“CHORUJE KTO MIĘDZY WAMI?”


Stanisław Kosowski

“Choruje kto między wami? Niech przywoła starszych zboru i niech się modlą nad nim, namaściwszy go oliwą w imieniu Pańskim. A modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie; jeżeli zaś dopuścił się grzechów, będą mu odpuszczone. Wyznawajcie tedy grzechy jedni drugim i módlcie się jedni za drugich, abyście byli uzdrowieni. Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego.” (Jak 5,14-16).

Na pytanie, czy wśród nas ktoś choruje, moglibyśmy «jednym tchem» wymienić co najmniej kilka nazwisk. Tak, jest wielu chorych, a niektórzy chorują poważnie i długo. Inni, po długiej i ciężkiej chorobie już odeszli, a były to osoby, które jeszcze “powinny żyć”! Ale odeszli — zostawiając bliskich, nieraz małe, osierocone dzieci... W każdym takim przypadku zastanawiamy się, czy tak być musiało? i czy oni, i my, zrobiliśmy wszystko, aby do tego nie doszło?

Myślę o tym w kontekście rady—polecenia, jakiego udzielono nam przez ap. Jakuba. Mam bowiem wrażenie, że zbyt rzadko korzystamy z szansy, jaką w tej sprawie dał nam Bóg. Wiem oczywiście, że ta sytuacja ma swoje przyczyny; zauważyłem, że mimo wyraźnej nauki biblijnej, którą podkreślamy w naszych Zborach, istnieje na ten temat wiele niedomówień, wątpliwości, a nawet obaw. O nich chciałbym tutaj pisać.

Jedną z przyczyn tej powściągliwości jest wywodzący się z rzymskiego katolicyzmu pogląd, że pomazanie olejem jest ostatnim namaszczeniem”, czyli przygotowaniem chorego na śmierć! Przy takim podejściu trudno się dziwić, że tak chory, jak i jego rodzina (także współwierzący), czasami unikają nawet wzmianki o obrządku. Byłem rzymskokatolikiem i pamiętam, że gdy ksiądz szedł z wiatykiem do chorego — znaczyło to, że przyszła na niego «ostatnia godzina». I tak rzeczywiście było; zresztą sama nazwa tego katolickiego «sakramentu» — «ostatnie namaszczenie» — mówi sama za siebie!

Jest czymś paradoksalnym, że ten niebiblijny, z gruntu fałszywy pogląd, przyjął się u jakiejś (mam nadzieję, że tylko niewielkiej) liczby biblijnych chrześcijan. To po prostu zgroza, że katolicyzm był w stanie zaszczepić nam swój błąd w tak ważnej sprawie!

Biblia nigdzie nie sugeruje, że pomazywanie olejem jest przygotowaniem chorego na śmierć! Zgoła przeciwnie — dzieje się ku uzdrowieniu chorego (“... uzdrowi chorego i Pan go podźwignie”)!

Praktyka ta znana była w starożytnym świecie, i stosowana w środowisku żydowskim (Mk 6,13). Komentując tekst Mk 6,13 i stosowanie tej praktyki przez apostołów, W. Barclay pisze: “Od początku chrześcijaństwa troska i pomoc dotyczyła nie tylko duszy człowieka, ale i jego ciała. Chodziło o ratunek nie tylko dla duszy, ale dla całego człowieka. Chrześcijaństwo wyciągało rękę, żeby podnieść człowieka nie tylko z upadku moralnego, lecz także z fizycznego bólu i cierpienia. Namaszczenie olejem było bardzo sugestywne. W starożytnym świecie olej uważano za panaceum na wiele chorób. Gallen, wielki lekarz grecki powiedział: “Olej jest jednym z najlepszych środków leczniczych dla ciała”. — W rękach sług Jezusa te stare środki lecznicze zyskały nową wartość. Stosowali te środki, które znała ograniczona wtedy wiedza ludzka, ale duch Chrystusowy dawał uzdrawiającemu nową siłę, a starym lekom nową wartość. Moc Boża objawiała się ludziom poprzez ich wiarę w najprostszych i powszechnie znanych rzeczach. Poselstwo i miłosierdzie Króla niesione ludziom przez Dwunastu Apostołów, pozostaje głównym zadaniem Kościoła na dziś i na codzień.”

