Jak długo jeszcze?


Nie trzeba nikogo przekonywać, w jak poważnym czasie żyjemy. Wydarzenia w świecie politycznym, społecznym, gospodarczym i religijnym, są aż nazbyt wymowne. I chociaż, jako chrześcijanie, wiemy, że nikt z ludzi nie ma prawa wyznaczać dnia powtórnego przyjścia Pana Jezusa Chrystusa, wciąż stajemy przed pytaniem: Jak długo jeszcze?

 Przebiegam myślą ostatnie trzydzieści siedem lat.

Nie przypadkowo podałem liczbę lat – tyle ich minęło od czasu mojego nawrócenia. Właśnie wówczas, w latach sześćdziesiątych, Jan Pietrzak śpiewał popularną piosenkę „Za trzydzieści parę lat...”. Pamiętam wrażenie, jakie na mnie wywarły słowa kolejnych zwrotek; uczucia, jakie we mnie budziły. Miałem świadomość, że słowa piosenki są wykładnikiem stanu zagrożeń, wobec jakich stał – już wówczas – nasz świat. Myślałem: Jak długo jeszcze? I gdyby wtedy ktoś chciał się ze mną umówić na spotkanie w latach 80. czy 90., uznałbym, że jest nadmiernym optymistą. I to nie ze względu na kruchość życia ludzkiego – raczej ze względu na kruchość świata!

Mijające lata potęgowały niepewność i mnożyły zagrożenia. Ileż to razy konflikt ogólnoświatowy (czytaj: zagłada wszystkiego co żyje) wisiał na przysłowiowym włosku! Głoszono potem pochwałę rozsądku i opanowania poszczególnych mężów stanu, którzy przed wydaniem rozkazu do ataku zdecydowali się na jeszcze jedną konsultację... Zagrożenie mijało jak czarna, koszmarna chmura, a ludzie oddychali z ulgą. Tak jest zresztą do dziś – jak długo jeszcze?

 Czytając ostatnią księgę Biblii – Objawienie św. Jana – w rozdziale 7. znajdujemy symboliczny obraz, przedstawiający Bożą opiekę nad światem: „Czterech aniołów”, powstrzymujących „wiatry” zagłady, którzy mają pełnić tę misję aż do czasu, gdy „słudzy Boga zostaną opatrzeni pieczęcią Boga żywego” (w. 1-3).

Już na początku mojej chrześcijańskiej drogi dowiedziałem się, że wizja ta wiąże się bezpośrednio z zapowiedzią Pana Jezusa Chrystusa z Mt 24,14: „I będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom, i wtedy nadejdzie koniec.”

 – Bóg chroni i będzie chronić świat tak długo, dopóki Ewangelia zbawienia nie zostanie opowiedziana wszystkim narodom. I to On powinien być chwalony za wciąż trwający pokój; ale, jak zwykle, to człowiekowi oddaje się chwałę...

Bóg czyni wszystko, aby poprzez Swoje Słowo i dziejące się wydarzenia, przemówić do ludzi i trafić do ich serc. Z naszego, ludzkiego punktu widzenia może to wyglądać tak, że Bóg odwleka spełnienie swoich ostatnich obietnic, że przeciąga czas końca. Ap. Piotr dopowiada i zarazem wyjaśnia w związku z tym: „Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, chociaż niektórzy uważają, że zwleka, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął; lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania” (2 Ptr 3,9).

Bezpośrednio po tych słowach Boży Apostoł stwierdza z mocą: „A Dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną” (2 Ptr 3.10).

Wizja zniszczenia wszystkiego co żyje, a nawet całego globu ziemskiego przez ogień, jest wizją przerażającą.

 Był czas, gdy podczas czytania tych biblijnych zapowiedzi, ludzie nastawieni sceptycznie uśmiechali się lekceważąco. No bo jakże zachować powagę wobec zapowiedzi mijających się z realiami? Wszak – argumentowano – spalić można wszystko, co jest na powierzchni Ziemi, ale samą Ziemię?!

