BOGATY MŁODZIENIEC


Wśród wielu historii z życia Jezusa, o których opowiadają Ewangelie, znajduje się historia bogatego młodzieńca, który pewnego dnia przyszedł do Mistrza z pytaniem: „Co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny?”

Marek, jeden z trzech ewangelistów, którzy o tym sprawozdają, napisał, że ów młodzieniec „przybiegł do Jezusa i upadł przed nim na kolana” (Mk 10,17).

Jest coś zdumiewającego w widoku tego młodego arystokraty, upadającego przed biednym prorokiem z Nazaretu! Takie zachowanie nie tylko wskazuje na jego emocjonalny stosunek do Jezusa, ale przede wszystkim dowodzi, jak wiele głębokiego szacunku miał dla Niego, i jak bardzo liczył się z Jego opinią. Nawet to, że w końcu „odszedł smutny” potwierdza, iż słowa Mistrza potraktował niezwykle serio i z pokorą. To nie był człowiek, którym kierowała jedynie ciekawość, a jego wizyta nie była przejawem kaprysu bogacza, który z nudów chce poznać postać, o której krążą różne opinie. Wierząc, że Nauczyciel jest Bożym Posłańcem, chce Mu zadać najważniejsze pytanie, jakie może zadać Izraelita, i chce swoje zrozumienie i postępowanie poddać pod Jego osąd.

Istotne w jego postawie jest to, iż rozumiał, że aby być zbawionym, nie może być bezczynnym. Dlatego pyta, „co dobrego mam czynić...?”

– Jest to ważne pytanie, które powinniśmy sobie stale zadawać jako chrześcijanie. Bo choć zbawieni jesteśmy „darmo z łaski przez wiarę; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił” (Ef 2,8.9), to jednak zarazem jesteśmy „stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili” (Ef 2,10)!

 Choć bogaty, a nawet – jak się potem okazało – przywiązany do swego bogactwa, jest przecież głęboko wierzącym i gorliwie praktykującym Izraelitą. Co więcej, on chce być w wieczności, i aby tam się znaleźć, gotów jest podjąć jakieś dodatkowe obowiązki – jeśliby takie polecenie otrzymał od Jezusa.

 W Izraelu było wiele zacnych, bogobojnych rodzin, a jego rodzina mogła się wzorować na postawie Ijoba. Bo tam, mimo dostatku i obfitości dóbr, myślało się wiele i mówiło o Bogu. Więcej nawet, jeśli na słowa Pana: „miłuj bliźniego swego, jak siebie samego” (Mt 19,19), młody człowiek odpowiada spokojnie: „tego wszystkiego przestrzegałem od młodości swojej” (w. 20), to bez ryzyka popełnienia pomyłki możemy przyjąć, że i jego rodzice i on sam, wspomagali w potrzebie sieroty, wdowy i innych biedaków.

 A jednak jest typowym przedstawicielem swojej sfery, człowiekiem, którego bogactwo uczyniło pewnym siebie. Jest naturalne, że osoby zamożne mogą sobie pozwolić na dużo więcej niż przeciętni zjadacze chleba. Ludzie bogaci kupują rzeczy najlepszego gatunku, noszą świetnie skrojone garnitury, jedzą wyszukane, podane na eleganckich zastawach potrawy. Standard jest dla średniaków, a biedacy muszą się [zwłaszcza dziś] zadowolić sprawunkami z „lumpeksu”... Jest czymś naturalnym, że człowiek bogaty mówi: „Stać mnie, mogę mieć najlepsze rzeczy.” – I takim właśnie był nasz młodzieniec. On nie chciał się zadowolić standardem, chciał się wyróżniać; „czego mi jeszcze nie dostaje?...”

Mistrz bardzo serio potraktował jego deklarację. „Rzekł mu Jezus: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, a potem przyjdź i naśladuj mnie.”