Zauważyłem, że w niektórych przypadkach powodem tej dziwnej wstrzemięźliwości w stosowaniu rady Jakuba, jest lęk: “A co będzie, jeśli nic się nie stanie?” — niemal słychać to trwożne pytanie. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że decyzja należy do Boga!

To On jest Panem i On decyduje w każdej sprawie. Wynika to także ze słów Modlitwy Pańskiej: “Bądź wola Twoja...”, czemu poddał się nawet Syn Boży — “Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!” (Mk 14,36 BT).

Bóg nie jest od spełniania wszelkich naszych życzeń; On podejmuje decyzje, jakie Sam uznaje za słuszne i korzystne, przede wszystkim dla naszego zbawienia. Jednak często spełnia te z próśb o nasz ziemski los, które nie kolidują z Jego wolą — lub są wręcz wyrazem Jego woli dla nas! O tym nie wolno zapominać; jest to lekcja realizmu i chrześcijańskiej pokory. Powierzenie Mu w modlitwie naszego zagrożonego zdrowia lub życia, w każdym przypadku jest w równej mierze aktem wiary, co aktem zaufania. Zaufania, którego nie powinniśmy cofać niezależnie od tego, jaka będzie Jego decyzja. To zawierzenie Mu na dobre i na złe, to prośba o działanie, i zgoda na brak działania. Kto w tym duchu podejdzie do problemu, wyzbędzie się paraliżującego lęku.

Sądzę, że o tym należy mówić szczerze i otwarcie, wymieniając informacje i dzieląc się doświadczeniami. Zbyt ważna to sprawa, aby ją przemilczać. Milczenie, to zgoda na męczące wątpliwości i niepewność, zgoda na niewiarę i brak zaufania, na przedłużającą się chorobę i (nieraz) śmierć.

W tym miejscu niektórzy powiedzą: “Ale przecież ... (tu pada nazwisko) też w końcu miała wkładanie rąk, i umarła”. No właśnie. Bardzo często dzieje się to “w końcu” — gdy choroba poczyniła już ogromne spustoszenie, a śmierć już stała obok posłania!

Chcę być dobrze zrozumiany, a dlatego powiem wyraźnie o dwóch ważnych sprawach:

(1) Bóg może wyratować w każdym momencie, także tym ostatnim! Opisując przypadek Łazarza ewangelista Jan podkreślił, że Pan Jezus celowo wstrzymał Swój powrót do Betanii, wyraźnie czekając aż brat Marii i Marty umrze. I tak się stało, co w niczym nie przeszkodziło Chrystusowi przywrócić go do życia i zdrowia (Jan 11,1—44).

— Ale opisany przypadek zwlekania, nie może być porównywany do naszego zwlekania z powodu lęku lub niewiary. Jezus nie dlatego zwlekał, że nie ufał Bogu (por. Jan 11,41.42), ale dlatego, że w śmierci i zmartwychwstaniu Łazarza miał się zrealizować Boży cel (Jan 11,4; por. Jan 9,1-7)!

(2) “Miała pomazanie olejem, i umarła!” Wypowiedzi takie, niezależnie od intencji, brzmią jak «dowód» nieskuteczności obrządku, a nawet głos sprzeciwu wobec jego stosowania. Owszem, są przede wszystkim dowodem dezorientacji i zagubienia. Choć — powiem to otwarcie — są i tacy wierzący, którzy nie kryją tu swego negatywnego stosunku. Cóż, ich strata. Szkoda.

