Ty służ życiu!


Do posępnych towarzyszy śmierci poprzez których beznadziejność chce zawładnąć naszym życiem, należy nieutulony żal i niekończąca się żałoba. Biblia zna jej działanie i ostrzega przed nią, jak przed spożyciem trucizny. Także w księdze apokryficznej Syracha czytamy: „Synu, wylewaj łzy nad zmarłym i jako bardzo cierpiący, zacznij lament, według tego, co mu przystoi pochowaj ciało i nie lekceważ jego pogrzebu! Płacz gorzko i z przejęciem uderzaj się w piersi; zarządź żałobę odpowiednio do jego godności, dzień jeden lub dwa, dla uniknięcia potwarzy, potem już daj się pocieszyć w smutku! Ze smutku bowiem śmierć następuje: smutek łamie siłę serca. Tylko do chwili pogrzebu niechaj trwa smutek, bo życie udręczone – przekleństwem dla serca. Nie oddawaj smutkowi swego serca, odsuń go, pomnąc na swój koniec. Nie zapominaj, że nie ma on powrotu, tamtemu nie pomożesz, a sobie zaszkodzisz. Pamiętaj o moim losie, który będzie też twoim: mnie wczoraj, tobie dzisiaj. Gdy spoczął zmarły, niech spocznie i pamięć o nim, pociesz się po nim, skoro już wyszedł duch jego..” (38,16-23 BT).

Niekończąca się żałość zatruwa każdy dzień i może doprowadzić do śmierci. Żałość związana jest z przeszłością i nie służy życiu, a tymczasem Bóg chce, żebyśmy żyli i podejmowali działania, które służą życiu. Bóg objawił nam, że jest Bogiem żywych (por. Łk 20,37.38). Tych, którzy zmarli, wzbudzi w odpowiednim czasie; dla tych, którzy żyją, ma zadanie na każdy dzień. On ma dla nas wiele rzeczy, które na nowo rozradują nasze serca, chce nam dać wiele nowych sił do wypełnienia nowych obowiązków.

Kiedyś, pewnemu młodzieńcowi Pan Jezus powiedział: pozostaw umarłych! a dokładniej: „niech umarli grzebią swoich zmarłych” (por. Mt 8,22)! Ty idź i służ życiu! Powiedz ludziom, że jedynie Bóg jest Panem życia!

Tak, żałoba, która trwa, jest bardzo niebezpieczna. Może nas ona uczynić niezdolnymi do zadań, które Bóg dla nas przygotował; może nas nawet uczynić niezdolnymi do normalnego, codziennego życia. Przykłady tego można mnożyć: ludzie opłakujący swoich rodziców nie dostrzegają trosk i potrzeb swoich sąsiadów; inni, opłakując stracone w wypadku dziecko, zaniedbują pozostałe przy życiu; niektórzy ubolewają nad utraconymi możliwościami, a nie widzą i nie wykorzystują nowych, danych im szans.

 Bóg dopuszcza cierpienie, ból i stratę w naszym życiu, ale chce, byśmy poprzez to nauczyli się cenić Jego opiekę i dostrzegać Jego błogosławieństwa. Podczas żałoby mogą się nam otworzyć oczy na całe dobro, jakie otrzymaliśmy w przeszłości i jakie wciąż jeszcze otrzymujemy, którego jednak wcześniej nie widzieliśmy i nie ceniliśmy; innym poprzez cierpienie Bóg otwiera oczy na Ewangelię i uczy cenić wartość nadziei nowego życia w lepszym świecie. Przy takim podejściu żałoba nie jest siłą destrukcyjną i niszczycielską, nie przykuwa nas do przeszłości i nie pozbawia przyszłości. Przeciwnie, staje się wartością pozytywną, siłą inspirującą do dalszego, mądrzejszego, bardziej świadomego i oddanego Bogu życia. Wtedy, w myśl słów ap. Pawła będziemy „jako zasmuceni, ale zawsze weseli” (2 Kor 6,10)!