 Ewangelista Marek odnotował coś, co wyraźnie uszło uwagi Mateusza i Łukasza: „Wtedy Jezus spojrzał nań z miłością...” (Mk 10,21). Pan nie tylko słyszał oświadczenie młodzieńca, ale znał dokładnie jego serce i wiedział, że jego słowa były szczere. To naprawdę był człowiek, który wiernie wyznawał i skrupulatnie, z serca przestrzegał poznaną naukę – „prawdziwy Izraelita, w sercu którego nie ma obłudy”! To kochające spojrzenie musieli zauważyć świadkowie tego zdarzenia, a już na pewno dostrzegł je Piotr, którego opowiadanie pozwoliło potem Markowi napisać ewangelię o życiu Pana.

 Niestety, oprócz pragnienia bycia doskonałym, Jezus dostrzegł u naszego młodzieńca niebezpieczne przywiązanie do bogactwa. I właśnie dlatego na pytanie: „Czegóż mi jeszcze nie dostaje?”, odpowiada: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, potem przyjdź i naśladuj mnie” (Mt 19,20.21).

Gdyby zadowolił się pierwszymi słowami Jezusa, być może odszedłby do swego domu zadowolony. Ale On chciał czegoś więcej – chciał być doskonały. A to już nie takie proste; to już „wyższa szkoła jazdy”. Doskonałość osiąga się na drodze trudów i wyrzeczeń, poświęcenia i samozaparcia. Tutaj Jezus uświadomił mu, a także nam, jakie są konsekwencje całkowitego oddania. Bycie z Jezusem, to nie jedna krótka, pełna emocji chwila, to bycie z Nim stale – na dobre i na złe. Być Jego naśladowcą, to nie sentymentalne uczucie, ale twarda praca nad swoim charakterem, swoimi marzeniami i pragnieniami. A naśladować Go, to oddać siebie na służbę innym, i pokornie, uparcie i konsekwentnie wypełniać przyjęte obowiązki. Bo taką drogą szedł On sam, gdy zrezygnował z chwały nieba, z godności i zaszczytów, które posiadał jako Syn Najwyższego.

 Izrael w czasach Jezusa, to nie tylko faryzeusze, nauczeni w Piśmie i kapłani, ale także prosty lud. Także chorzy duchowo celnicy, i sprawiedliwi, bogobojni czciciele Jahwe. To cały przekrój ludzkich charakterów i postaw – jak w całej historii ludzkości. To także bardzo bogaci, oraz żyjący w skrajnej nędzy. Wierzący, to nie tylko biedny; to także bogaty, a nawet bardzo bogaty człowiek. Dla każdego jest miejsce przy Bogu. Ale ci, którzy mają więcej, powinni pamiętać, że „komu wiele dano, wiele żądać będą”!

 Po odejściu młodego człowieka Jezus stwierdził, że ludziom bogatym, nawet szczerze wierzącym, trudno jest wejść do Królestwa Bożego. Być może dlatego, iż – jak to potem zauważył ap. Paweł w 1 Tym 6,9 – dążność do bogactwo wpędza „w pokuszenie i sidła, i w liczne bezsensowne i szkodliwe pożądliwości, które pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie”. I mało jest takich, którzy umieją nad tym zapanować. Choć nie jest to niemożliwe, czego przykładem jest patriarcha Ijob. Ale i on musiał udowodnić, że potrafi być biednym.

 Ale, jeśli bogactwo niesie z sobą poważne ryzyko, to czy ubóstwo wolne jest od wszelkiego niebezpieczeństwa?

Czytając historię bogatego młodzieńca, osoby uboższe czują się czasami usatysfakcjonowane samym faktem swego ubóstwa, i przejawiają skłonność do „udowadniania” bogatszym, że są od nich lepsi. To niebezpieczna postawa. Na zakończenie tej historii Jezus powiedział, że „u Boga wszystko jest możliwe” (Mk 10,27) – nawet odrzucenie biednego, w sercu którego jest zarozumiałość i pycha, i przyjęcie bogatego, który również w Panu jest bogaty (por. Łk 12,21)!