Nie chcę jednak zlekceważyć zacytowanej wypowiedzi. Bo przecież za takimi słowami kryje się często rozczarowanie Bogiem! A to już jest groźna sprawa! Tu znów dwie kwestie:

(a) Jak już powiedziałem wcześniej, Bóg nie jest od wykonywania naszych poleceń. W każdym indywidualnym przypadku to On podejmuje decyzję, z którą należy się — choćby z wielkim bólem — zgodzić. Pomazanie olejem i włożenie rąk, to nie zabieg magiczny o gwarantowanym skutku, ale prośba do Boga, która zawsze bierze pod uwagę Jego wolę: “Bądź wola Twoja.”

(b) W wielu przypadkach obrządek stosuje się jako «ostatnią deskę ratunku» — gdy zawiodło wszystko inne. Co jeszcze gorsze, towarzyszy mu niewiara (“No, niech już będzie...”). Czy można się dziwić, że i skutek jest na miarę takiej «wiary»? Charakterystycznym i tragicznym zarazem dopełnieniem jest w takich przypadkach reakcja krytyków obrządku gdy chory nie wraca do zdrowia: “A nie mówiłem?!”

To mi przypomina inne, znane z literatury i mojego wczesnego dzieciństwa przypadki, kiedy to prości ludzie z wiosek bronili się «rękami i nogami» przed oddaniem ich do szpitala: “Nie pójdę, bo tam umrę! W szpitalu wszyscy umierają!”. Faktycznie, w większości przypadków umierali. Umierali, bo oddawano ich w stanie takiego zaawansowania choroby, wycieńczenia, a czasami wręcz agonii, że na jakikolwiek ratunek było już za późno! Tak napędzało się koło niewiedzy i bezsensu.

Podobnie napędza się koło niewiary! Bo przecież Bóg mógłby zadziałać także w skrajnych przypadkach, gdy — biorąc rzecz po ludzku — na ratunek jest za późno. Owszem, ale nie dla Boga! Jak jednak ma On działać, jeśli ludziom brak wiary i zaufania? — “I nie uczynił tam wielu cudów z powodu ich niewiary.” (Mt 13,58)!

Prawdopodobnie w tym miejscu padnie, powinno paść, pytanie: “Kiedy, w jakich chorobach, i w jakim stanie ich zaawansowania, należy przeprowadzić obrządek pomazania olejem?” Pytanie ważne, ale odpowiedź — może ku rozczarowaniu pytających — nie będzie, i nie może być zbyt precyzyjna. Chcąc pozostać w zgodności ze Słowem Bożym, a także — co bardzo istotne — uszanować uczucia i wolę chorego oraz bliskich mu osób, mogę tylko podać trzy ogólne wskazówki, zastrzegając, że nie są one na pewno kompletne, ani ostateczne. Bo życia, z niezliczonością różnorakich przypadków nie da się zamknąć w jednej, sztywnej ramie.

(1) Jak się wydaje, w tekście Jak 5,14—16 raczej nie chodzi o takie niedyspozycje, jak: katar czy przeziębienie, stłuczenia, złamania, niedyspozycje żołądkowe, ból zębów, itp., które leczy się znanymi i skutecznymi metodami, w warunkach domowych lub szpitalnych.

Tu na pewno mieści się rada, jakiej Tymoteuszowi udzielił ap. Paweł: “Samej wody już nie pij, ale używaj po trosze wina ze względu na twój żołądek i częste twoje niedomagania” (1 Tym 5,23).

(2) Natomiast obrządek powinno się na pewno stosować w chorobach przewlekłych, utrudniających normalne życie pacjenta i jego otoczenia, a zwłaszcza w chorobach, które zagrażają życiu. Sugeruje to także zwrot użyty w Jak 5,14: “choruje kto między wami?”. Zauważcie, nie: zachoruje, ale choruje — co sugeruje trwanie, utrzymywanie się choroby.