 Najlepszą bronią przeciw śmiercionośnej żałobie, jest wdzięczność. Wszyscy mamy wciąż jeszcze wiele powodów do dziękowania – jeżeli tylko chcemy i potrafimy je zauważyć.

Lecz i w tym, jak w każdej słusznej chrześcijańskiej zasadzie, należy się ćwiczyć.

A dla nas i naszych Zmarłych pokrzepieniem niechaj będą pełne radosnej nadziei słowa ap. Pawła: „A nie chcemy, abyście się smucili, jak inni, którzy nie mają nadziei. Albowiem jak wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, tak też wierzymy, że Bóg przez Jezusa przywiedzie z Nim tych, którzy zasnęli.” (1 Tes 4,13-17)

 

Jak poradzić sobie ze zmartwieniem?

  Zmartwienie jest zjawiskiem powszechnym. Jest ono reakcją na utratę kogoś lub czegoś znaczącego w naszym życiu. Kiedy rozstajemy się z ukochaną osobą, nasza reakcja zależeć będzie od naszej osobowości, bieżących okoliczności i przeszłych doświadczeń ze zmartwieniem, a do pewnego stopnia także od tego, jak otoczenie reaguje na nasze zmartwienie.

Materiał ten jest oparty na informacjach zebranych od osób osieroconych, od pastorów, psychologów i „specjalistów od zmartwień”. Jego cel jest dwojaki: po pierwsze, ma pomóc ludziom osieroconym w zmaganiu ze zmartwieniem; a po drugie, dać wgląd przyjaciołom tych osób w proces martwienia się, dzięki czemu będą oni mogli lepiej zrozumieć myśli, uczucia i postępowanie osób osieroconych.

 Słowo do osieroconych:

Wypowiedzi wykorzystane w artykule pochodzą od osób, które wyraziły głębię swego bólu i odkryły, że zmniejszył się on, kiedy pracowali nad swymi uczuciami. Ludzie ci raz jeszcze rozpoczęli poszukiwania wyzwań i radości życia. Jak powiedział ktoś z osieroconych: „Gdybym mógł zaakceptować swój stan emocjonalny i uznać, że wszystkie moje uczucia i emocje były w porządku – niezależnie od tego, jak wielu ludzi mówiło mi, że tak nie jest – mógłbym się nie przejmować tak bardzo stanem swego zdrowia.”

 Słowo do przyjaciół osób osieroconych:

Zmartwienie i rozpacz rzadko tylko są samotnym doświadczeniem. Zrozumienie i pocieszenie ze strony bliskich przyjaciół odgrywa ważną rolę w dochodzeniu do równowagi. Są takie chwile, kiedy sama wasza obecność jest najlepszą pomocą, jaką można zapewnić. Nauczcie się słuchać. Pozwólcie aby osoba osierocona doświadczyła swoich własnych uczuć; pozwólcie jej wyrazić własne myśli, a następnie zaakceptujcie to, co wyraziła.

 Zmartwienie

Kiedy przeżywasz coś głęboko i cierpisz samotnie; kiedy przeżyłeś wstrząs i powątpiewasz; kiedy targają tobą liczne, często sprzeczne emocje – zaakceptuj te uczucia. Są normalne.

Każdy człowiek martwi się na swój sposób. Nie ma jakiegoś „przepisowego” sposobu martwienia się. Wielu ludzi, którzy stracili ukochaną osobę, doświadcza identycznych lub podobnych przeżyć.

 Wstrząs

– „Wszystko jest nierzeczywiste! Myśli przebiegają przez moją głowę z szybkością stu mil na godzinę! Rzeczywistość nie istnieje!”

 Panika! Zamieszanie... Dezorganizacja... Oszołomienie... Wchodzenie i wychodzenie z bólu rzeczywistości...

