GIROLAMO SAVONAROLA


Girolamo (Hieronim) Savonarola urodził się w Ferrarze w 1452 roku, jako wnuk i syn lekarza. Biografowie podkreślają, że wielki wpływ na jego charakter i postawę wywarła matka, która w odróżnieniu od łagodnego ojca, była kobietą energiczną i stanowczą.
Skłoniony do kontynuowania tradycji rodzinnej, Girolamo najpierw był studentem medycyny w Bolonii, ale że teksty Hipokratesa i Galena nudziły go śmiertelnie, chętnie zaś rozczytywał się w pismach Ojców Kościoła, a zwłaszcza pociągała go Biblia i zawarte w niej proroctwa, przerwał studia, a po pewnym czasie wstąpił do zakonu dominikanów. W klasztorze "łączył kontemplację z aktywnością: modlił się i biczował, zmywał naczynia i czyścił ustępy. Nie uchylał się od żadnej ciężkiej czy budzącej wstręt pracy, wręcz przeciwnie, szukał przede wszystkim tego rodzaju zajęć."1)
Ujawnił także niezwykły talent oratorski, w związku z czym po sześciu latach przeniesiono go do słynnego florenckiego klasztoru św. Marka i mianowano kaznodzieją w kościele św. Wawrzyńca. "Nie utrzymał się tam jednak długo, gdyż jego kazania nie przyniosły spodziewanego sukcesu, a nawet budziły rozczarowanie. Były niezmiernie uczone, przeładowane cytatami, ale brakowało im patosu. Trafiały do umysłu, ale nie rozgrzewały serca. Było w nich więcej dialektyki niż pasji, więcej scholastyki niż Ewangelii. Entuzjazmowały teologów, ale nie porywały wiernych. Wreszcie pozbawiono go tej funkcji i odesłano do uczenia nowicjuszy." 2)
Następne pięć lat to okres ciężkich duchowych zmagań, pełnych udręki i strachu. Udręczony grzechem wielkich i maluczkich, a także własną niedoskonałością, z przerażeniem uświadamiał sobie, że zbliża się dzień Sądu Ostatecznego i potępienie świata. Znów powrócił na kazalnicę, aby zapowiedzieć nadejście antychrysta, po którym w krótkim czasie przyjdzie Chrystus i poskromiwszy szatana, przeobrazi siemię w szczęśliwą krainę. Swe kazania wygłaszał najpierw w Brescii, a potem wrócił do Florencji. Girolamo wyrzekł się uczonych cytatów, scholastycznych ozdobników, teologicznego chłodu. Z ust jego padały oskarżenia, klątwy, ostrzeżenia, proroctwa, płynące prosto z serca!
Tłum, miotając się między strachem a ekstazą, słuchał w upojeniu słów zakonnika, rozdartego między tym a tamtym światem. Z jego wychudzonego i nerwowego ciała, z kościstej i nieregularnej twarzy o cierpiących, a zarazem łagodnych oczach, z ogromnym zakrzywionym nosem i mięsistymi wargami, emanowała wiara szaleńca i apokaliptyczna furia. Audytorium egzaltowało się, wzruszało, płakało, a im głośniej rozbrzmiewały okrzyki ludu, tym goręcej płonęły oczy Girolama, tym gwałtowniej wymachiwał rękami, tym gwałtowniej rozżarzała się jego elokwencja. Savonarola stał się bożyszczem wiernych, którzy tłumnie przychodzili go słuchać, porzucając kaznodziejów z innych kościołów. Najbardziej uderzająca była odwaga, granicząca z zuchwałością, a jaką atakował możnych, królów, książąt, cesarzy, papieży, kardynałów.
W okresie jego działalności kaznodziejskiej zmarł papież Innocenty VIII, a na konklawe papieżem wybrany został kardynał Rodrigo, nepot Kaliksta III, z hiszpańskiego rodu Borgiów. Nowy papież przyjął imię Aleksandra VI. Stał się on smutnym bohaterem niezliczonych opowieści o wyuzdaniu i przepychu panującym na dworze papieskim. Współcześni wychwalali jego dobroć, ale zarazem wskazywali na podstępny i przewrotny charakter papieża, piętnując słabość do kobiet, które - jak mówią kroniki - "działały na niego silniej niż magnes na żelazo". Była to postać tragiczna, jak tragiczny był jego cały pontyfikat. Jest więc oczywiste, że Savonarola nie mógł pozostać obojętny na jego bezprawie i bezprawie jego dworu. "Piętnując wybryki papieskie Savonarola nie poprzestawał na krytyce, ale wprost groził. Zapowiadał nadejście kary i wielu nieszczęść, jakie mają spaść na Kościół, o ile kler nie wejdzie na drogę pokuty." 3)
Na nic zdały się próby wyciszenia niepokornego zakonnika. Jego merytoryczne argumenty były nie do obalenia, a poparcie ludu i króla francuskiego Karola VIII, z którym książęta włoscy i dygnitarze kościelni z papieżem włącznie musieli się liczyć, czyniło go nietykalnym.