Dziś, kiedy już nawet szkolne dzieci wiedzą o atomowej strukturze materii i przerażającej mocy broni nuklearnej, nikt już nie uśmiecha się lekceważąco. Przeciwnie, radiowych i telewizyjnych informacji o kolejnych kryzysach i zagrożeniach wiszących nad światem, ludzie słuchają z pobladłymi twarzami.

Pośród różnorakich zapowiedzi odnoszących się do ostatnich dni tego świata, Pismo Święte przekazuje nam dwa szczególne proroctwa, które zdają się być z sobą sprzeczne.

– Oto cytowana już księga Objawienia św. Jana w kolejnej wizji opowiada o działalności pewnych sił, dążących do ostatecznej konfrontacji narodów Ziemi: „A są to czyniące cuda duchy demonów, które idą do królów całego świata, aby ich zgromadzić na wojnę w ów wielki dzień Boga Wszechmogącego” (16,14). Następne teksty opisują moment rozpoczęcia walki i jej apokaliptyczny skutek dla ludzkości i planety. Należy zatem oczekiwać, że im bliżej końca, tym potężniejsze będzie zagrożenie i większa gotowość do wojny. Fakty zdają się to w pełni potwierdzać.

Drugie ze wspomnianych proroctw znaleźć można w Pierwszym Liście ap. Pawła do Tesaloniczan: „A o czasach i porach, bracia, nie ma potrzeby do was pisać. Sami bowiem dokładnie wiecie, iż dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy. Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną” (5,1-3). Wynika z niego, że tuż przed zagładą wzmoże się ogólnoświatowy ruch na rzecz pokoju i bezpieczeństwa. Ludzie będą nie tylko dążyć do pokoju, ale – co zdaje się sugerować cytowana wypowiedź – będą prawdopodobnie przekonani, że osiągnęli pokój i zapewnili bezpieczne życie narodom.

A więc jak to będzie – wojna i totalne zniszczenie, czy pokój i trwałe bezpieczeństwo?

 Pamiętam, że problem ten zajmował mnie i męczył przez długi czas, a zrozumiałem go obserwując uważnie wydarzenia polityczne. Dostrzegłem, że pozorna sprzeczność zapowiedzi biblijnych wynika ze złożoności sytuacji światowej, a Biblia uwzględnia podstawowe realia stanu, w jakim znalazł się nasz świat. W rezultacie nabrałem jeszcze większego zaufania i z ogromnym podziwem patrzę na prorocze Słowo Boże.

Bo taki właśnie jest współczesny świat. Świat, w którym poczyniono tak straszne przygotowania do wojny, że nie jeden raz, lecz wielokrotnie można zniszczyć, rozbić w bryły naszą planetę. Siły wojny są, zda się, wszechobecne. Politycy usiłują uspokajać ludzi informacjami o planowanym lub realizowanym rozbrojeniu; niedawno świat odetchnął, gdy zniszczono 5% potencjału zbrojeniowego. Pozostało – bagatela – 95%, do tego z reguły broni nowszych i najnowszych generacji, o zwielokrotnionej, wręcz zawrotnej sile rażenia! A w pracowniach naukowych, w zakładach zbrojeniowych i sztabach wojskowych wciąż najtęższe umysły są zaangażowane na rzecz zbrojeń i wojny.

Zarazem jednak powstałe zagrożenia spowodowały, że ludzie, którzy nie przestali być ludźmi w najlepszym rozumieniu tego słowa, podjęli wysiłki na rzecz rozbrojenia i zapewnienia ludzkości życia w bezpiecznym i spokojnym świecie. Od kilku dziesiątków lat ludzie tacy i utworzone przez nich organizacje podejmują dramatyczne działania; kierują apele, odwołują się do wyobraźni i rozsądku, organizują narodowe i międzynarodowe konferencje, prowadzą negocjacje, podejmują się mediacji między zwaśnionymi, skonfliktowanymi stronami...

