OBECNOŚĆ BOGA


 Fragment modlitwy króla Salomona:

„Lecz czy naprawdę Bóg mieszka na ziemi? Oto niebiosa i niebiosa niebios nie mogą cię ogarnąć, a cóż dopiero ten dom, który zbudowałem?!” (1 Krl 8,27).

Słowa Jezusa Chrystusa, Syna Bożego: „Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy” (Jan 14,23).

 Zdawać by się mogło, że cytowane tu wypowiedzi są ze sobą sprzeczne. Pierwsza z nich – fragment modlitwy króla Salomona z okazji poświęcenia świątyni izraelskiej – mówi o wielkości Boga, która nie tylko przerasta człowieka, ale także zdolność ludzkiego pojmowania; Boga nie jest w stanie ogarnąć nawet przeogromny, zdumiewający swym bezkresem wszechświat! Patrząc w niebo, zazwyczaj milczymy... Kopuła niebieska przytłacza nas swoim ogromem; jesteśmy zdumieni i zachwyceni, że te małe punkciki nocnego nieba to nieprzeliczone słońca, wokół których obiegają liczne planety, otoczone księżycami.

– To zbyt wielkie, przerasta nas, nie jesteśmy w stanie tego ogarnąć... A pośród tego Bóg, Bóg, który napełnia wszystko i jest wszędzie. Rozumiał to ap. Paweł, kiedy mówił Ateńczykom: „Albowiem w Nim żyjemy i poruszamy się, i jesteśmy, jak to i niektórzy z waszych poetów powiedzieli: Z jego bowiem rodu jesteśmy” (DzAp 17,2.8).

Nikt z ludzi nie był w stanie wyjaśnić tajemnicy wszechobecności Boga. Salomon prosił, aby Wszechmogący Pan był także obecny w budynku świątyni, którą wystawił.

 Czy było to możliwe? Tak. Dowodem wysłuchania modlitwy króla był obłok chwały, który napełnił Miejsce Najświętsze ziemskiej świątyni. Dla kapłanów i całego narodu izraelskiego był on widocznym znakiem Obecności Bożej. Na ziemi nie ma miejsca, gdzie Bóg nie byłby obecny. Rozumiał to także król Dawid, który miał świadomość, że Boga nie da się ściśle umiejscowić. Biedny i ograniczony jest człowiek, który usiłuje to czynić! Ale oto Pan Jezus oświadcza, że kto umiłuje Jego – Chrystusa – oraz Boga Ojca, zostanie także umiłowany przez Niego. Takiemu człowiekowi obiecuje: „(...) do niego przyjdziemy i u niego zamieszkamy”!

Tak więc w naszym maleńkim sercu zamieszkuje Syn Boży, a także sam Najwyższy – Ojciec! Jakaż to wspaniała wiadomość i pociecha! Jak ważna lekcja płynie stąd dla nas, ludzi! Nasz umysł i nasze serce staje się świątynią Boga Żywego. Chrześcijanie, w których Bóg decyduje się zamieszkać, zostają w szczególny sposób uprzywilejowani. Z ich serc Duch Święty promieniuje na całe otoczenie. Będzie się to na zewnątrz objawiać cichością, dobrocią, szlachetnością obyczajów, poświęceniem i miłością do bliźnich. Tylko w ten sposób ludzie poznają, że „jesteśmy z Chrystusem”.

 Obecność Boga i Chrystusa w naszym sercu musi się stać najważniejszą sprawą naszego życia! Adam Mickiewicz wyraził to w następujących słowach: „Krzyż wbity na Golgocie tego nie wybawi, kto go na swoim własnym sercu nie wystawi”. Dlatego głównie powinniśmy modlić się do Boga o to, aby ci Zacni Goście zechcieli przybyć i pozostać w naszych sercach!

W biegu życia chrześcijańskiego znaliśmy wielu wierzących. Niektórzy z nich spędzali mnóstwo czasu na jałowych i nikomu niepotrzebnych dyskusjach, mających za cel ustalić, gdzie w obecnej chwili znajduje się Chrystus – w Niebie czy na ziemi. Niektórzy z nich usiłują nawet uściślić, do którego roku Jezus przebywał w niebie, a kiedy przyszedł na Ziemię. Są ugrupowania chrześcijańskie, które twierdzą, że z całą pewnością wiedzą, kiedy się to stało. Jest nawet tak, że jeżeli jakiś kaznodzieja nie podziela tego poglądu, zostaje usunięty ze stanowiska, a są też przypadki, że uznany zostaje „za celnika i poganina”.

Trudno w to uwierzyć, ale to fakt.

 A tymczasem chrześcijanie ci zastanawiająco mało czasu i uwagi poświęcają na rozważanie, czy Chrystus naprawdę mieszka w ich sercu. A wszak to właśnie powinno być sprawą podstawową! Pozostałe sprawy są drugorzędne. Jeżeli w naszym sercu nie ma Pana Jezusa, to wszystko inne jest bezwartościowe. Zapytajmy samych siebie i niech nam nasze sumienie uczciwie odpowie, ile czasu poświęcamy chronologii i ustaleniom innych spraw, które z natury rzeczy są nie do ustalenia, a ile czasu poświęcamy kontrolowaniu naszego serca i sprawdzaniu, czy mieszka w nim Pan. Aż strach ogarnia, gdy pomyślę, że Pan przysłuchuje się naszym kazaniom, rozmowom i dyskusjom!

