słowa ofiarą, a r. 5,11-13 uzupełnia, że mąka była ofiarą za grzech! To może nieco dziwić, gdyż przyzwyczailiśmy się do myśli, że tylko ofiara zwierzęcia zabijanego za grzech człowieka jest ofiarą za grzech, tym bardziej, że - jak napisano - "według zakonu niemal wszystko bywa oczyszczone krwią, i bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia" (Hbr 9,22). Ale właśnie ten tekst, używając słowa "niemal wszystko", dopuszcza pewne wyjątki, m.in. ten, że i mąka była uznaną przez Boga ofiarą za grzech! Zwraca jednak uwagę, że aby "ofiara z pokarmów" i "ofiara z płynów" były przyjęte przez Boga, musiały być każdorazowo składane wraz z ofiarą krwawą:
"Jedno jagnię przyrządzisz rano, drugie jagnię przyrządzisz wieczorem. Wraz z jedną dziesiątą efy przedniej mąki na ofiarę z pokarmów, zaczynionej jedną czwartą hinu oliwy wytłoczonej z oliwek. [...] Jej ofiarą z płynów jest jedna czwarta hinu na jedno jagnię..." (4 Mjż 28,4-7).
Ta stała zasada systemu ofiarniczego, gdzie mamy ofiarę krwawą, a równolegle do niej "ofiarę z pokarmów" i "ofiarę z płynów", prowadzi nas do nowotestamentowej rzeczywistości, jaka nastała w Jezusie Chrystusie. On bowiem, wypełniając symbol wszystkich ofiar krwawych, stał się "Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata" (Jan 1,29), a równocześnie stał się zbawiennym pokarmem i napojem dla Swoich naśladowców. I dlatego w Wieczerniku dał Swoim uczniom chleb ("ofiara z pokarmów") - i wino ("ofiara z płynów"), jako symbol Swojego ciała i krwi (Mt 26,26-28): "Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem" (Jan 6,55).

Jaki chleb, i jakie wino?