Wielki, godny najwyższego uznania cel, zasługujący na najwyższy szacunek wysiłek! Niestety, prorocze Słowo Boże nie pozostawia złudzeń – te szlachetne wysiłki będące zarazem szczególnym, ważnym znakiem czasu, nie przyniosą trwałych skutków. Świat nieuchronnie zmierza ku katastrofie!

Wydarzania nabrały ostatnio wielkiego przyśpieszenia. To, co wydawało się dotąd trwałe i niezmienne, zmienia się i kruszy z dnia na dzień. Temu przyśpieszeniu podlega wszystko, bo nikt nie chce zostać w tyle, nie może sobie na to pozwolić, jeżeli chce odegrać jakąkolwiek znaczącą rolę. Z jednej strony jesteśmy świadkami (i w jakiejś formie uczestnikami) budowania „wspólnego europejskiego domu” 1) i odprężenia w stosunkach międzynarodowych. Szansa na pokój i bezpieczne życie wydaje się być większa niż kiedykolwiek w najnowszej historii. Równocześnie zewsząd słychać o niepokojach i zamieszkach, przeraża wizja wciąż grożącej konfrontacji i poraża nienawiść wyzwalająca agresję najgorszego rodzaju. Narasta fala terroryzmu, który coraz powszechniej staje się formą walki o wpływy na świecie. Rozgorzały antagonizmy religijne, grożące wojnami religijnymi.

W ostatnich latach, po rozpadzie Związku Radzieckiego, pojawiło się nowe, niesłychanie groźne zjawisko: wiele osób uzyskało dostęp do materiałów rozszczepialnych, które za ciężkie miliony dolarów są sprzedawane chętnym – państwom (?), grupom interesu (?), wpływowym i bogatym osobom (?). W ten sposób niesłychanie wzrosło ryzyko – nawet przypadkowego – sprowokowania ogólnoświatowego konfliktu nuklearnego.

I wszystko zdaje się wskazywać, że przygotowany do ostatecznej rozgrywki świat, wykorzysta działania pokojowe jako dymną zasłonę dla realizacji odwiecznych, hegemonistycznych celów. Gdyby to uczyniła tylko jedna ze stron, być może istniałaby jeszcze szansa na przetrwanie ludzkości. Ale nieomylne prorocze Słowo Boże mówi, że „cały świat” i „wszyscy królowie ziemscy” postąpią w podobny sposób. A co więcej, Bóg, który tak długo czeka już na człowieka (2 Ptr 3,9) i aż dotąd ochrania ludzi, i wpływając na bieg ziemskich wydarzeń, powstrzymuje „wiatry ziemi” (Obj 7,1-3) – odejmie Swą ochronę.

I wtedy nadejdzie koniec.

 

Przypisy:
1) Zawsze, gdy mowa o „wspólnym europejskim domu”, przypomina mi się proroczy posąg z księgi Daniela rozdział drugi, w którym dokonano przeglądu historii świata aż do jego końca. Nasz czas i nasz świat został tam przedstawiony w stopach posągu, które były zbudowane z przedziwnej mieszanki żelaza i gliny. Boży komentarz w tej sprawie brzmi następująco: „A to, że palce u nóg były po części z żelaza, a po części z gliny, znaczy, że królestwo będzie po części mocne. a po części kruche. A że widziałeś żelazo zmieszane z gliniastą ziemią, znaczy: zmieszają się z sobą, lecz jeden nie będzie się trzymał drugiego, tak jak żelazo nie może się zmieszać z gliną” (Dan 2,42.43). Już teraz, w okresie budowania europejskiej jedności, widać jak trudno zlepić „żelazo” z „gliną”. Naocznie widać, że jest to jedność pozorna, krucha i nietrwała. Dzisiaj znosi się granice; czy długo będziemy czekać, że się je przywróci, dzieląc narody zasiekami z drutu kolczastego? – To tragiczna wizja i nikt nie tęskni za takim rozwojem sytuacji. A przecież tak właśnie opiniuje sprawę Bóg.