Należą do nich na pewno wszelkie choroby nowotworowe, ostre i rozwijające się choroby serca, groźne i zagrażające życiu schorzenia narządów wewnętrznych. Jestem przekonany, że obrządek powinien być dokonany także nad ciężko poszkodowanymi ofiarami wypadków, np. drogowych.

(3) To chory przede wszystkim podejmuje decyzję o obrządku; Biblia uczy, że to on ma “przywołać starszych zboru”. Podpierając się logiką rozumiem, że w przypadku małych dzieci decyzję taką muszą podjąć rodzice, a jeżeli dziecko jest starsze i zdolne do świadomej wiary, także ono powinno być czynnie zaangażowane.

— Jest oczywiste, że w niektórych przypadkach, zwłaszcza przy bezpośrednim zagrożeniu życia (wypadki!) albo gdy stan cierpiącego na «normalną» chorobę coraz bardziej się pogarsza, albo gdy musi się on poddać ciężkiej operacji — nie powinno się zwlekać z decyzją o obrządku. W innych przypadkach należy uważnie obserwować rodzaj choroby, jej przebieg i rokowania. I gdy pojawia się zagrożenie — bezzwłocznie decydować się na pomazanie olejem.

Choć inni sugerują, i trudno odmówić im słuszności, że w poważnej chorobie, nawet przy dobrych rokowaniach powinno być dokonane pomazanie olejem. Bo przecież tekst Jak 5,14 nie ogranicza tego obrządku do beznadziejnie chorych!

Tu ważna wskazówka: Jeżeli mamy “jedni drugich brzemiona nosić” (Gal 6,2), i “podtrzymywać słabych” (1 Tes 5,14), to powinniśmy także zachęcać tych, którym brak wiary i/lub czują się niegodni, do poddania się z ufnością obrządkowi pomazania olejem i wkładaniu rąk. Wielu takiej zachęty, wsparcia i zapewnienia o współtrwaniu w modlitwie potrzebuje! Także oni, podobnie jak ów ojciec, który prosił Jezusa o uzdrowienie chorego na padaczkę syna, czasem bez słów proszą: “... pomóż niedowiarstwu memu!” (Mk 9,24).

Praktykując biblijny obrządek pomazywania olejem zauważamy, że na nasze modlitwy

Bóg odpowiada w różny sposób.

Czasem interweniuje niemal natychmiast; usuwa chorobę i niepotrzebną czyni interwencję lekarza. W innych przypadkach działa poprzez lekarzy lub wespół z nimi.

— Tak na przykład było w przypadku s. Grażyny G. z Prudnika, nad którą obrządek został dokonany w Sabat, a w najbliższy poniedziałek dokonano w szpitalu operacji. Usunięte w drodze resekcji narządy były chore i nie mogły pozostać w jej organiźmie. Ale nowotwór złośliwy, który — co lekarze stwierdzili ponad wszelką wątpliwość — nie dawał prawie żadnych szans nie tylko na wyleczenie (wg lekarzy jedynie chemioterapia dawała cień szansy), ale nawet na przeżycie, zniknął — siostra wróciła do domu zupełnie zdrowa! Bez chemioterapii czy innych zabiegów! To był ewidentny cud. Dziś mogę to podkreślać z jeszcze większą mocą, bo od jej uzdrowienia minęły już prawie cztery lata.

Ale nie zawsze odpowiedzią na modlitwę jest całkowite wyleczenie. Są przypadki, że Bóg przedłuża życie już umierającemu, albo — mimo, że chory umiera — zabiera mu cierpienie.

— Tak, jak było w przypadku br. Jana S. z Bielska—Białej, który wbrew swemu stanowi i ku zdumieniu lekarzy, niemal nie mając już płuc, po zastosowaniu rady z Listu Jakuba żył jeszcze niemal cztery lata. Dodam, że o tyle właśnie prosił Boga podczas obrządku pamazywania olejem. Lekarze wypisali go do domu, aby zmarł wśród rodziny, dając mu 7—10 dni życia. Nie mógł żyć, bo po prostu nie miał już płuc; ostatnie prześwietlenie wykazało, że pozostały mu jedynie resztki górnych płatów! Nigdy nie wrócił do zdrowia, wciąż był słaby — ale świadomie uczestniczył w życiu rodziny i zboru. Do czterech lat brakło niespełna dwa miesiące...