Niestety, w pewnym momencie Savonarola wdał się w działalność polityczną. "Z biegiem czasu brat Hieronim z grzmiącego kaznodziei przeobraził się w polityka i ogranizatora. Jego ideałem było stworzenie z Florencji nowego grodu Bożego, który miałby być świecznikiem dla całego chrześcijaństwa i wyzwaniem rzuconym Rzymowi, pogrążonemu w rozpuście. Oznaczało to wpierw zniesienie władzy Medyceuszów, którzy rządzili Florencją, i zaprowadzenie reform społecznych. Korzystając najazdu króla francuskiego Karola VIII, który wkroczył do Italii jako triumfator i herold wolności, Savonarola zmusił Medyceuszów do ucieczki. Władzę w mieście przejęła Wielka Rada, a mnich kaznodzieja stojąc na uboczu spełniał rolę faktycznego dyktatora." 4)
Jak pisze występujący z innych pozycji Roberto Gervaso, od dnia ustanowienia republiki Florenckiej (10.VI.1495), "Florencja przeżyła jeden z najczarniejszych okresów swojej historii. [...] W mieście zaczęła się wielka reforma, przeprowadzana drastycznymi metodami: zabroniono wyścigów konnych, pieśni karnawałowych, gier hazardowych, tańców, zaostrzono kary przeciw bluźniercom, którym dziurawiono języki, i przeciw sodomitom, karanym najciężej. "Kompanie Nadziei, złożone z młodych współbraci zakonnych, przemierzały miasto wzdłuż i wszerz głosząc cnotę, prześladując graczy, nakazując kobietom aby zmieniły strój, kwestując. Płaszcz bigoterii okrył Florencję, która po raz pierwszy w swoich dziejach była świadkiem rozpalania "stosów próżności", tzn. niszczenia bez pardonu książek uznanych za frywolne, kart do gry, kości, luster, kosmetyków. Wesoły i bogaty epikureizm Medyceuszów wydawał się na zawsze pogrzebany." 5)
W ten sposób reformator realizował swoją wizję: "Chciał ustanowić teokrację, forpocztę królestwa niebieskiego na ziemi, wzór dla całego świata. Niestety, przeliczył się w swoich rachubach myśląc, że aby zreformować obyczaje i rozprzestrzenić cnotę, wystarczą prawa, że jednym pociągnięciem pióra można stłumić instynkty w człowieku i zbawić go. Łudził się, że wszyscy są tacy jak on, albo przynajmniej pod jego oświeconym przewodnictwem mogliby się takimi stać. [...] niezachwiana wiara we własne przeznaczenie zaostrzały rygoryzm mnicha i uczyniły go nieznośnym". 6)

Faktycznie, radykalne reformy Savonaroli sprawiły, że wśród mieszkańców Florencji zaczął narastać sprzeciw, a społeczność miasta podzieliła się na dwa wrogie sobie i zwalczające się gwałtownie obozy. Ulice miasta stały się miejscem awantur i bijatyk, w których coraz częściej dochodziło do rozlewu krwi.

