SMUTEK PRZEMIENI SIĘ W RADOŚĆ


W Kazaniu na Górze Pan Jezus wygłosił opinię, w której zawarta jest trudna do zrozumienia prawda: „Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.” (Mt 5,4).

Stwierdzenie to wydaje się być sprzeczne z całym ludzkim doświadczeniem. Któż by się ośmielił złożyć gratulacje człowiekowi, którego twarz jest zalana łzami a serce przepełnione przykrością i bólem? Czyż nie uważamy za błogosławionych raczej tych, którzy są napełnieni radością i wyrażają ją szczęśliwym śmiechem? Kto chce być smutny i płakać?

 Jednak Jezus widział sprawę inaczej.

On uważał, że największa tragedia kryje się w oczach nie znających łez, i w sercu, które nie zaznało żalu z powodu popełnionych przestępstw. O tego rodzaju ludziach pisał ap. Paweł w Liście do Efezjan: „Oni to, doprowadziwszy siebie do nieczułości sumienia, oddali się rozpuście, popełniając zachłannie wszelkiego rodzaju grzechy...” (4,19 BT).

Utrata duchowej wrażliwości na grzech, jest największym nieszczęściem człowieka, gdyż grozi zatraceniem życia doczesnego i wiecznego. Często słyszymy: „Nie odczuwam potrzeby zmiany swego życia, moje sumienie nic mi nie wyrzuca, a więc nie mogę być na złej drodze!”

– Człowiek znajdujący się w takim stanie ducha, powoli, lecz systematycznie zatraca wrażliwość na grzech, sądząc, że Bóg patrzy na jego złe postępki pobłażliwie. Jest to wielkie nieporozumienie, a zarazem wielkie nieszczęście. Do takich ludzi są jeszcze skierowane słowa ostatecznej przestrogi: „Toś czynił, a Jam milczał; dlategoś mniemał, żem Ja tobie podobny, ale będę cię karał i stawięć to przed oczy twoje!” (Ps 50,21 BG). Znałem kiedyś szlachetnego człowieka, którego syn był pijakiem i rozpustnikiem. Wiele razy zrozpaczony ojciec wprost błagał syna, aby się opamiętał. – On jednak nie słyszał próśb ojca i nie widział jego łez. Jego duchowe znieczulenie było większe od znieczulenia skóry, jakie powoduje trąd.

 „Błogosławieni, którzy się smucą...”. Sądzę, że Pan Jezus nie miał na myśli wszystkich smutków i wszystkich smucących się. Są takie smutki, które nie przynoszą błogosławieństwa ani nie otwierają drzwi do Bożego pocieszenia. Czyż Jezus mógł mieć na myśli złoczyńcę, smucącego się z powodu nieudanego napadu, lub odbywającego karę więzienia, który się smuci, że dał się złapać na gorącym uczynku? Albo kogoś, kto jest załamany, bo nie udało mu się zdobyć władzy nad światem? – Trudno byłoby znaleźć na ziemi człowieka smutniejszego od Napoleona Bonaparte, gdy ostatnie chwile swego życia spędzał na wyspie św. Heleny. Cesarska korona została zdarta z jego głowy, a berło wytrącone z ręki. Lecz ten smutek nie przyniósł mu żadnego błogosławieństwa.

Niekoniecznie też są błogosławieni ci, którzy się smucą z powodu śmierci bliskiej osoby. Przed kilku laty odwiedziłem schorowanego starca, który niedawno został wdowcem. Czuł się bardzo osamotniony, a ponadto chory. Żona, która była o dwanaście lat młodsza, i od której spodziewał się opieki, odeszła wcześniej... Słuchając jego narzekania na zły stan zdrowia i samotność, spytałem, czy mogę mu coś przeczytać z Biblii na pocieszenie. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu odpowiedział:

– „Nie, proszę nie czytać. Jestem bardzo zmęczony.”  Jego zmęczenie było spowodowane w głównej mierze papierosami, których wypalał wprost niemożliwą ilość. Wstając, aby się pożegnać zapytałem, czy pozwoli abym się z nim pomodlił. Chcąc się mnie jak najprędzej pozbyć odparł z rezygnacją w głosie:

– „Ano, niech się pan pomodli.”

Niezwłocznie skorzystałem z tego przyzwolenia. Modlitwa moja była krótka i wyłącznie za niego. Prosiłem Pana Boga, aby wejrzał na tego osamotnionego człowieka i pocieszył go w jego nieszczęściu. Starzec siedział skulony na leżance i gorzko płakał.

– Czy był to smutek, o którym mówił Jezus w Kazaniu na Górze? Trudno na to pytanie odpowiedzieć.

Nie możemy nazwać błogosławionymi ludzi, którzy się smucą nie z powodu grzechów, lecz z powodu skutków, jakie one na nich sprowadzają. Oni nienawidzą następstw swego występnego życia, ale występki kochają i nie chcą się z nimi rozstać!