Chleb używany podczas obrządku Wieczerzy Pańskiej musi być chlebem przaśnym - to nie podlega dyskusji. Oprócz jednoznacznego polecenia biblijnego, aby chleb używany podczas Paschy był upieczony bez kwasu (por. 2 Mjż 12,8n) - a wszak taki chleb wziął wówczas w ręce Pan Jezus (por. Mt 26,17-26) - podnosimy tutaj także ten argument, że wg symboliki biblijnej kwas oznacza grzech (por. 1 Kor 5,1-8), zaś Jezus był bezgrzeszny (1 Ptr 1,18-20).
- Spożywanie podczas obrządku Wieczerzy Pańskiej chleba z kwasem, byłoby profanacją ciała Jezusa Chrystusa! (Powinno to przerazić wszystkich, którzy podają wiernym bułki, ciasta i inne <wypieki>!)
Z tego samego powodu uważamy, że również wino, używane podczas obrządku, musi być winem (jajin). Nie wolno natomiast używać moszczu (mic, cuf)!
Tymczasem tutaj istnieje kontrowersja zrodzona z przedziwnego poglądu, że alkohol zawarty w winie, jest formą kwasu - i jako taki jest niepożądany! Stąd niektóre społeczności, np. adwentyści, używają do obrządku sok, albo kupują wino i wypalają z niego alkohol; w takim przypadku pastorzy podają wiernym jakąś nieokreśloną ciecz, którą nawet trudno jest zakwalifikować!
Nie ulega wątpliwości, że mamy tutaj do czynienia z przedziwnym pomieszaniem materii.
Spójrzmy na <niewinny> moszcz (mic, cuf). Zawiera on składniki (enzymy), które w określonych warunkach powodują proces fermentacyjny. Fermentacja alkoholowa, zachodząca pod wpływem tych enzymów, powoduje przekształcanie się cukrów prostych w alkohol, czemu towarzyszy wydalanie dwutlenku węgla. (Czasami następuje fermentacja wtórna, octowa, czyli przekształcanie się uprzednio wytworzonego alkoholu w kwas /ocet/. Fermentacja ta zachodzi tylko w obecności tlenu z powietrza i przy udziale odpowiednich enzymów, czyli <fermentów>, które również znajdują się w soku.)
Czym więc w swej istocie jest fermentacja? Jest ona procesem wydalania niekorzystnych składników znajdujących się w moszczu, procesem oczyszczenia moszczu! Zarazem, w trakcie fermentacji moszcz zamienia się w wino o określonej zawartości alkoholu. Odbiciem reakcji chemicznych, jakie zachodzą w moszczu i naocznym dowodem oczyszczenia poprzez fermentację, są nieczystości, jakie pozostają na dnie naczynia po zakończeniu fermentacji.
One wszystkie były w (<niewinnym> i <czystym> - jak utrzymują niektórzy) soku; były w nim rozpuszczone i dlatego niewidoczne! Proces fermentacyjny wyrzucił je i dostarczył czystego - w sensie: klarownego, aromatycznego i zawierającego moc - wina.
Warto jeszcze zauważyć, że mąka używana do "ofiary z pokarmów" musiała być "przednią mąką" (3 Mjż 2,1-7), co oznaczało mąkę wielokrotnie przesiewaną, a więc maksymalnie oczyszczoną. Jeśli to odnosi się do chleba używanego do Wieczerzy Pańskiej, to jest oczywiste, że i drugi składnik obrządku - wino (jajin) - musi być doskonale oczyszczony.
- I tutaj na [z natury zanieczyszczony] sok (mic, cuf) nie ma miejsca!
Wino używane do Wieczerzy Pańskiej, musi być wytworzone z winogron. Dowodzą tego słowa Pana Jezusa: "... Nie będę pił odtąd z tego owocu winorośli..." (Mt 26,29).
W tym miejscu naturalne jest pytanie, dlaczego właśnie wino ma symbolizować krew Jezusa Chrystusa? Pytającym zwykle nie chodzi już o kwestię, czy ma to być wino (o tym są już przekonani), ale dlaczego ma to być wino. Jest to więc pytanie o to, jakie wartości wina predysponują je do obrządku.
Odpowiadając przypomnę, że są trzy główne cechy wina - jego czystość, aromat i moc. I właśnie dzięki temu mogą obrazować (symbolizować):

a. niewinną krew Mesjasza (1 Ptr 1,18-20),
b. wonność Jego ofiary (Ef 5,2),
c. moc Jego krwi dla oczyszczenia nas z grzechów (Hbr 9,13.14; 1 Jana 1,7).

Apostołowie używali wino (oinos)!
Oinos 1. wino; en oivvvnw przy kielichu 2. plur. wina, gatunki win 3. prov. oi. fronein episkotei wino przyćmiewa rozum; oiv. kai alhqeia w winie prawda = oiv. alhqhvz esti;;; oivnw tovn oivnon evdelauvnein „wybijać się klinem” 4. pissivthz oiv. wino zaprawione smołą 5. napój sfermentowany; oiv. ek kriqevwn pepoihmevnoz wino jęczmienne (piwo); oiv. foinikhvivvvvoz wino palmowe 6. targ na wino, strona 97, tom 2 Słownika grecko-polskiego, pod redakcją prof. Oktawiusza Jurewicza