Ostatecznego rozwiązania sprawy podjął się papież Aleksander VI, który oficjalnym pismem z dnia 21.VII.1495 wezwał mnicha do Watykanu, aby się wytłumaczył "z niektórych swoich proroctw, rozpowszechnianych jako boskie objawienia".
Savonarola odmówił stwierdzając, że nie uważał się nigdy za proroka, i nie głosi nic innego jak tylko naukę doktorów Kościoła... Zaczęły się coraz większe naciski, aby pozbawić go prawa do wygłaszania kazań. "Chciałbym milczeć, nie mówić, ale nie mogę, ponieważ Słowo Boże płonie we mnie jak ogień, jeśli go nie wypowiem, spali szpik w moich kościach!" - odpowiadał reformator, a pod adresem papieża i kurii rzymskiej wołał:
"Przyjdź tutaj łajdacki Kościele, przyjdź tutaj i wysłuchaj, co Pan ci mówi: Dałem ci piękne szaty, a ty uczyniłeś z nich bóstwo; ze świętych naczyń uczyniłeś naczynia pychy, z sakramentów uczyniłeś przedmiot świętokupstwa, w swej rozwiązłości stałeś się wszeteczną nierządnicą; jesteś gorszy niż odrażające zwierzę! Kiedyś wstydziłeś się swoich grzechów, dziś już nie. Kiedyś kapłani swoich synów nazywali synowcami, dziś już nie są synowcami, lecz zawsze synami. Stałeś się domem publicznym, zbudowałeś wszędzie dom publiczny! Co robi nierządnica? Zasiada na salomonowym tronie i każdego wzywa: kto ma pieniądze, jest wpuszczany i robi, co mu się podoba, kto pragnie dobra, jest wypędzany precz. Tak więc, o nierządny Kościele, pokazałeś swoją brzydotę całemu światu, a twój fetor wzbił się pod niebiosa! Twój nierząd rozprzestrzenił się wszędzie: w Italii, Francji, Hiszpanii!..." 7)

Nie oszczędzał także kleru, gromiąc z ambony zachłanność, pychę i nieczyste życie księży i zakonników:
"Pycha duchownych wypełnia cały świat, ale nie mniejsze jest ich skąpstwo. Wszystko robią dla pieniędzy, dzwony rozgłaszają ich skąpstwo, żądają tylko chleba, pieniędzy i świec. Chodzą na nieszpory i msze, ponieważ z nich płyną dla nich zyski, ale nie chodzą na jutrznię, bo wtedy nie zbiera się na tacę. Sprzedają beneficja, sprzedają sakramenty, sprzedają śluby, sprzedają wszystko. A potem boją się ekskomuniki. Gdy zapada wieczór, jeden idzie do domu gry, drugi do konkubiny. Gdy uczestniczą w egzekwiach, wpraszają się na wystawne uczty; zamiast modlić się za zmarłego - je się, pije i wesoło papla. A jakim szpetnym przywarom i nałogom się oddają! Ale za dnia chodzą wystrojeni, noszą piękne koszule, są schludni, wytworni. [...] Zrujnowali Twój, o Boże, dom od fundamentów; nie ma już w nim wiary, nie ma miłosierdzia, nie ma cnoty. [...] Spójrz, czy jakiś ksiądz lub kanonik chciałby żyć obyczajnie. Gdyby ksiądz lub kanonik tak czynił, wyśmiano by go i nazwano obłudnikiem. Teraz już się nie mówi: moi bratankowie, lecz: mój syn, moja córka. Nierządnice chodzą jawnie do Świętego Piotra. Każdy ksiądz ma nałożnicę; nikczemności popełnia się otwarcie. Tej trucizny tyle nagromadziło się w Rzymie, że Francja, Niemcy, i cały świat jest od niej zapowietrzony. Doszliśmy do tego, że każdego przestrzegamy, by trzymał się z dala od Rzymu, że mówimy: Chcesz zepsuć swego syna? Zrób z niego księdza!" 8)

W dniu 13 maja 1497 roku Aleksander VI ogłosił ekskomunikę, którą odczytano we wszystkich kościołach:
"Od wielu godnych wiary osób usłyszeliśmy, że niejaki brat Girolamo Savonarola, obecnie - o ile nam wiadomo - wikariusz parafii św. Marka we Florencji, szerzy szkodliwe nauki ku zgorszeniu i zepsuciu prostych dusz. Nakazaliśmy mu, w imię świętego posłuszeństwa, by stanął przed nami i wytłumaczył się z błędów, w jakie popadł i zaprzestał swoich kazań, on jednak nie zechciał być posłuszny, przedstawiał rozmaite usprawiedliwienia, które my ze zbytnią pobłażliwością przyjmowaliśmy w nadziei, że nasza łagodność pozwoli mu się opamiętać. Mimo to trwał on w swoim uporze. Po czym w drugim brewe z 7 listopada 1498 r. nakazaliśmy mu, pod groźbą ekskomuniki, przyłączyć klasztor św. Marka do nowo utworzonego przez nas zgromadzenia toskańsko-rzymskiego. Ale i wówczas pozostał stanowczy w swoim uporze, narażając się tym samym na ekskomunikę. Dlatego teraz rozkazujemy wam, abyście w dni świąteczne wobec zgromadzonego ludu ogłosili wyklętym (podkr. - red.) wyżej wymienionego brata Girolamo i abyście zobowiązali każdego, aby go za wyklętego uważał, gdyż nie był on posłuszny naszym apostolskim napomnieniom i rozkazom. Powinniście również, pod groźbą tej samej kary ekskomuniki, zakazać każdemu udzielania mu pomocy, utrzymywania z nim stosunków lub chwalenia go zarówno w słowach jak i czynach (podkr. - red.), jako że jest on wyklęty i podejrzany o herezję." 9)