Tak można opisać pierwsze kilka minut, godzin, lub nawet dni kogoś, kto przeżywa zmartwienie. W tym okresie prowadzenie i podtrzymywanie przez przyjaciół jest niezmiernie ważne. Jednak ważne jest również, abyś – gdy tego potrzebujesz – mógł być sam.

Stan oszołomienia jest pewnym dobrodziejstwem – przynosi ulgę, jednak ulga ta jest tylko tymczasowa. Potem spada na nas ból i rozpacz, które – niezależnie od doraźnych doznań – rozpoczynają proces powrotu do równowagi, proces zdrowienia. Martwienie się jest procesem zdrowienia. Proces ten wymaga czasu i pracy. I chociaż po tych przeżyciach pozostaną pewne blizny, to po pewnym czasie rany się zagoją.

 Strach

– „Boję się życia bez mojej córki, boję się przyszłości bez jej towarzystwa!”

– „Boję się powiedzieć matce o śmierci mojej siostry! Jak zareaguje? Czy i ją stracę?!”

 Strach przed samotnością. Strach przed utratą bliskich. Strach przed utratą zdrowia. Strach przed nieznanym... Strach tego rodzaju możesz z czasem opanować. Twój uporządkowany świat legł w gruzach. To, co najlepszego możesz teraz uczynić, to oprzeć się na wierze w Boga. Pozwól, aby ta wiara, wespół z miłością rodziny i przyjaciół, zaczęła porządkować Twoje życie. Powrót do równowagi będzie wówczas powolny, lecz stały i pewny.

Tym, którzy nie wierzą w Boga, trudniej jest znaleźć pocieszenie. Nawet najlepszy przyjaciel nie potrafi pocieszyć tak, jak czyni to Bóg poprzez twą własną wiarę w Niego. Przyjaciele także mogą pomóc, stając się kanałami Bożego pocieszenia.

Złość

– „Nigdy nie myślałem, że stracę wszystkich, których kochałem. Jestem zły na życie, które jest tak niepewne; zły na kogoś, kto złamał życie mojej siostrze; zły, ponieważ tak natrętnie narzuca mi się świadomość, jak krótkie i niepewne jest życie!...”

– „Jestem zły na Boga! Gdzie był, gdy nasza córka Go potrzebowała! Dlaczego nad nią nie czuwał?!”

 Jesteś zły na Boga? Zły na ukochaną osobę, ponieważ Cię opuściła? Zły na siebie i innych za to, że żyją? – Jeżeli odczuwasz złość, przyznaj się do tego. Złość jest jedną z naturalnych reakcji na ból i potrzebuje ujawnienia się. Tłumiona wewnątrz złość w końcu i tak wypłynie w tej czy innej formie. Jeśli nie przyjmiesz jej wyzwania i nie podejmiesz z nią walki, może się okazać bardzo niszcząca.

Pierwszym krokiem na drodze do uwolnienia jest wyznanie: przyznaję, jestem zły! w moim sercu jest bunt!

Na tym etapie nie chodzi jeszcze wcale o potępienie złości. Ty tylko uświadamiasz sobie istnienie tej emocji, aby móc się z nią następnie rozprawić.

Drugim krokiem jest uznanie, że emocja ta pochodzi ode mnie; gniew, który mnie trawi, jest moją reakcją, i to ja jestem za niego odpowiedzialny.

Trzecim krokiem jest okiełznanie swego gniewu przez racjonalne mówienie lub pisanie o nim. Czasami emocja ta może być zbyt silna, abyś nad nią zapanował. Jeśli czujesz się zbyt zagniewany aby myśleć, zaangażuj się w energiczne ćwiczenie fizyczne, aby w ten sposób rozładować napięcie. Czyń tak do chwili, gdy będziesz mógł spokojnie zastanowić się nad swoim gniewem.

