KIM I JACY JESTEŚCIE


Osoby interesujące się naszym Kościołem, podobnie jak ludzie z którymi choć na krótko zetknął nas przypadek, słysząc o naszej teologii, wierze i praktycznym życiu chrześcijańskim, mają rozmaite pytania i wątpliwości. Są pytania, na które łatwo jest odpowiedzieć, inne wymagają głębszej refleksji i obszerniejszego uzasadnienia; zawsze są okazją do weryfikacji tego, w co wierzymy, i jak żyjemy. Poniżej zebraliśmy najczęściej stawiane nam pytania, i udzielamy na nie odpowiedzi.

Pytanie: Dlaczego "Chrześcijanie Dnia Sobotniego"? Przecież taka nazwa, informująca, że jesteście mniejszością wyznaniową, zaraz na początku zniechęca i uprzedza do was wiele osób; ludzie kojarzą was z Judaizmem, lub z liczniejszym i bardziej znanym Kościołem Adwentystów!

Odpowiedź: Być może, nazwa ta - przynajmniej w niektórych kręgach - rodzi obiekcje. Ale w sprawach wiary i zbawienia popularność nie jest chyba najważniejsza. To także nie nazwa przesądza o szacunku lub jego braku. Jest natomiast informacją o wyznaniu, w tym o wyznawanej doktrynie. Prawdą jest też, że - zwłaszcza w naszym kraju - przynależność do któregoś z mniejszościowych Kościołów, oznacza przynależność do "sekty". Tym jednak już dawno przestaliśmy się przejmować. Wszak, o czym informuje nas księga Dziejów Apostolskich, także pierwszych chrześcijan uznawano za "sektę", której prawowierni wszędzie się sprzeciwiali (DzAp 28,22)! Mądrzy ludzie już dawno zauważyli to, co innym wciąż nie może się pomieścić w głowie, że racja nie zawsze znajduje się po stronie większości!
Nasze zasady wiary istotnie nawiązują do Judaizmu, co jest aż nazbyt zrozumiałe. Przecież to Żydzi byli pierwszym narodem, który znał Jedynego Prawdziwego Boga! Z Judaizmu wywodzi się Chrystus, Apostołowie, i inne, czczone także w Kościele katolickim postaci! Na żydowskim fundamencie - "fundamencie apostołów i proroków" (Ef 2,20) - powstał Kościół Chrystusowy! Kto tego nie rozumie, w ogóle niewiele rozumie z Bożych spraw. I nieszczęściem jest, że często tacy właśnie ludzie, na dodatek zarozumiali i aroganccy, czują się powołani, aby zabierać głos w tej sprawie! Kto zna historię, ten wie, że do odstępstwa od czystej nauki Chrystusowej doszło głównie dlatego, że Kościół chrześcijański odciął się od swych judaistycznych korzeni, szukając natchnienia i mądrości u greckich filozofów...
Kościół Chrześcijan Dnia Sobotniego organizacyjnie wywodzi się z adwentyzmu (Podobnie jak adwentyzm wywodzi swe początki z metodyzmu i baptyzmu, te z Kościołów reformacyjnych, które z kolei wywodzą się z katolicyzmu, a katolicyzm zrodził się w wieku IV po Chrystusie z pierwotnego Chrześcijaństwa!). Nigdy nie wstydziliśmy się swego rodowodu, podobnie jak nie wahaliśmy się odrzucić z naszego Credo nauk adwentystycznych, dla których nie znaleźliśmy poparcia w Piśmie Świętym. Należą do nich m.in. dogmat o Trójcy Świętej, rzekomy charyzmat "prorokini", E.G. White, sankturologia eksponująca rok 1844, i inne. Dlatego tworzymy odrębny Kościół.

Pyt.: Czy nie macie wrażenia, że wasze radykalne poglądy, dotyczące np. Sabatu czy diety, są czymś anachronicznym i niepraktycznym we współczesnym świecie?