Gleukos
gleu"ko", eo", tov 1. moszcz winny, nie sfermentowane słodkie wino 2. sok z winogron 3. słodycz, strona 167, tom 1 Słownika grecko-polskiego, pod redakcją prof. Oktawiusza Jurewicza.
Aby wykazać zasadność lub bezzasadność jakiejś naszej praktyki religijnej, poza jednoznacznymi tekstami Słowa Bożego zwykliśmy powoływać się na precedensy z czasów apostolskich, słusznie mniemając, że życie pierwotnego Kościoła zawiera cenne dla nas informacje. Czego zatem możemy się dowiedzieć w interesującej nas kwestii patrząc na Kościół Apostolski? Pouczający jest tu zwłaszcza fragment 11. rozdziału 1. Listu Pawła do Koryntian, w którym apostoł podnosi uwagi co do właściwego obchodzenia Wieczerzy Pańskiej.
Najpierw jednak ap. Paweł postawił Koryntianom kilka poważnych zarzutów. Najpoważniejszy to zarzut braku jedności zboru korynckiego, który podzielił się na kilka frakcji (1 Kor 1,10-13; 3,3.4). To powodowało, że:
1. gdy przychodzili aby obchodzić Pamiątkę śmierci Jezusa Chrystusa (łączoną wówczas zazwyczaj z Agapą), przynosili zbyt wiele pokarmu, skutkiem czego Wieczerza Pańska i Agapa (Uczta Bratniej Miłości!) przekształcała się w niegodną biesiadę (w. 20.21a);
2. nie rozpoczynali wspólnie swoich zgromadzeń, i gdy ostatni z członków przychodzili do zboru, pierwsi tak byli zajęci sobą, że ich prawie nie zauważali; "i skutek jest taki, że jeden jest głodny, a drugi pijany" (w.21b);
3. w takiej sytuacji atmosfera świętego obrządku Wieczerzy Pańskiej była z gruntu niewłaściwa 4), co powodowało Bożą interwencję i Jego surowy sąd (w. 29-32)
W dążeniu do radykalnej zmiany tej złej sytuacji, apostoł nie ogranicza się do krytyki niegodnych praktyk Korytntian, i nie tylko udziela im wskazówek co do jedzenia i picia (por. w. 22.33.34), ale przede wszystkim stara się im uświadomić, że Wieczerza Pańska jest świętym obrzędem wiernych, którzy podczas niego w głębokiej powadze i skupieniu rozpamiętują cierpienia i śmierć Jezusa Chrystusa!
Wymaga to skupienia i głębokiej duchowej refleksji nad spożywaną przez każdego ze zborowników cząstką chleba, która symbolizuje wydane za nas ciało Jezusa Chrystusa, i tą trochą wina z kielicha, które symbolizuje przelaną dla oczyszczenia nas krew Jezusa Chrystusa! Wymaga także wcześniejszego <rachunku sumienia>, którego powinien dokonać każdy wierzący, i usunięcia wszystkich przeszkód (niewyznany grzech, nie naprawione krzywdy, nie załatwione nieporozumienia), jakie mogłyby wierzącego uczynić "niegodnym" uczestnictwa w świętym obrządku: "Niechże więc człowiek samego siebie doświadcza, i tak niech je z chleba tego, i z kielicha tego pije. Albowiem kto je i pije niegodnie, nie rozróżniając ciała Pańskiego, sąd własny je i pije." (w. 28.29)!
- Jest oczywiste, że to, co działo się w zborze korynckim, było ciężkim naruszeniem podstawowych warunków obchodzenia Wieczerzy Pańskiej.