Kiedy się uspokoisz, spróbuj ustalić, co lub kto jest przedmiotem Twego gniewu? Dopóki nie zaadresujesz wyraźnie swych gniewnych uczuć, nie będziesz mógł przebaczyć Bogu, innym i sobie samemu. Z kolei zanim nie przebaczysz, nie osiągniesz prawdziwego spokoju. Dlatego musisz być uczciwy co do swych uczuć. Jezus umarł, aby były Ci przebaczone Twoje winy. Jeżeli jesteś prawdziwym chrześcijaninem, z radością i wdzięcznością przyjmiesz Jego przebaczenie. Kiedy więc ustalisz kto zawinił wobec Ciebie, bądź gotów przebaczyć; przebacz innym tak, jak Bóg przebaczył Tobie.

 Wina

– „Powinienem był bardziej uważać!”

– „Gdybym myła sałatę, mój mąż nie zapadłby na raka żołądka; ale nawet gdybym ją szorowala, mógł także umrzeć.”

– „Gdybym nie wychowała mojej córki na pacyfistkę, gdyby lepiej opanowała sporty samoobrony, mogłaby się obronić i nie zginęłaby zasztyletowana. Mimo to, gdybym nawet miała powtórną szansę, nie wychowywałabym jej chyba inaczej...”

 Śmierć następująca w wyniku ciężkiej i długotrwałej choroby, jest wyzwoleniem dla chorego i bywa przyjmowana przez opiekujących się nim z ulgą. Doświadczając takiej ulgi możesz się jednak czuć winny. Wprawdzie brakuje Ci tej osoby i cierpisz z powodu jej odejścia, jednak jest Ci lżej, że ona już nie cierpi.

Są jeszcze inne sytuacje mogące wywołać poczucie winy. Możesz odczuwać, że zaniedbałeś zmarłą osobę; że nie podejmując pewnych kroków przyczyniłeś się do jej śmierci, niejako zgodziłeś sie na jej śmierć.

Przyjmij przeszłość taką, jaką była. Nikt nie jest doskonały. Żadne więzy, pokrewieństwa czy przyjaźni, nie są doskonałe. Czasem masz świadomość, że zrobiłeś wszystko, co mogłeś dla ukochanej osoby, a i tak istnieje w Tobie nieokreślone, irracjonalne poczucie winy. Jeśli ciężar jest zbyt wielki, abyś mógł sobie z nim poradzić samotnie, skorzystaj z pomocy. Pastorzy lub zawodowi doradcy mogą pomóc Ci rozwiązać problem poczucia winy. Jeśli czujesz, że zawiniłeś wobec Boga, proś Go o wybaczenie, a następnie przyjmij Jego przebaczenie!

 Depresja

– „Ludzie przestali się interesować moim samopoczuciem. Wydaje im się, iż moje życie wróciło do normy. Ale tak wcale nie jest! Jestem załamana! Bezsenne noce... uporczywe wpatrywanie się w sprzęty w pokoju córki, widok jej ulubionych potraw w sklepie spożywczym! I krzyk bezradności, łzy ustawicznie gotowe do spłynięcia po policzkach. Szczególnie trudne są rocznice...”

 Szare, męczące, obojętne, bezradne i beznadziejne dni nastają, gdy minie szok, ustaną ceremonie i wizyty.

Przede wszystkim: bądź uczciwy!

Jeśli nie czujesz się szczęśliwy, jeśli rany jeszcze się nie zagoiły, nie udawaj przed innymi! Bądź sobą. Z drugiej strony: nie czuj się zobowiązany do zamartwiania się w dniach, gdy czujesz się nieco lepiej. Powtarzam: Bądź sobą! Jeśli jednak od kilku tygodni lub miesięcy czujesz się z każdym dniem gorzej, to jest to znakiem, że pozwalasz nad sobą zapanować depresji. W takim przypadku musisz bezwłocznie  rozpocząć odbudowę. Zdecyduj się na jakiś konkretny krok. Może to być zaangażowanie się w jakąś działalność, np. dobroczynną – jeden krok w kierunku ponownego zorganizowania się i życia. Krokiem takim może być otwarcie się przed przyjacielem lub krewnym, który pomoże Ci wciągnąć się w normalne, aktywne życie.