Odp.: W świecie, w którym większość ludzi nie przestrzega norm biblijnych, i taki stan rzeczy uznaje się za normalny, człowiek szanujący prawa i nakazy Boże jest zjawiskiem nienormalnym! To jeszcze jeden dowód tego, jak daleko ludzie odeszli od Boga - w myśleniu, wartościowaniu i w codziennym życiu! My z kolei wszystko, czego naucza Pismo Święte, traktujemy z powagą, odpowiedzialnością i konsekwencją, niezależnie, co o tym sądzi ktokolwiek!
Zasady, których przestrzegamy, zarówno te, które kształtują naszą duchowość, jak i te, które mówią o zachowaniu zdrowia i dobrej kondycji ciała, nie są wymysłem człowieka, lecz dobrymi radami Boga, który w trosce o nasz cielesny, psychiczny i duchowy rozwój zakazał pewnych rzeczy, a inne zalecił. I gdyby ludzie zechcieli Go usłuchać, nie byłoby tyle zła i nieszczęść, chorób i zmarnowanego życia, jak to się dzieje!
Ale ludzie wciąż wolą się kierować własną oceną, i obierają własne drogi. Czasami zaś robią pewne rzeczy nie dlatego, że chcą, ale że już muszą; zniewoleni przez pożądliwość i zgubne nałogi, wpadają w zło i grzech jak w bagno, które ich wciąga! Co nie powstrzymuje ich przed obwinianiem Boga o swoje zmarnowane życie!
Jeśli chodzi o Sabat, to Bóg ustanowił go już przy stworzeniu świata jako dzień odpoczynku dla wszystkich ludzi, nie tylko dla Żydów (1 Mjż 2,1-3); "Sabat został ustanowiony dla człowieka..." (Mk 2,27) - powiedział Pan Jezus.
Odpoczynek sobotni, zwłaszcza współcześnie, gdy panuje tak wielki terror rzeczy, a człowiek nie jest panem swego czasu, niesie w sobie wielkie Boże błogosławieństwo! Bo jest to dzień, w którym wszystkie codzienne sprawy przestają mieć znaczenie, a ważny staje się człowiek w swojej relacji do innych ludzi, i do Boga. I jeżeli na codzień cierpią i słabną więzy małżeńskie i rodzinne, jeżeli pod naporem codzienności słabnie nasz kontakt z Bogiem - to święty dzień Sabatu przynosi ich odnowienie, obdarza spokojem i przywraca właściwą hierarchię wartości.
Dieta biblijna, którą stosujemy, a więc powstrzymywanie się od pokarmów, które Bóg określił jako "nieczyste" (3 Mjż r.11), to mądra profilaktyka. Jest rzeczą znamienną, że zakazane przez Boga pokarmy są tymi, których szkodliwość jednoznacznie potwierdziła medycyna! Opinia lekarzy jest w tej sprawie jednoznaczna. Szkoda, że w naszym kraju od "schabowego" i "golonki" odsuwa chorych dopiero stanowczy zakaz lekarza! Czy nie lepiej, słuchając Boga, stosować mądrą profilaktykę? Lekceważąc Boże zalecenia, człowiek krzywdzi siebie i innych, a niszcząc własny organizm grzeszy przeciw Stwórcy. To samo dotyczy nałogu nikotynowego, pijaństwa, lekomanii czy narkomanii! - "Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście, i że Duch Boży mieszka w was?" - pyta ap. Paweł, i dodaje: "Jeśli ktoś niszczy świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg; albowiem świątynia Boża jest święta, a wy nią jesteście!" (1 Kor 3,16.17)!


Pyt.: Jeżeli tak ważny jest Sabat, to chyba ważne są też inne, okołosabatowe ustanowienia, np. zakaz rozpalania ognia w Sabat, albo nakaz przestrzegania "sabatu ziemi" co siedem lat lub "Sabatu Sabatów" - Roku Jubileuszowego (3 Mjż 25,1-18)?
A co z korzystaniem z pracy innych? Przecież korzystacie z energii elektrycznej i gazu, ogrzewania mieszkań i komunikacji. Inni pracują, abyście wy nie musieli pracować; ktoś was wozi (np. autobusami) na wasze nabożeństwa - czy jest to etyczne? I co by było, gdyby wszyscy byli tacy, jak wy?