Przy tej jednak okazji narzucają się dwie, niezwykle ważne sprawy:
1. Najpierw, że Koryntianie zgromadzając się dla obchodzenia Wieczerzy Pańskiej, przynosili wino (oinos)!)! Owszem, przynosili je i używali w nadmiarze, do tego stopnia, że niektórzy nawet się upijali, co apostoł surowo gani.
2. Jednak, co znamienne, Apostoł nie kwestionuje obecności i używania wina w Zborze podczas Wieczerzy Pańskiej! Nie nakazuje Koryntianom aby przynosili i używali sok (mic, cuf)! A przecież, gdyby wino było niestosownym napojem w tym obrządku, gdyby było profanacją krwi Jezusa Chrystusa, Paweł nie omieszkałby (wręcz powinien by i musiał, jako nauczyciel i strażnik czystości Bożej Prawdy!) zaprotestować przeciw takiej praktyce.
- Nie uczynił tego, gdyż był znawcą Prawa i doskonale rozumiał i umiał przełożyć starotestamentową symboliczną praktykę "ofiary mokrej", na nowotestamentowy symbol krwi Jezusa Chrystusa; tam używano wina (oinos), i napoju mocnego (szekar), i napoju mocnego (szekar), tu na polecenie Jezusa Chrystusa używa się wino (oinos)!
Apostoł Paweł wiedział też, że podczas uczty paschalnej na stołach Izraelitów znajdowało się wino (oinos), a nie sok (mic,cuf). I właśnie wino uczynił On symbolem "krwi, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów" (Mt 26,27.28)!

Wino na weselu w Kanie Galilejskiej
Morze atramentu wypisali zwolennicy soku, kwestionujący fakt, że na weselu w Kanie Jezus Chrystus uczynił z wody wino alkoholowe. Oto jedna z ich opinii:
"[...] Sugerowanie, że Chrystus okazał swoją boskość jako jedyny syn Ojca (Jan 1,14) przez cudowne stworzenie ok. 480-720 litrów wina dla pijanego towarzystwa (w którym przebywał z uczniami i matką, która żałowałaby, że skończył się napój alkoholowy i prosiłaby Syna, aby dostarczył już pijanym weselnikom więcej sfermentowanego wina...) i że miało to ogromne znaczenie w jego mesjańskiej misji, świadczy o braku szacunku, na jaki zdobyłoby się niewielu ludzi.
[...] Przypuszczenie, że Jezus sprzeciwił się Bożemu nakazowi moralnemu, "nie patrz na wino, jak się czerwieni, jak się skrzy w pucharze i lekko spływa do gardła", tzn. wtedy gdy jest sfermentowane (Prz. 23,31), jest sprzeczne z biblijnym objawieniem dotyczącym całkowitego posłuszeństwa Chrystusa swojemu niebiańskiemu Ojcu (por. 2 Kor 5,21; Hbr 4,15; 1Ptr 2,22).
Chrystus raczej potwierdziłby te fragmenty Biblii, które potępiają wino jako szydercę, a mocny trunek jako wrzaskliwa kłótnia (Prz 20,1) i słowa Ha 2,15, "biada temu, co zmusza bliźniego do picia."
[...] W świetle Bożej natury, sprawiedliwości Chrystusa, jego troski o ludzi i dobroci, to oczywiste, że przyjęcie poglądu, iż wino w Kanie było sfermentowane można uważać za bluźniercze. Jedynym logicznym, biblijnym i teologicznym wnioskiem jest zgodzenie się z tym, że wino, które uczynił Jezus na weselu, aby objawić swoją chwałę, było czystym, nie sfermentowanym sokiem latorośli."
Ileż to trzeba się natrudzić, aby skomplikować sprawy proste, a do tego nadać choćby pozór słuszności zupełnie nielogicznym i niebiblijnym wnioskom!
Charakterystyczne dla zwolenników soku jest nagminne i uporczywe nie rozróżnianie między używaniem, a nadużywaniem napojów alkoholowych. Przypomina mi to dyskusje o wychowaniu, w której przeciwnicy zdrowej, zalecanej przez Słowo Boże karności, powołują się na patologiczne przykłady katowania dzieci, które w wyniku tego wiele tygodni muszą spędzić w szpitalach! - Tu i tam występuje to samo przedziwne materii pomieszanie!
Wróćmy jednak do Kany Galilejskiej. To, jakie wino uczynił tam Jezus, wynika prosto z kontekstu. Gospodarz wesela, który nic nie wiedział o cudzie, jaki uczynił Jezus, po skosztowaniu stwierdził, że jest to bardzo dobre, szlachetne wino - takie samo, jakie podaje się zawsze na początku uczty weselnej (i które "rozwesela ludzkie serce" - por. Ps 104,15); "a gdy sobie podpiją, wtedy gorsze; a tyś dobre wino zachował aż do tej chwili" (Jan 2,9.10).
- Jeśli zwolennicy soku, mimo tak oczywistego dowodu, że było to wino alkoholowe, z uporem godnym lepszej sprawy, nadal upowszechniają swoje poglądy - nie brońmy im tego. W końcu nie oni jedni, i nie tylko w tej sprawie, zamykają oczy na sprawy oczywiste.
Na pewno warto się zastanowić, dlaczego Jezus uczynił taką ilość wina: 480-720 litrów - jak chce autor przytoczonego wyżej cytatu, albo ok. 240 litrów, jak obliczają komentatorzy biblijni (por. W. Barclay, Ewangelia według Jana, s. 135.136) 5); różnica dość istotna, choć w tym przypadku nie mająca prawie zupełnie znaczenia. Istota rzeczy spoczywa w czymś zupełnie innym.
- Bo kiedy na tę ilość wina patrzą ludzie znający jedynie polskie zwyczaje i normy, oczami wyobraźni widzą już weselników leżących pod stołami...
Rzecz jednak w tym, że wesele odbywało się w Izraelu, a tam na ucztę weselną zapraszano często całe miejscowości, plus liczną rodzinę rozproszoną w całym Izraelu i poza jego granicami, samo zaś wesele trwało od kilku dni do tygodnia. Warto dodać, że sprawą honoru gospodarza było zapraszanie nawet zupełnie przypadkowych osób, np. podróżnych, którzy przejeżdżając przez wioskę lub miasteczko znaleźli się w pobliżu domu weselnego. Takich sadzano za stołami i częstowano, zaś oni, jako znający obyczaj, po krótkim pobycie i okazaniu swojej radości, żegnani przez gospodarza wesela ruszali w swoją drogę.