Pierwsze kroki są trudne i mogą wyzwalać bolesne skojarzenia, ale jest to proces korzystnie wpływający na Twoją psychikę, oczyszczający duszę z osadów goryczy i cierpienia, zagniewania i poczucia winy. Musisz przy tym pamiętać, że jeśli świadomie lub nieświadomie pielęgnujesz w sobie gniew lub poczucie winy, to w ten sposób pogłębiasz swą depresję i przedłużasz czas dochodzenia do równowagi. Sprawę tę należy rozwiązać jak najszybciej, aby zaoszczędzić sobie większych cierpień w przyszłości.

Depresja powoduje też skutki fizyczne. Należą do nich: bezsenność, brak apetytu, zmęczenie, bóle głowy i spadek zainteresowań seksualnych. Objawe te są powszechne u osób osieroconych, a przemijają, gdy depresja się cofa. Środki farmakologiczne mogą stępić wrażliwość i złagodzić ból, jednak – gdy się już na nie zdecydowałeś – stosuj się starannie do dawek określonych przez lekarza. Leki nie usuną jednak Twego bólu całkowicie, gdyż nie rozwiążą męczących Cię problemów – nie wezmą na siebie Twego zmartwienia i nie usuną przyczyn depresji. Istnieje przy tym ryzyko, że popadniesz w uzależnienie. Podobne, a nawet znacznie większe ryzyko istnieje, gdy w depresji sięgniesz po alkohol lub narkotyki. Gdybyś stał się zależny od alkoholu lub narkotyków, skorzystaj pilnie z pomocy lekarza.

Porozumiewanie się

– „Odczuwam potrzebę mówienia o tym. Jestem emocjonalnie zdrowa, nie chcę więc, aby ludzie odchodzili, kiedy zaczynam mówić o moim zmarłym mężu! Nie będę kaprysić, nie wpadnę w histerię i nie będę płakać. Chciałabym tylko otwarcie wyrazić moje myśli i uczucia, i dzielić mój problem z kimś, kto by mnie zrozumiał i podtrzymał na duchu. Potrzebuję psychicznego wsparcia kogoś drugiego!”

Jakimikolwiek byłyby Twoje uczucia, należy je uzewnętrznić. Jest to naturalne i słuszne dążenie. I nie jest istotne, czy mają one znaczenie dla innych – ta obiekcja jest tutaj nie na miejscu. Jest to sprawa bardzo ważna dla osoby cierpiącej. Tłumiąc złe uczucia w sobie, nie pozbędziesz się ich. Pewna kobieta odczuwała jednocześnie miłość i złość do swego zmarłego męża: „Kocham go, ale dlaczego umarł wiedząc, że musimy wychować dzieci?!”

Dzięki uświadomieniu sobie i uzewnętrznieniu tak miłości jak i złości, kobieta ta z pomocą życzliwych sobie osób zaczęła eliminować niesłuszne i niepotrzebne, a przede wszystkim szkodliwe uczucie gniewu, i odbudowała swój wewnętrzny spokój. Gdyby milczała, przetrawiając wciąż swą złość, niewątpliwie pogrążałaby się coraz głębiej w gniewie, poczuciu winy i depresji.

Uzewnętrznij swoje uczucia. Im szybciej to zrobisz, tym łatwiej będziesz je mógł ocenić, tym szybciej potrafisz poznać i usunąć przyczyny uczuć i stanów negatywnych.

Może budzić wątpliwość, czy masz prawo burzyć spokój kogoś z grona swych przyjaciół, czyniąc go powiernikiem tych trudnych i przykrych spraw. Masz do tego prawo. Ci, którzy teraz cierpią wraz z Tobą, w swoim czasie sami potrzebowali lub w przyszłości będą potrzebować cierpliwych słuchaczy i pocieszenia ze strony przyjaciół. Twoi przyjaciele nie poświęcają Ci swego czasu, uwagi i współczucia często tylko dlatego, że nie wiedzą, że ich potrzebujesz lub też czują się niezręcznie wobec Twojego cierpienia.