Przysłuchuje się temu, za co nie będzie żadnej nagrody, bo któż potrafi umiejscowić Istotę Najwyższego lub Jego Syna?

Kto jest w stanie stwierdzić, że Pan Jezus nie jest już w niebie? Dlaczego budujemy na ludzkich autorytetach i głosimy ludzkie nauki? – Kiedyś zdamy z tego rachunek przed Bogiem.

 W księdze Objawienia czytamy słowa Jezusa: „Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśliby kto usłyszał głos mój i otworzył drzwi, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Obj 3,20).

Kiedyś pewien artysta usiłował namalować opisaną scenę: Chrystusa stojącego u drzwi. Na obrazie widoczna była część budynku: kamienny mur, ciężkie drzwi zwieńczone łukiem i oplecione winoroślą. Obok drzwi umieścił postać o szlachetnych rysach twarzy, w szatach wędrowca, z narzuconym na ramiona płaszczem, w sandałach i laską pasterską w lewej ręce. Prawą dłonią podróżny puka do drzwi... Kiedy artysta po raz ostatni wpatrywał się w swoje dopiero co ukończone dzieło, jego mały synek odezwał się:

– „Tatusiu! zapomniałeś coś namalować. Przecież te drzwi nie mają klamki!”

Ojciec uśmiechnął się:

– „To prawda synku, te drzwi nie mają klamki – zamek i klamka znajdują się tylko od strony wewnętrznej, aby nikt z zewnątrz ich nie otworzył.”

Tak, Jezus Chrystus, ów Szlachetny Podróżny stoi przed drzwiami; stuka, czeka i prosi aby Mu otworzono... Obraz oddano wkrótce do muzeum, a wcześniej wykonano szereg reprodukcji. Miniaturowa jego wersja ukazała się na pocztówkach.

 Istotnie, drzwi naszych serc nie mają klamki z zewnątrz. Jezus stoi i czeka, które z nich otworzą się na Jego przyjęcie. Jak zachowa się gospodarz? Czy zaprosi gościa serdecznie do środka? Czy otworzy szeroko drzwi?... A może zawoła:

– „Odejdź wędrowcze! nie mam dla ciebie czasu, przestań mnie wreszcie niepokoić! – Idź sobie!”...

Potem nastaje cisza; Gość odchodzi. Jest to niezwykle wymowny obraz.

Jezus pouczył nas, że to od nas zależy, czy otworzymy Mu drzwi naszych serc. To tak, jakby zapytywał: „Kto chce iść za Mną?”

On nie używa przemocy, nie wchodzi siłą do naszych serc. On delikatnie puka i czeka. Pierwsi chrześcijanie płacili wysoką cenę za swoją wiarę, wielu z nich zginęło męczeńską śmiercią. Często zastanawiam się nad tym, czy my jesteśmy ich godni. Oni naprawdę przyjęli Chrystusa do swojego serca. Czasami – jak św. Szczepan – modlili się do Niego („Panie Jezu, przyjmij ducha mego!”) Pismo mówi, że byli oni pełni wiary i Ducha Świętego. Z nimi naprawdę „wieczerzał” (Obj 3,20) Pan Jezus.

 Drogi Czytelniku! Ile razy w swoim życiu usłyszałeś kazanie poświęcone obecności Jezusa Chrystusa w twoim sercu?

Czy miałeś sposobność usłyszeć i odczuć kołatanie Jezusa do twojego serca? Czy umiałbyś powiedzieć, kiedy stało się to po raz pierwszy?

Jezus kołacze do twego serca poprzez piękne poselstwo Ewangelii. Jest to najpiękniejsza z idei, jakie kiedykolwiek istniały i zostały podane ludziom. Nie tylko niesie pokój i błogosławieństwa w tym życiu, ale także gwarantuje życie wieczne.

Chrystus kołacze do ciebie także poprzez twoje osobiste przeżycia i doświadczenia życiowe. Często staje na twojej drodze i chce, abyś dokonał wyboru. Stuka On do twego serca także poprzez znaki i wydarzenia dziejące się na świecie. Echa Jego głośnego kołatania rozlegają się od krańca tej ziemi po jej kraniec. Czy słysząc Jego głos podszedłeś z gotowością do drzwi, aby Mu otworzyć? A może tylko uchyliłeś drzwi? Czy zasiadasz z Jezusem przy jednym stole czy - biorąc Jego Słowo do ręki - odczuwasz, że z Nim wieczerzasz? Czy Jezus udziela ci wsparcia w trudnych chwilach, jest natchnieniem twych myśli i ukojeniem twych niepokojów? A gdy rozmawiasz z Nim w modlitwie, czy jesteś z Nim szczery; czy dziękujesz Mu szczerze za wszystko, czym jest dla ciebie, przedstawiasz Mu swoje problemy i ufasz, że cię poprowadzi? Pamiętaj też o tym, żeby kontrolować swoje serce. Pamiętaj, że Jezus może przyjść do ciebie, ale także, że może twe serce opuścić. Nie dopuść do tego! Niechaj mieszka On tam zawsze – w czasie dnia i w nocy. Tylko wówczas będziesz spokojny i szczęśliwy.