Dokonajmy teraz prostego wyliczenia:
Jeśli na weselu w Kanie było chociażby 400 osób (szacunek bardzo niski, bo np. na Ukrainie jeszcze dziś na chrześcijańskich weselach jest obecnych nawet 600 osób!), i jeśli wina zabrakło np. pod koniec trzeciego dnia wesela, to nawet gdyby Jezus uczynił 720 litrów wina (szacunek najwyższy z proponowanych), wówczas każdego z pozostałych czterech dni wesela, statystyczny gość miałby <przydział>... 0.45 litra wina! A jeśli tego wina, jak chcą komentatorzy, było ok. 240 litrów, to ilość ta zmniejsza się do... 0,15 litra na "gościo/dzień"! - Rzeczywiście, straszne pijaństwo!
Dodajmy, że wino w Izraelu (kiedyś i dziś) na równi z sokami, stanowiło zwykły codzienny napój. Nie używano natomiast powszechnie, jak to ma miejsce dziś, herbaty czy kawy. A na ucztach, gdzie spożywano także sporo tłustych, mięsnych potraw, wino było szczególnie pożądane, gdyż świetnie wspomagało trawienie. Wino podawano także rozcieńczone (stosowano proporcję dwóch części wina i trzech części wody), a wtedy - uwzględniając powyższe wyliczenia - na <gościo/dzień> przypadało albo 1,125 litra, albo 0,375 litra takiego napoju! Można pęknąć... ze śmiechu, gdy się słucha argumentów zwolenników soku, którzy łamiąc zasady biblijnej egzegezy, i ignorując podstawowe realia społeczne środowiska żydowskiego twierdzą, że gdyby Jezus uczynił w Kanie wino alkoholowe, "dla pijanego towarzystwa" (sic!), wystąpiłby przeciwko Bożej nauce.