Pomagaj w potrzebie przyjacielowi, aby on pomógł Tobie. Poproś go o rozmowę, zwierz mu swe troski gdy odczuwasz potrzebę wyrażenia swych uczuć. Wiedząc o Twym bólu, Twój przyjaciel może Ci ofiarować najlepsze pocieszenie.

Rozmowa nie jest jedyną stosowaną formą wyrażania swych przeżyć i stanów. Wiele osób w ciągu pierwszych miesięcy po tragedii prowadziło dziennik, zapisując uczucia, niepowodzenia i sukcesy. Tego rodzaju otwarcie się zaowocowało nie tylko doraźnie odczuwaną ulgą, ale i zachętą, kiedy w miarę upływu czasu, czytając swój dziennik, zauważali postęp i poprawę. Niektórzy z nich zdecydowali sie nawet na publikację swych dzienników aby przekonać innych, że jest możliwe spojrzeć w oczy nieszczęściu, podjąć walkę ze zmartwieniem, przetrwać je i wyjść z niego obronną ręką, a nawet zdobyć nowe doświadczenia i wzrastać w wierze.

Innymi środkami wyrażania uczuć są jeszcze: poezja, sztuka i korespondencja.

Powrót do równowagi

– „Zauważyłem, że znowu zabieram się do robienia rzeczy, jakie poprzednio porzuciłem. Zaczynam odczuwać w sobie energię, chcę się w coś angażować. Możliwe, że nadszedł czas, aby wytknąć sobie kolejny cel, uznając obecny etap za zakończony.”

 Zmartwienie i ból powodują często, że nie umiesz podnieść się i iść dalej, nie potrafisz budować swego życia od nowa. Pojawienie się nowej fali energii, chęć aby się w coś zaangażować, jest oznaką zdrowienia. Zdrowienie jest powolnym procesem przemiany bólu w odczucie pozytywne; przejściem od zatopienia się w sobie, do zainteresowania się sprawami innych i pomagania innym.

Cierpienie uszlachetnia. Ludzie szczerzy i uczciwi, którzy przeżywają ciężkie doświadczenia, w ich wyniku stają się lepsi niż przedtem, silniejsi, bardziej współczujący, mniej zadowoleni z samych siebie.

Powrót do zdrowia następuje wtedy, gdy w Twym życiu pojawia się więcej dni dobrych niż złych; kiedy ceremonia pogrzebowa przestaje być najsilniejszym piętnem Twej pamięci; kiedy ważniejsze stają się dla Ciebie bieżące wydarzenia; kiedy robisz więcej dla siebie samego i jesteś mniej zależny od innych; kiedy angażujesz się w różnorodną działalność; kiedy potrafisz rozmawiać raczej o życiu niż o śmierci ukochanej osoby; kiedy wspomnienie tej osoby połączone jest nie tylko ze smutkiem ale i ze szczęśliwymi odczuciami.

Nadal będą przychodzić takie dni, szczególnie rocznice, kiedy zmartwienie zapanuje nad Tobą. Na takie chwile możesz się jednak przygotować, spędzając je w gronie bliskich przyjaciół lub krewnych. Ciepło przyjaźni może zakryć ból spowodowany wspomnieniami. Z takimi przyjaciółmi dobrze jest wspominać, śmiać się, krzyczeć, a także płakać, ponieważ wie się, że jest się kochanym!

Kilka końcowych sugestii

 Przyjmij zmartwienie. Złe dni mogą się zdarzać nawet po upływie dłuższego czasu. Kiedy nadejdą, zostań na jakiś czas sam i pozwól sobie na rozmyślania. Przyjmij swój ból i poddaj się przypływom i odpływom zmartwienia. Na pewno wyzdrowiejesz.