Odp.: Są to dobre pytania. Zacznijmy od pierwszego. W kwestii palenia ognia, Izraelitom powiedziano: "Nie będziecie rozpalać ognia w żadnej z siedzib waszych w dzień sabatu" (2 Mjż 35,3), a człowiek, który wyszedł, aby w Sabat zbierać drwa na opał, został ukamienowany (4 Mjż 15,32-36).
Aby zrozumieć ten zakaz, należy poznać sytuację, w jakiej został wydany. Rozpalanie ognia było czynnością długotrwałą i pracochłonną, do której nie można porównać dzisiejszego włączenia pieca akumulacyjnego czy palnika pieca gazowego, ani nawet rozniecania ognia w starodawnym piecu, pod płytą kuchenną. Są to tak różne zdarzenia, jak odległy jest dzielący je czas. Dlatego dzisiaj, podgrzewając w czajniku lub na gazie herbatę, na pewno nie łamiemy Bożego zakazu. Owszem, osoby, które i dziś jeszcze palą w piecach węglowych, na pewno nie powinny w Sabat dopiero nosić węgla czy rąbać drew. To wszystko powinno być przygotowane w "dniu przygotowania" - jak Żydzi określali piątek. W Sabat czynimy wyłącznie to, co jest niezbędne. A że w naszym klimacie w zimie należy ogrzewać mieszkania i spożywać gorące posiłki, jest rzeczą oczywistą. Jeśli ktoś ma tu jeszcze wątpliwości, niech zwróci uwagę na inną jeszcze, ważną zasadę, która rządzi życiem ludzkim - zasadę miłosierdzia. Dwa zdarzenia opisane w Biblii ilustrują rzecz dokładnie. Pierwsze jest związane z osobą króla Dawida, który dręczony głodem, wraz ze swymi żołnierzami jadł chleby pokładne, jakich nie wolno mu było jeść. Drugie miało miejsce za ziemskich dni Jezusa Chrystusa, gdy uczniowie rwali kłosy, wyłuskiwali z nich ziarno i jedli (Mk 2,23-28). I także w tym sensie "Sabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla sabatu"!
- Sobota ma być dla nas dniem radości ("... jeśli nazwiesz sabat rozkoszą, a dzień poświęcony Panu godnym czci..." - Iz 58,13), dniem społeczności ludu Bożego (Łk 4,16), który jest wyróżniony spośród innych, i w którym Bóg obdarza nas Swoim szczególnym błogosławieństwem (por. 1 Mjż 2,1-3)!
Inną nieco sprawa jest "sabat ziemi", zachowywany w Izraelu co siedem lat, w którym pola nie były uprawiane i obsiewane, zaś samorodne plony stanowiły własność ubogich, a także "sabat sabatów" - rok jubileuszowy, obchodzony w Izraelu co 50 lat (3 Mjż 25,1-55).
Mówiąc najogólniej (bo przecież w krótkiej wypowiedzi na ten temat nie można zamknąć wszystkiego), "sabat ziemi", podobnie jak "sabat sabatów" - w istocie były obrazem (symbolem) i zapowiedzią duchowych błogosławieństw, jakie spłynęły na świat w ich rzeczywistości - w błogosławieństwie uwolnienia od grzechu, jakie dokonało się przez Pana Jezusa Chrystusa (por. Łk 4,16-21)! Stąd nie ma potrzeby dziś obchodzić tego, co było świętem (sabatem) symbolicznym, elementem roku religijnego (liturgicznego) Żydów, a w Chrystusie wzięło swe spełnienie (por. Kol 2,16.17).

Poważnie traktujemy ostatnią część pytania: "...Czy to jest etyczne?", i "Co by było gdyby?..."