Ci, którzy nie powinni używać alkoholu

Opracowanie to nie byłoby kompletne, gdyby w nim zabrakło kilku uwag i ostrzeżeń natury ogólnej. Żyją bowiem wokół nas ludzie, którzy rzeczywiście powinni zachować całkowitą abstynencję od napojów alkoholowych. To przede wszystkim ci, którzy już mieli kłopoty alkoholowe ("alkoholicy niepijący"), ludzie słabego charakteru, którzy zakosztowawszy alkoholu nie umieją się oprzeć dalszej konsumpcji, osoby, których organizm nie toleruje alkoholu, kobiety w ciąży, itp.
Decyzję w każdym takim przypadku musi podjąć sam zainteresowany i najbliższe mu osoby. Bo czyż nie byłoby głupotą czynić rzeczy, które danej osobie szkodzą?! Dotyczy to zarówno picia napojów alkoholowych jak i spożywania takich czy innych potraw, które szkodzą organizmowi jakiegoś człowieka (nie mówię tutaj o biblijnym podziale zwierząt na czyste i nieczyste). Nie wolno jednak normy i stylu życia jednego człowieka, narzucać komuś innemu, jak to napisał apostoł: "Dobrą jest rzeczą nie jeść mięsa i nie pić wina, i nie czynić niczego, co twego brata razi [gorszy albo osłabia]. A swoje własne przekonanie zachowaj dla siebie przed Bogiem. Szczęśliwy ten, kto w postanowieniach siebie samego nie potępia" (Rz 14,21.22).
Należy wziąć jeszcze pod uwagę kilka kwestii. Dzięki zapisom Józefa Flawiusza jesteśmy w stanie określić, iż grecki termin „metretes” odpowiednik hebrajskiej jednostce miary „bat” to 32 litry płynu. Skoro stągwi było sześć, a każda z nich miała pojemność dwóch lub nawet trzech „metretes” to znaczy, że każda ze stągwi mieści w granicach 64 litry do 96 litrów. Zatem sześć takich stągwi posiada objętość w granicach 384 litry do 576 litrów. Komentarz Żydowski do Nowego Testamentu strona 275-276 autostwa David’a H. Stern’a.

Zatem szacunkowa wartość 720 litrów jest przesadzona i nieprawdziwa.
Zapiski z Ewangelii Jana mówią o cudowym przemienieniu wody w wino, o objętości nawet 576 litrów. Nic jednak nie wiadomo, co dalej dzieje się z winem. Jedyna wzmianka o kosztującym owe wino, to moment przyniesienia małej ilości dla gospodarza wesela, by je wypróbował. Tekst nie stwierdza w żadnym miejscu, by goście byli pijani.
Natomiast na uwagę zasługują słowa owego gospodarza, które brzmią: „A ty zachowałeś dobry „oinos” aż do tej pory. Skoro zatem pity oinos jest dobry „aż do tej pory” muszą zatem pić od samego początku ten sam oinos czyli konkretny rodzaj cieczy. Skoro miałby być to sok, to wniosek jest prosty, piją go nadal. Któż więc miałby być wówczas nietrzeźwy na tym weselu od soku? Jednak słowa „podają wpierw dobry oinos na początku a gdy sobie goście podpiją wtedy gorszy” świadczy o tym, iż oinos oznacza napój alkoholowy którym można sobie podpić. „A ty zachowałeś dobry oinos aż do tej pory”. Zatem, zgodnie ze słownikami grecko-polskimi, nadal było tam wino.

Uwagi końcowe
1. Przypomnijmy raz jeszcze Boże stanowisko odnośnie napojów alkoholowych:
a. Bóg potępia nadużywanie alkoholu i zagroził, że potępi na wieki pijaków (Przyp.Sal. 23,29-35; 1 Kor 6,10)!
b. Bóg nie nakazał abstynencji, i nie ma nic przeciwko używaniu alkoholu przez wierzących (5 Mjż 14,22-27; Ps 104,15; Kazn.Sal. 9,7; 1 Tym 5,23)!