Dbaj o swoje ciało. Chwile załamania i depresji są niebezpieczne dla Twego ciała. Potrzebujesz odpowiedniego odpoczynku, ćwiczeń fizycznych (dzięki nim będziesz mógł lepiej myśleć i lepiej sypiać), i zrównoważonej diety. Możesz używać preparaty witaminowe dla zapewnienia odpowiedniego odżywienia mimo zmniejszonego apetytu; nie dopuść jednak, aby zastąpiły Ci one pożywne posiłki.

Przyłącz się do grupy. Być może uda Ci się znaleźć miejscową grupę ludzi osieroconych, którzy zorganizowali się na zdrowych zasadach. W poszukiwaniu wspólnoty zwróć uwagę na swój Zbór lub grupy studiów biblijnych. Przejrzyj działy ogłoszeń w miejscowej prasie i poszukaj klubów lub stowarzyszeń, w których będziesz się mógł zetknąć z osobami o zainteresowaniach podobnych do Twoich. Zapisz się na jakiś kurs. Uprawiaj sporty. Zgłoś się na ochotnika do jakiejś akcji. Bądź zaangażowany, ale nie przeciążony.

Wyznacz sobie jakiś cel. Działaj na rzecz pozytywnych przemian w swoim charakterze i osobowości. Pewna chrześcijanka postawiła sobie za cel: „stać się taką osobą, z którą Jezus z przyjemnością spędziłby popołudnie”. Inni postanowili uwolnić się od starych nałogów i złych nawyków, takich jak palenie, obżarstwo, gnuśność, i inne.

Bądź realistą. Nie pracuj nad kilkoma celami równocześnie; wyznacz sobie odpowiedni czas na osiągnięcie konkretnego celu. Życie jest procesem zmian i wzrostu. Staraj się o zmianę i wzrost we właściwym kierunku.

Niech Twe zmartwienie będzie twórcze. Jeśli potrafisz pisać, malować, rysować lub komponować, wykorzystaj swoją energię aby uzewnętrznić swe uczucia w sposób twórczy. Twoje dzieło może pomóc innym w ustosunkowaniu się do Twojego zmartwienia, zaś innych cierpiących natchnie nadzieją i energią.

Buduj swą przyszłość. Chociaż przeszłość jest istotna, to jednak teraźniejszość i przyszłość są ważniejsze. Dlatego nie żyj tylko przeszłością. Niech nie powstrzymuje Cię ona przed podjęciem nowych możliwości i szans. Badaj. Sprawdzaj nowy grunt. Próbuj znowu i znowu. Następnie uczyń krok. Badaj, próbuj – uczyń kolejny krok. Proces odbudowy po stracie ukochanej osoby jest powolny ale w pełni możliwy.

 Pomoc dzieciom stykającym się ze śmiercią

Dzieci są wrażliwe na uczucia dorosłych. Bardzo szybko orientują się, że coś jest nie w porządku. Kiedy dzieci znajdują się w bliskości osób zmarłych lub osieroconych, nasz instynkt często nam podpowiada, aby je chronić przed bólem z powodu straty kogoś bliskiego. Reakcja ta jest zrozumiala ale zgoła niesłuszna.

Jeśli dziecko nie otrzyma wyjaśnienia, będzie przestraszone sytuacją, której nie rozumie, i niepewnością, jaką odczuwa. Niecodzienną atmosferę może ono interpretować w sposób całkowicie błędny lub nawet budzący przerażenie. Jest rzeczą konieczną aby powiedzieć dziecku o śmierci ukochanej osoby. Taka otwartość pomoże zdobyć zaufanie dziecka i dać mu poczucie bezpieczeństwa. Poczuje się ono włączone w problem, który dzieli wraz z dorosłymi, których kocha i którym ufa. Od wieku dziecka zależy, ile będzie mogło zrozumieć i jak głęboko wejdzie w problem. Rozmawiając z nim musisz być czuły tak na stopnień jego zainteresowania, jak i na zdolność rozumienia. Nie istnieje tutaj żadne doskonałe rozwiązanie. Wyjaśnij śmierć na swój własny sposób.