I tu jedna z możliwych odpowiedzi brzmi: Niezależnie od tego, czy my korzystamy z energii elektrycznej, gazu czy ogrzewania, produkujące i przesyłające je firmy i tak pracują. To samo dotyczy komunikacji. Oni pracują nie dla nas, ale niezależnie od nas! Nie ma zatem, jak sądzimy, podstaw, by mówić, że "inni za was pracują", i robić z tego kwestii etycznej, obciążającej nasze sumienia! To po pierwsze.
Po drugie zaś: to nie my urządzaliśmy współczesny świat i decydowali o takim a nie innym rozwoju technicznym, który ma wpływ na nasze codzienne życie. Nas natomiast wrzucono w tę rzeczywistość, nie dając szansy przyjmowania innych rozwiązań, gdy chodzi o światło, ciepło czy komunikację. W konsekwencji musimy żyć - czy nam się to podoba czy nie - w narzuconych nam warunkach. Nie jest to więc kwestia wyboru, ale przymusu jaki nam narzucono. Nie my więc mamy się czuć winni istniejącej sytuacji!
Z kolei gdyby wszyscy byli tacy jak my... hm, mamy wrażenie, że to byłoby całkiem znośne. Dowodem, że tak być może, jest współczesny Izrael, gdzie też przecież żyje wielu (miliony!) ludzi. A tam nikt zawodowo nie pracuje w Szabat; ci, którzy mają dyżury i pracują (np. w szpitalach), nie pracują, ale społecznie wykonują bezpłatną służbę na rzecz innych. A służba samarytańska jest nie tylko dozwolona, ale i jak najbardziej zalecona! A autobusy? - W Izraelu pod każdym blokiem mieszkalnym jest synagoga, i nikt w Szabat nie potrzebuje autobusów, tramwajów ani aut! Gdyby tak było w Polsce, wszystkie autobusy, tramwaje, taksówki i prywatne auta mogłyby spokojnie stać w zajezdniach i garażach!


Pyt.: Uważacie, że Sabat jest czasem psychicznego i duchowego odpoczynku, jednak wielu z was musi wcześnie rano wstać, przebyć dłuższą drogę, by dotrzeć na nabożeństwo. Takie osoby zwykle cały dzień pozostają poza domem, a część dnia spędzają w podróży. Czy jest to więc odpoczynek? - To raczej niedziela daję większą szansę na relaks.
I jeszcze jedno. Wasi duchowni (pastorzy, ewangeliści) muszą dojeżdżać, często daleko, aby usługiwać w zborach - czy oni aby nie łamią IV przykazania Dekalogu? A ci z nich, którzy są na utrzymaniu Kościoła, a więc pracują - czyż nie wykonują swego zawodu w Sabat?


Odp.: Jest w tym nieco racji, choć rzecz wygląda nieco inaczej niż zasugerowano w pytaniu.
Najpierw warto przypomnieć, że Sabat rozpoczyna się w piątek o zachodzie słońca, i kończy o zachodzie słońca w sobotę. Jest więc dość czasu i na fizyczny odpoczynek, i na pobycie z rodziną, na zgromadzenie i studium Słowa Bożego, modlitwę i refleksję religijną. Każdemu, kto ma trudności ze zrozumieniem tego, mówimy, aby rozpoczął praktykować święcenie Sabatu zgodnie z nauką biblijną, a wtedy sam się przekona, jakim błogosławieństwem - dla małżeństwa, rodziny, życia duchowego i wypoczynku fizycznego - jest ten święty dzień.
A teraz kwestia dojazdów na nabożeństwa. Tylko w wyjątkowych przypadkach (np. zjazd krajowy Kościoła - co ma miejsce raz w roku, albo dotyczy to wyznawców z diaspory, zamieszkałych w odległych miejscowościach), wyznawcy udają się w dłuższą drogę. Zasadniczo odległości są takie, że można je pokonać w czasie ok. 1. godziny. Nie jest to więc taki problem. Zaś większość wyznawców może być w zborze w ciągu kilkunastu minut.
Natomiast, doceniając ważność i wartość społecznych zgromadzeń, my po prostu nie chcemy, i wręcz nie potrafimy pozostawać w Sabat w domu! Nawet jedna nieobecność powoduje w nas tęsknotę za społecznością, bo wspólne nabożeństwa są niezwykle ważne dla umocnienia wiary. Zresztą, niech ktoś sprawdzi, i spróbuje komuś z nas wyperswadować uczestnictwo w nabożeństwie. Gdy raz sprawdzi, drugi raz nie będzie już próbował. Oczywiście - to też należy uczciwie powiedzieć, zdarzają się też wyjątki, niezwykle rzadkie, ale jednak.
I kolejna kwestia, jaką jest relaks. Jeśli rozumieć go jako wypoczynek, regenerację sił, odnowę psychiczną i duchową, to właśnie Sabat zaspokaja te wszystkie potrzeby. Bo przecież popołudniowy rodzinny spacer w lesie lub brzegiem rzeki, albo spotkanie z przyjaciółmi, rozmowa i śpiew, zabawy z dziećmi, to fantastyczny relaks, doskonale harmonizujący z ideą Sabatu. Ale jeśli dla wielu relaksem jest pójście na mecz (lub rozegranie meczu), albo wyjście z kolegami do baru, to rzeczywiście Sabat nie na to został ustanowiony. Inna sprawa, czy np. bar jest miejscem dla chrześcijanina, i czy jego bywalcy idą tam po relaks?!...
I jeszcze: Czy pastorzy biorą pieniądze za posługiwanie w Sabat. Odpowiedź jest prosta: nie biorą! Nie chcemy się odnosić do praktyki innych społeczności (niezależnie czy święcą Sabat czy katolicką niedzielę), ale w naszym Kościele pastorzy pracują przez sześć dni, zaś w Sabat ich praca nie ma charakteru zawodowego, lecz jest posługą duchową, dokładnie taką, jaką spełniali w Izraelu rabini, a nawet sam Pan Jezus (por. Łk 4,16-21). Praca pastorów to głównie ewangelizacja i duszpasterstwo, a to tak wiele różnych zajęć, że nie czas i miejsce, aby je tutaj wymieniać i opisywać. Dodatkowo w sześciu dniach spełniają często inne jeszcze obowiązki, a gdy trzeba zakasują rękawy i pracują fizycznie.
Pewnym problemem jest, że ewangeliści i pastorzy muszą często w Sabat wyjeżdżać do odległych zborów, spędzając czasem kilka godzin w pociągu lub samochodzie. Nie jesteśmy z tego zadowoleni, i zdecydowanie polecamy wyjazdy wcześniejsze - aby na rozpoczęcie Sabatu byli już na miejscu. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Rozumiemy jednak, że takie przypadki Bóg traktuje tak, jak służbę kapłanów izraelskich, którzy także w Sabat musieli składać ofiary, a nawet większą ich ilość. I wtedy i dziś, jest to naruszenie Sabatu, jeżeli jednak następuje z powodu służby Bożej - Bóg odpuszcza tę winę: "Albo, czy nie czytaliście a zakonie, że w sabat kapłani w świątyni sabat naruszają, a są bez winy?" (Mt 12,5)!