— W przypadku s. Doroty Cz. z Wrocławia było inaczej: zmarła niespełna trzy tygodnie po obrządku. Jednak od chwili pomazania olejem Bóg usunął zupełnie jej ból, i bez morfiny spokojnie doczekała dnia śmierci. Wcześniej, dwukrotnie w ciągu dnia podawane najsilniejsze dawki narkotyku, nie wystarczały, a jej krzyk budził w nocy sąsiadów!

Osoby, które z jakichś powodów nie proszą o pomazanie olejem, zwykle podkreślają, że w miejsce tego obrządku stosują modlitwę połączoną z postem. Jestem daleki od kwestionowania tej drogi do wyleczenia. Sam znam i wiem, że współwierzący w zborach i placówkach znają wiele takich przypadków, gdy wskutek usilnej modlitwy połączonej z postem, chorzy wracali do zdrowia. Jedno z takich zdarzeń miało miejsce w tym roku w Andrychowie.

— Wiosną siostra Krystyna Z. ze sporym guzem piersi o charakterze nowotworowym (który sama bez trudu lokalizowała), została skierowana na dalsze badania i leczenie. W takich momentach pierwszymi uczuciami są przerażenie i panika. Nie ominęły one także s. Krysi. Ale zaraz potem zwróciła się w gorącej modlitwie do żywego Boga. Ona, jej mąż i córeczka (braterstwo Z. zostali ochrzczeni w ubiegłym roku). Modlili się także ci ze Zboru, którzy już wiedzieli.

Tu nie było wkładania rąk. Sprawy potoczyły się zbyt szybko. I stało się tak: wieczorem guz był, rano — zniknął! Zniknął całkowicie, nie znalazł go także lekarz. Co się stało? Usunął go Ten, dla Którego nie ma przypadków trudnych i beznadziejnych!

Tak, modlitwa połączona z postem, jest silnym środkiem przeciw chorobie. Ale środkiem najwyraźniej preferowanym jest w Biblii pomazywanie olejem i wkładanie rąk starszych. Dlaczego nie skorzystać z czegoś, co Bóg zaleca?

Tym bardziej, że — jak to jest w każdym takim przypadku — pomazanie olejem jest poprzedzone modlitwami i wspierane postem. Modlą się i poszczą nie tylko chory i jego rodzina, ale grono wierzących zaangażowane w taki przypadek; czasami cały zbór albo nawet cały Kościół.

Zauważam, że jest jeszcze w tej sprawie sporo dezorientacji i zaniedbań; wciąż żywa i paraliżująca jest też obawa o skutek. I w ten sposób ujawnia się stary problem: “Panie, naucz nas ufać Tobie! Przymnóż nam wiary!”

Silnej i ufnej wiary potrzeba szczególnie w przypadkach, gdy chorzy nie są uzdrowieni. Bo wielokrotnie — o tym też chcę otwarcie napisać — na nasze prośby o uzdrowienie Bóg odpowiadał “Nie.” I wtedy daremnie oczekiwaliśmy odmiany, i jedyna droga, jaką jeszcze przychodziło nam przebyć, prowadziła na cmentarz.

— Nie zapomnę na przykład małego Jirego C. z Ostravy (Czechy), ośmioletniego, nad wiek rozwiniętego, inteligentnego i uduchowionego chłopca, którego bezlitośnie niszczył rak. Do dziś dźwięczą mi w uszach słowa jego modlitwy przed obrządkiem pomazania olejem: “Panie Jezu! Ja Cię proszę, przywróć mi zdrowie. Ty możesz to uczynić... Ty masz moc... Uzdrów mnie i pociesz mamusię i tatusia. Bądź z nimi, proszę, bądź ze mną... Uzdrów mnie! Panie Jezus, nie odrzucaj mojej prośby!...” — Zmarł po miesiącu.