– Taki smutek nie zamieni się w radość, „zostaną wyrzuceni na zewnątrz, w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów!” (Mt 8,12 BT).

 Któż, więc, smucąc się, może się spodziewać pocieszenia?

W szerszym pojęciu – każdy, czyj smutek prowadzi do Chrystusa. Każdy smutek i ból serca, jeśli kieruje nasz wzrok na Niego, na pewno sprowadzi w skutku błogosławieństwo.

Wielu wyznawców Chrystusa może poświadczyć prawdziwość tych słów. Rzeczy, które z ludzkiego punktu widzenia groziły nam ruiną, stały się źródłem nieznanego błogosławieństwa. Najeżone ostrymi skałami i zarośnięte ostrym cierniem ścieżki, którymi kroczyliśmy roniąc łzy, są dzisiaj dziwnie gładkie i wygodne dla naszych strudzonych stóp. Stało się to dzięki cierpieniu, które doprowadziło nas do Jezusa.

– Marnotrawnemu synowi nie na wiele by się przydała myśl, że jest w obcym kraju i pilnuje wieprzy, gdyby nie spowodowała głębokiej refleksji. Tragedia położenia, w jakim się znajdował, wywołała w nim wielki smutek z powodu zmarnowanych możliwości i wzruszające wspomnienie rodzinnego domu. Postanowił wstać i powrócić. Gdy znalazł się w ramionach ojca, wyznał swój grzech i otrzymał przebaczenie. – Jego smutek przemienił się w radość!

Boży człowiek, o wrażliwym sumieniu smuci się nie tylko z powodu własnego grzechu, lecz także z powodu grzechów innych ludzi. Taki smutek miał w swym sercu Lot, obserwując pełne występku życie mieszkańców Sodomy (por. 2 Ptr 2,6-8). Taki smutek napełniał często serce Jezusa.

Zbawiciel płakał nad Jerozolimą. Ale nie ograniczył się tylko do łez. Wszedł do tego miasta, aby nauczać mieszkańców drogi Bożej, aby przekonać ich o ich grzechu i potrzebie upamiętania. A wreszcie cierpiał i umarł, aby oczyścić Swoją krwią wszystkich smucących się ze swych grzechów i wyznających je w skrusze. Także w życiu nawróconych chrześcijan smutek jest częstym gościem. Służąc Bogu musimy wielokrotnie przechodzić doliną zwątpień i smutku. I niejeden raz nasze oczy są mokre od łez... Było to udziałem wierzących w każdym czasie.

 Kiedy zbliżał się czas śmierci Jezusa, powiedział do swych uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Wy płakać będziecie, a świat się będzie weselił; wy smutek mieć będziecie, ale smutek wasz w radość się zamieni” (Jan 16,20).

– Pierwsza część tej zapowiedzi spełniła się w dniu śmierci Jezusa na Golgocie: smutek apostołów i uczniów był wielki. Łukasz i Kleofas opuścili Jerozolimę, i pogrążeni w smutku udali się do Emaus (Łk 24,17), Tomasz opuścił grono apostolskie (Jan 20,24), Maria płakała nad pustym grobem (Jan 20,13), a Piotr poszedł łowić ryby (Jan 21,2.3). Pogrążeni w głębokim smutku, zwątpili w zwycięstwo swego Mistrza.

 Lecz oto pierwszego dnia po Sabacie, rozniosła się radosna, trudna do przyjęcia wieść, że Jezus zmartwychwstał!

Przyniosły ją kobiety, które udały się do grobu, aby namaścić ciało Nauczyciela. Apostołowie nie chcieli w to początkowo wierzyć, a Tomasz posunął się tak daleko, że oświadczył: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladów gwoździ i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę!” Ale zaledwie po ośmiu dniach i on uwierzył i z radością wołał: „Pan mój i Bóg mój!” (Jan 20,25.28 BT).

– W ten sposób spełniła się druga część zapowiedzi Jezusa: „...ale smutek wasz w radość się zamieni”!

Radosna wieść o zmartwychwstaniu naszego Pana, sprawia i nam radość, i sprawiać będzie niewymowną radość wszystkim Jego wyznawcom aż do końca czasu. A to dlatego, że Jego zmartwychwstanie jest gwarancją naszego zmartwychwstania, gdy dopełni się czas. Czytamy bowiem: „...Chrystus został wzbudzony z martwych i jest pierwiastkiem tych, którzy zasnęli. [...] Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni. A każdy w swoim porządku: jako pierwszy Chrystus, potem ci, którzy są Chrystusowi, w czasie jego przyjścia.” (1 Kor 15,20-23).

Nie na próżno Jezus mówił do Marty: „...Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki.” (Jan 11,25.26). Aby jednak w tym wielkim wydarzeniu mieć swój błogosławiony udział, trzeba w każdym czasie pamiętać na słowa Mistrza: „Błogosławieni, którzy się smucą...”