2. O ile jednak w życiu prywatnym mamy swobodę decydowania o spożywaniu lub powstrzymywaniu się od spożywania napojów alkoholowych, to swobody tej nie mamy gdy chodzi o Wieczerzę Pańską. Tutaj musimy się podporządkować Słowu Bożemu, które nakazuje w winie (oinos) ) widzieć symbol krwi Jezusa Chrystusa - i spożywać je podczas tego świętego, pamiątkowego obrządku. Ten, kto w tej sprawie lekceważy naukę Słowa Bożego, nie powinien liczyć na Bożą aprobatę.

3. Mogę zrozumieć społeczności wyznaniowe, które z pewnych względów - zwłaszcza, aby wyeliminować potencjalną nawet groźbę popadnięcia wyznawców w kłopoty alkoholowe - abstynencję wprowadziły jako zasadę.
Nie umiem jednak zrozumieć, dlaczego nie mówią otwarcie, że jest to ich własne prawo (ustawa starszych)? Dlaczego chcą, aby ich wyobrażenia i poglądy firmował Bóg; dlaczego mówią, że "tak chce Bóg", podczas gdy Bóg wcale tego nie żąda? Czy chodzi może o to, aby się "podeprzeć" autorytetem Najwyższego? Albo źle się im kojarzą "ustawy starszych"? A wszak nie wszystkie "ustawy starszych" były złe, niektóre były bardzo dobre i pożyteczne, i rodziły dobre skutki.
Zauważyłem, że członkowie takich kościołów zwykle dzielą się na trzy grupy.

a. Pierwsza to ci, którzy są święcie przekonani, że "tak chce Bóg", i z oddaniem stosują się do postanowień kościelnych.

b. Do drugiej należą osoby, które przekonały się, że ich Kościół dopuszcza się tutaj nadużycia w nauczaniu, i ani myślą stosować się do ludzkich ustanowień. Ale są na tyle przezorni, że ze swym stanowiskiem nie obnoszą się oficjalnie. Za to wieczorem, przy kominku i w miłym, zaufanym towarzystwie, raczą się lampką koniaku lub domowym winem, pilnie dbając by szyjka baniaka, ukryta sprytnie w koszu w niszy pod schodami, zanadto nie rzucała się w oczy!

c. W najgorszej sytuacji jest grupa trzecia, a należą do niej najpierw ci, którzy nie potrafią samodzielnie odkryć biblijnego stanowiska w sprawie, a dlatego nie wiedzą, jak powinni się zachować. Raz wydaje się im, że mogą, a innym razem, że nie powinny ("i chciałbym i się boję!"). Ale są tutaj i ci, którzy doskonale wiedzą, że jest to tylko nauka kościelna, że jednak są pastorami lub funkcyjnymi w zborze, mają poczucie subordynacji i nauczają maluczkich tego, w co sami nie wierzą!

Nie mam wątpliwości, że przywódcy takich społeczności wiedzą równie dobrze jak ja, o istnieniu tych trzech grup. Przekonałem się też, że godzą się na taką schizofrenię współwyznawców. Jak długo tak można? Z obserwacji wynika, że nawet bardzo długo. A na usprawiedliwienie mają m.in. argument, że cel uświęca środki, że zaś celem jest abstynencja, to "czy Bóg obrazi się na nas, nawet jeśli w tak chlubnej sprawie troszkę nagięliśmy argumentację?"

4. Zagadnienie, któremu poświęciliśmy wspólnie wiele uwagi, to nie tylko sprawa prywatnego używania lub nie używania napojów alkoholowych. Gdyby chodziło tylko o to, szkoda byłoby czasu na opracowanie tego materiału.
Sprawa jest o wiele poważniejsza. Chodzi o wierne lub niewierne, godne lub niegodne obchodzenie Wieczerzy Pańskiej, od czego w znacznej mierze jest uzależnione nasze zbawienie!