Savonarola ekskomunikę odrzucił, i nadal spełniał posługi kapłańskie, zaś po niespełna dwóch miesiącach wrócił na kazalnicę, by bronić swoich ideałów:
"Czego chcą ci, którzy posługując się fałszywymi informacjami przygotowali ekskomunikę? Każdy to dobrze wie: chcą zniszczyć uczciwe życie i dobre rządy, a otworzyć drzwi wszelkiemu grzechowi. I uczciwe życie zostało zdeptane. Teraz, gdy przyszła ekskomunika, niechaj idą do karczmy wieść rozwiązłe życie. Dlatego ja tej ekskomuniki nie uznaję, bo nie mogę działać przeciwko miłosierdziu. Ten więc, kto poleca działać przeciw miłosierdziu, które jest pełnią nowego prawa, niech będzie przeklęty! Gdyby to nawet powiedział anioł, gdyby to powiedzieli wszyscy święci i Maryja Dziewica (co oczywiście nie jest możliwe), niech będzie przeklęty! I jeśli jakiś papież powiedział kiedykolwiek coś przeciwko temu, co ja mówię, niech będzie przeklęty! Nie mówię, że taki papież był, ale jeśli był, to nie był narzędziem Pana, lecz złamanym mieczem. Niektórzy boją się, że choć ta ekskomunika nie jest obowiązująca dla Boga, to jednak ma moc w Kościele. Mnie wystarczy, że nie mam związanych rąk przez Chrystusa. O Panie mój, jeśli uczynię coś, by zdjęto ze mnie tę ekskomunikę, poślij mnie do piekła. Uznam to za grzech śmiertelny!" 10)

Ze względu na to, że władze Florencji (Signoria) tolerowały zbuntowanego mnicha, Aleksander VI, który już wcześniej obłożył anatemą wszystkich słuchających jego kazań, zagroził interdyktem (zbiorową klątwą) całemu miastu. Do ambasadora Toskanii, który podjął się mediacji, papież powiedział:
"Nie potępiam Savonaroli za nauki, które głosi, ale za to, że nie chce poprosić o zdjęcie ekskomuniki, a nawet twierdzi, że ta kara jest nieważna. I nadal głosi kazania wbrew naszej wyraźnej woli. To wszystko jest jawnym lekceważeniem naszego autorytetu i Stolicy Apostolskiej, oraz stanowi bardzo niebezpieczny przykład" (podkr. - red.).
A potem, w Brewe z dn. 9 marca napisał:
"Ten zuchwalec być może wierzy, że tylko on został wybrany, podczas gdy Pan Bóg nadał św. Piotrowi, naszemu poprzednikowi, władzę wiązania i rozwiązywania. Urząd pasterski nie pozwala nam już dłużej tolerować poczynań tego nieposłusznego dominikanina. Dlatego jeszcze raz stanowczo żądamy albo przysłania Savonaroli do Rzymu, albo zamknięcia go w klasztorze, tak aby nie mógł ani wygłaszać kazań, ani z nikim rozmawiać, póki nie opamięta się i nie zasłuży na nasze rozgrzeszenie. jeśli nie spełni się tego rozkazu, na Florencję zostanie wydany interdykt. Od Savonaroli żądamy tylko, aby uznał nasz najwyższy autorytet" (podkr. - red.).

Teraz wydarzenia wchodzą w ostatnią, tragiczną fazę. Obręcz wokół Savonaroli zaciska się coraz bardziej, aż wreszcie w kwietniu tego roku wrogi reformatorowi obóz dokonuje jego aresztowania. To zadowala papieża, który wprawdzie chciałby mieć i sądzić Savonarolę u siebie, jednak przystaje na osądzenie go we Florencji - w obecności swoich przedstawicieli.
"Proces poprzedziły bezlitosne przesłuchania i okrutne tortury. Trzem oskarżonym (do Girolama i Domenica dołączono też brata Silvestra), nie oszczędzono żadnej męczarni. Silvestro natychmiast się załamał. Domenico natomiast bronił do końca swego przeora, który wyczerpany długą walką uznał swoją winę. Potem cofnął to zeznanie, by znów skapitulować pod ręką oprawcy. Zaprzeczył jakoby był prorokiem, przyznał, że był ambitny i - a to najbardziej niepokoiło Aleksandra VI - spiskował przeciw papieżowi. To wystarczyło, by posłać Savonarolę i jego dwóch akolitów na szubienicę pod niezmiernie poważnymi oskarżeniami - o herezję i schizmę..." 11)