Pyt.: Członkiem waszego Kościoła nie może być ktoś, kto pali papierosy i zażywa narkotyki, jednak tolerujecie, gdy ktoś z członków, od czasu do czasu pije alkohol. Czy nie ma w tym sprzeczności? Wydaje się, że adwentyści są bardziej konsekwentni gdy wymagają całkowitej abstynencji...

Odp. Biblia, która radykalnie potępia pijaństwo, nie nakazuje całkowitej abstynencji, i dozwala używać napoje alkoholowe. Jeżeli więc ktokolwiek, w tym także jakiś Kościół, tu wspomniano adwentystów, głosi coś innego, nie opiera się na Biblii. Inna sprawa, że można zrozumieć nakazaną w niektórych środowiskach całkowitą abstynencję bo są ludzie, którzy nawet przysłowiowego "korka nie powinni powąchać". Znając życie każdy będzie wiedział, co mam na myśli. Rzecz jednak w tym, aby ten, kto wydaje takie prawo, podpisał pod nim siebie, a nie Boga! "Ustawy starszych" nie były wcale takie złe, jak się to czasami mówi, ale trzeba je tak właśnie nazwać, nie zaś, forsując własne postanowienia wołać: "Tak mówi Pan!". Bo akurat Pan tak nie mówi.
Co do nikotynizmu i narkomanii (podobnie zresztą jak do pijaństwa) nasze zdanie jest jednoznaczne: ci, którzy są związani tymi nałogami, niszczą swoje ciała, które powinny być świątyniami Ducha Bożego - a tego, kto to czyni, "zniszczy Bóg" (1 Kor 3,16.17)!


Pyt.: Czy wasze poglądy dotyczące niektórych aspektów życia seksualnego, np. wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej, nie są trochę staroświeckie i niepraktyczne?