Zdaniem niektórych specjalistów, w tych trudnych rozmowach z dziećmi należy się posłużyć porównaniami, np. porównanie do zniszczonej zabawki, której nie da się uruchomić; do śmierci ulubionego zwierzęcia. Niektórzy wyjaśniają dzieciom, że śmierć, to po prostu znaczy: „nie oddychać, nie ruszać się już nigdy więcej”.

Tutaj jednak słowo przestrogi: dzieci myślą bardzo dosłownie, dlatego pewne porównania mogą spowodować błędne wyobrażenia na temat śmierci lub nawet strach. Oto przykłady porównań, których należy unikać:

– „Tatuś śpi.”; dziecko może się obawiać iść spać sądząc, że nigdy się już nie obudzi. Jeśli jednak przedkładasz tego typu wyjaśnienia nad inne, powinieneś objaśnić, czym różni się taki „sen” od normalnego.

– „Bóg zabrał mamusię.”; dziecko może uznać Boga za kogoś złego, za swego nieprzyjaciela.

– „Straciliśmy babcię.”; a przecież dziecko znajdowało swe wcześniej zgubione zabawki.

– „Dziadek wyszedł.”; a przecież ludzie, którzy wychodzą, zazwyczaj wracają.

Ogólnie nie należy mówić dziecku tego, czego w przyszłości musiałoby się ono oduczyć. Wiara w życie przyszłe jest pocieszeniem dla Ciebie. Idea ta może być krzepiąca także dla dziecka. Nie wprowadzaj jednak zbytnio małego człowieka w szczegóły, gdyż efektem może być zamieszanie w jego umyśle.

Zmartwienie jest potrzebne także dzieciom. Jest więc właściwe i zdrowe, abyś okazał swemu dziecku, że się martwisz. Powiedz mu, że dobrze jest okazywać uczucia, zarówno gniew jak i winę, strach i łzy. Twoje dziecko obserwuje dorosłych i jeśli widzi, że tłumią swoje uczucia, będzie ich naśladować i także ukrywać swoje zmartwienia – co dla dziecka może być zbyt wielkim ciężarem. Podtrzymuj dziecko w wyrażaniu uczuć, okazując mu zrozumienie i akceptację.

Chociaż krzyk i płacz jest dobry, zabawa jest także dobrą terapią. Większość dzieci nie potrafi wytrzymać długich okresów martwienia się, a zabawa sprzyja rozładowaniu napięcia. Nie bądź również zdziwiony, jeśli dziecko zacznie się nagle źle zachowywać. Może ono w ten sposób objawiać wewnętrzny niepokój lub domagać się uwagi. Dyscypliny nie powinno się lekceważyć, należy ją jednak stosować z wyczuciem.

Okazywanie uwagi martwieniu się dziecka jest bardzo ważne. Dzieci odsuwa się często na bok ze świata zmartwień dorosłych. Niesłusznie. Jeśli umiesz się zmobilizować do spędzania czasu sam na sam z dzieckiem na zabawie, rysowaniu lub rozmowie, powinieneś z nim być także w chwilach cierpienia, powinieneś pomóc mu wyrazić jego ból. Być może konieczne będzie, abyś zapewnił dziecko, że nie powinno się winić za śmierć ukochanej osoby, zapewnić je, że będzie objęte właściwą opieką (jeśli straciło właśnie któreś z rodziców), wytłumaczyć mu, że utrata jednej ukochanej osoby wcale nie oznacza utraty pozostałych. Taki wspólny udział w zmartwieniu uchroni dziecko przed nieprzyjemną samotnością w zmaganiach. To mogłoby się okazać ponad jego siły. Jeśli nie możesz tego uczynić Ty, jeśli sam zbyt cierpisz i jesteś pogrążony w rozpaczy, niech uczyni to ktoś inny, kto umie pocieszyć i okaże dziecku tak bardzo potrzebne szczególne zainteresowanie.