Papież i sprzyjające mu stronnictwa umiejętnie nagłośniły przyznanie się do winy reformatora. A poprzedni zwolennicy, w tym mnisi klasztoru św. Marka, choć musieli mieć pełną świadomość, że przyznanie to było wymuszone straszliwymi torturami, zgodzili się z opinią, że ich oszukał. Mimo to list, jaki skierowali do papieża, zamierzenie czy nie, jest wymownym świadectwem prawdy i uczciwości Savonaroli:
"... Nie tylko my, ale nawet ludzie o wiele większym rozumie dali się oszukać przebiegłemu bratu Girolamo. Głębia jego nauki, prawość jego życia, świętość obyczajów, udawana pobożność, prestiż, jaki zdobył przepędzając z miasta złe obyczaje, lichwę, wszelkiego rodzaju przywary i grzechy; liczne wydarzenia, które wykraczają poza wszelkie wyobrażenia i ludzkie siły, potwierdzały jego proroctwa, tak że my - gdyby on sam się nie wycofał i nie oświadczył, że jego słowa nie pochodzą od Boga - nigdy byśmy w niego nie zwątpili. Nasza wiara była tak wielka, że wszyscy z radością byliśmy gotowi wydać nasze ciała na łup płomieni, by zaświadczyć o prawdziwości jego nauki" 12) (podkr. - red.).

Wyrok wykonano następnego dnia po ogłoszeniu, a towarzyszące skazańcom tłumy, które kiedyś zachwycały się kazaniami reformatora, dopełniły czary jego goryczy. Trzej mnisi, z których wcześniej zdarto habity, szli pośród gęstej ciżby złorzeczącej gawiedzi.
"Na czele Silvestro z twarzą ściągniętą strachem, potem uśmiechnięty i prawie wesoły Domenico, i na końcu zrezygnowany i spokojny Girolamo. Kiedy towarzyszący mu ksiądz zapytał, w jakim duchu staje w obliczu męczeństwa, Savonarola odpowiedział lakonicznie: Chrystus wiele dla mnie wycierpiał.
Pierwsi zostali straceni Domenico i Silvestro, potem kat założył pętlę na szyję przeora. Ktoś z widzów krzyknął: "Proroku, teraz przyszła pora na dokonanie cudu!" Kat podpalił stos pod szubienicami i trzej mnisi kołysząc się na sznurze, zaczęli się palić. Nieoczekiwany podmuch wiatru odgarnął na chwilę płomienie od ciał, a wielu ludzi krzyknęło, że to cud.
W tym momencie grupa łobuzów zbliżyła się do podwyższenia i zaczęła szydzić z ofiar zamienionych już w makabryczne pochodnie. Miłosierne damy poprosiły wówczas o pozwolenie zebrania do miedzianych urn ich prochów, ale straże otaczające szafot uniemożliwiły im to. Kiedy poinformowano o tym Signorię, ta rozkazała wrzucić żałosne szczątki do Arno, z obawy, by nie stały się przedmiotem czci" 13)
"Gdy oficjał sądu inkwizycji odczytał tekst skazujący Savonarolę "w imię Kościoła walczącego i triumfującego", mnich spokojnie sprostował: "tylko w imię Kościoła walczącego, bo triumfujący nie leży w waszej mocy". Po powieszeniu Hieronima spalono jego ciało, a popioły wrzucono do rzeki Arno" 14)
(red.)

Bibliografia:
1) Roberto Gervaso, Borgiowie, KiW Warszawa 1988, s. 89.
2) Ibid.
3) Jan Wierusz Kowalski, Katolicyzm nowożytny, KAW, Warszawa 1985, s. 34.
4) Ibid, s. 35.
5) Roberto Gervaso, dz. cyt., s. 93.
6) Ibid, s. 94.
7) Ibid, s.s. 96.97.
8) Ibid, s. 99.
9) Ibid, s.s. 97.98.
10) Ibid, s. 98.
11) Ibid, s.s. 101.102.
12) Ibid, s. 102.
13) Ibid, s.s. 102.103.
14) Jan W. Kowalski, dz. cyt., s. 35.