Odp.: Ktoś powiedział, że wśród cnót, jakie Chrześcijaństwo dało światu, czystość moralna była zupełnie nową, nieznana wcześniej cnotą. Owszem, także Izraelici, posiadali wysokie zasady moralne, jakie postulował Zakon Boży, lecz nauczanie Jezusa, odnoszące się nie tylko do czynów, ale sięgające do głębin myśli, serca i woli, nadało tym zasadom o wiele głębsze niż wcześniej sądzono znaczenie. Dotyczy to także tej delikatnej dziedziny życia, jaką jest nasz ludzki seksualizm.
Tak, jesteśmy konserwatywni - jeśli konserwatyzmem jest trzymanie się biblijnej moralności. I nie sądzimy, że powinniśmy akceptować zmieniające się w miarę upływu czasu obyczaje ludzi i narodów. Dlatego wyraźnie i głośno mówimy, że współczesne rozpasanie, spowodowane z jednej strony ludzką słabością, folgowaniem sobie i brakiem samokontroli, z drugiej zaś coraz powszechniejszym lekceważeniem norm ustanowionych przez Boga - jest grzechem!
I nic tu nie zmienia fakt, że ludzie uznali, iż mają prawo znosić normy Boże. Naturalnie, ®mają prawo, tzn. mogą to robić, jeśli już postanowili sprzeciwiać się woli Boga. Ale powinni mieć świadomość, że On tego nigdy nie zaakceptuje, a w swoim czasie ich wszystkich pozwie przed Swój sąd...
Ale przestrzeganie norm moralnych ma znaczenie nie tylko dla wieczności; one mają nam pomóc żyć mądrze i znaleźć choć trochę szczęścia tu na ziemi. Bóg dał je nam, abyśmy mogli ustrzec się różnych pułapek i uniknąć złych następstw złych lekkomyślnych czynów. Ich łamanie kończy się zazwyczaj żałośnie, a często wręcz tragicznie, na co życie dostarcza aż nadto dowodów. Wystarczy mieć uszy i oczy otwarte. Szkoda, że ta oczywista prawda z takim trudem przebija się do ludzkich głów!
Tak, jesteśmy radykalnie przeciwni tzw. wolnej miłości i związkom nieformalnym, uprawianiu seksu przez młodzież oraz współżyciu przed i poza małżeństwem, a także wszelkim formom zdrady! Tego uczymy nasze dzieci i młodzież, i - mimo nieuniknionych porażek, co zawsze jest wstrząsem i tragedią, jesteśmy dumni z młodych, którzy zachowują czystość aż do dnia ślubu!


Pyt.: O niektórych sprawach Biblia milczy: planowanie rodziny i antykoncepcja, aborcja, transfuzja krwi, przeszczepy narządów... Jeżeli Biblia nie wypowiada się w kwestii jakiegoś zjawiska, to skąd można wiedzieć, co się Bogu podoba, a co nie?

Odp.: Biblia odpowiada na pytania podstawowe i rozstrzyga kwestie zasadnicze dla życia i postępowania każdego z nas. Nie rozstrzyga natomiast wszystkich kwestii szczegółowych. Dlatego z zasad ogólnych należy wyciągać proste wnioski, bezpośrednio związane z interesującą nas kwestią. Mówiliśmy wcześniej o nikotyniźmie i narkomanii. To nie było problemem w czasach biblijnych. Ale dzisiaj jest. Skąd wiemy, czy palić lub nie palić, albo brać (narkotyki) lub nie brać? Tu - opierając się na przykazaniu "Nie będziesz zabijał", rozumieć należy - że nie wolno zabijać również siebie poprzez taki czy inny nałóg. Dodatkowa informacja, która była już cytowana, znajduje się w tekście 1 Kor 3,16.17. Tam napisano, że ciała nasze są świątynią Ducha Bożego, i że mamy o nie dbać, gdyż "kto niszczy świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg"! - Sprawa jest ewidentna.
W Biblii napisano też, że "każdy z nas sam za siebie zda sprawę Bogu" (Rz 14,12). To bardzo ważne, gdyż z jednej strony jesteśmy wolni, i możemy wybierać każdą drogę, z drugiej jednak jesteśmy odpowiedzialni, i kiedyś będziemy musieli przed Bogiem zdać sprawę z tego, co zrobiliśmy ze swoim życiem. Bóg nie chciał, aby człowiek był doskonałym automatem w doskonałym świecie, sterowanym elektronicznymi impulsami. Wszystkich nas obdarzył wolną wolą, rozumem i sumieniem, i oczekuje, że w określonych okolicznościach wykorzystamy je jak najlepiej. A jeśli z jakiegoś zadania nie wyjdziemy obronną ręką, skruszeni zawsze możemy liczyć na Jego miłość, przebaczenie i wsparcie.