W podobnych przypadkach, gdy Bóg mówił “Nie” i ludzie nadal chorowali i cierpieli, zauważaliśmy przecież coś znamiennego: Miłosierny Bóg udzielał nowej siły do znoszenia krzyża, i to zarówno im jak i ich opiekunom. Nagle zauważali, że patrzą na chorobę i cierpienie oraz związane z nimi uciążliwości innymi oczami.

— Czyż nie jest to Jego odpowiedź i dowód opieki?

Wczytując się uważnie w tekst Jak 5,14—16 zauważamy, że chory, który prosi o uzdrowienie, musi koniecznie spełnić jeden ważny warunek:

“Wyznawajcie tedy grzechy jedni drugim i módlcie się jedni za drugich...” (5,15.16). Warunkiem tym jest wyznanie popełnionego grzechu!

W tych słowach nie ustanowiono instytucji katolickiego konfesjonału. Podkreślono jednak, że aby być uzdrowionym, trzeba najpierw wyznać ewentualny grzech, który mógł się stać przyczyną choroby.

Warto tu przypomnieć przypadki opisanych w ewangeliach uzdrowień, które były poprzedzone odpuszczeniem grzechów. Tak było w Kafarnaum, gdy poprzez rozebrane poszycie dachu opuszczono do stóp Jezusa sparaliżowanego człowieka. Jego choroba była spowodowana przez jego grzechy. Jezus nie uzdrowił jego ciała wcześniej, zanim — prawdopodobnie widząc jego skruchę i czynione w sercu wyznanie — nie odpuścił mu grzechów (“Synu, odpuszczone są grzechy twoje” — Mk 2,5). Potem uwolnił go także od paraliżu. Na to samo zwrócił uwagę, gdy uleczył chorego przy sadzawce Betezda: “Oto wyzdrowiałeś, już nigdy nie grzesz, aby ci się coś gorszego nie stało.” (Jan 5,14).

Każdy chory powinien zrobić swój rachunek sumienia; sprawdzić, czy jego cierpienie nie jest aby skutkiem jakiegoś niewyznanego i wciąż ukrywanego grzechu. Chociaż może być inaczej; zasady tej nie wolno stosować automatycznie! Bo przypomnijmy zdarzenie, gdy Jezus spotkał na Swej drodze człowieka ślepego od urodzenia: “I zapytali go uczniowie jego, mówiąc: Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym urodził? Odpowiedział Jezus: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz aby się na nim objawiły dzieła Boże.” (Jan 9,2.3). Nie inaczej było w przypadku Hioba.

Rachunek sumienia wykaże choremu czy jest coś, co powinien wyznać i usunąć ze swego życia. Nikt tego za niego nie zrobi, “bo któż z ludzi wie, kim jest człowiek, prócz ducha ludzkiego, który w nim jest?” (1 Kor 2,11). Znam przypadki, kiedy chory nie był w stanie prosić o pomazanie olejem, gdyż blokowało go nieczyste sumienie. Za każdym razem wszystko zmieniało się w chwili podjęcia decyzji o wyznaniu — a zwłaszcza po wyznaniu grzechu! I zawsze czymś głęboko poruszającym był dla mnie widok rozjaśnionej i ufnej twarzy brata lub siostry świadomych, że zniknęła przeszkoda, która mogłaby blokować wysłuchanie prośby o uzdrowienie. A potem wiadomość, że Bóg interweniował przywracając zdrowie! Można powiedzieć, że w takich przypadkach miały miejsce dwa uzdrowienia — ducha i ciała. Bo Boże rady są najcenniejsze; kto ich słucha i zgodnie z nimi postępuje, otrzymuje błogosławieństwo!