„JESTEŚCIE OTOCZENI WIELOMA ANIOŁAMI...


Walczyła niespełna rok. Dnia 12. października około godziny 21.00 Bettina Walde w wieku 37. lat zakończyła swą walkę z rakiem. Już zwyciężyła. Z Bogiem żyła kiedy była zdrowa, Jemu ufała, kiedy zachorowała.

 Po wielu tygodniach fizycznych i duchowych zmagań, Bettina i jej mąż Rainer, w styczniu 1998 roku zaprosili na nabożeństwo swych przyjaciół, znajomych i współwierzących. Tutaj znana i rozchwytywana projektantka wnętrz przed prawie czterystu osobami otwarcie opowiadała o swojej chorobie, wątpliwościach i buncie, słabościach i nadziei... Opowiadała również jak zmagała się z Bogiem w najgorszych godzinach, i jak On zesłał jej pokój wśród wielkiego cierpienia. Mówiła też, że ma nadzieję na uzdrowienie.

 Przez prawie rok Bettina wraz z mężem wspólnie dzielili emocjonalne wzloty i upadki, nadzieję i zwątpienie, postępy i pogromy. Kierując częste prośby o modlitwy, równocześnie dawali swoim licznym przyjaciołom wgląd w swoje życie i walkę przeciw rakowi, i mimo własnego lęku budzili w nich ufność. Bóg opowiedział się za Swymi dziećmi. I to nie tylko w czasie tych wszystkich miesięcy, ale szczególnie w ostatnich dniach Bettiny Walde. W liście z dnia 8. października, na cztery dni przed śmiercią Bettiny, Waldowie udostępnili współmodlącym się udział we wzruszającym przeżyciu. Redakcja dziękuje Rainerowi Walde za zgodę na opublikowanie tego listu!

 Drodzy Przyjaciele!

Bardzo intensywnie przeżywamy każdy nasz dzień, i mamy pełną świadomość duchowej walki, którą toczymy. Bettina jest coraz słabsza, a ja w najgorszych momentach modlę się już: „Panie, niech się stanie wola Twoja”. Bóg wie, jak bardzo pragniemy uzdrowienia, On wie, że wspólnie chcielibyśmy dożyć starości. Z drugiej strony nie mogę już patrzeć na cierpienie Bettiny! Dlatego proszę aby się wykonała Jego wola; On ma słuszny plan, i wie, co dla nas obojga jest najlepsze.

 Miałem dziś niewiarygodnie intensywne przeżycie z Bogiem, o którym chcę Wam opowiedzieć. Ale najpierw jedna ważna informacja. Codziennie przychodzi do nas pielęgniarz, który jest zaangażowanym biblijnym chrześcijaninem. Choć w naszym rejonie pracuje wielu pielęgniarzy, Bóg nie przysłał nam pierwszego z brzegu, ale właśnie Tomasza, który uwierzył dwa lata temu i jest „pełny Boga”! Również dzisiaj przyniósł nam wielkie duchowe pocieszenie gdy przed pielęgnacją Bettiny modlił się razem z nami, prosząc o jakiś wyraźny znak, że On wszystkie „nici” trzyma mocno w Swoich rękach.

Kiedy potem zajął się Bettiną, ja poszedłem do biura, gdzie znalazłem faks od Ruth Heil. Zdumiony przeczytałem to, co do nas napisała:

„Chcę Wam donieść, jak Bóg łączy Was z nami, równocześnie pozwalając „wglądnąć” nieco w Wasze życie.

Było to końcem tygodnia: We śnie widziałam Rainera, gdy klęcząc bardzo płakał. Z tego wywnioskowałam, że jesteście na granicy wytrzymałości. Nawet słyszałam, jak modliłeś się słowami Psalmu 23., zwłaszcza ta część: „Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną...”. Ta myśl stale do mnie wracała... Bóg pozwolił mi zrozumieć, że znajdujecie się w ciężkiej sytuacji i potrzebujecie modlitwy. Podczas mojej modlitwy widziałam Was otoczonych niebezpieczną ciemnością. Jednak wokół Was zobaczyłam Aniołów z podniesionymi rękami, którzy utworzyli nad Wami rodzaj dzwonu lub kopuły. Ich ręce były tak szczelnie splecione, że ciemność pozostała na zewnątrz, Wy zaś znajdowaliście się w chronionym kręgu, całkowicie wypełnionym światłem. Tyle sen.

Nie wiem, jak dalej biegną sprawy, ale jedno wiem, że jesteście otoczeni wieloma Aniołami. Sercem łączę się z Wami i modlę się, żeby spełnił się Boży plan, któremu nie przeszkodzi żadna ciemność – dla chwały Boga i Waszego szczęścia!”

 Głęboko poruszony i zafascynowany, jeszcze raz przeczytałem faks. Nie potrafiłem tego zrozumieć, bo naprawdę było tak, jak napisała Ruth; naprawdę klęczałem przy łóżku Bettiny i płacząc modliłem się razem z nią słowami Psalmu 23., gorąco prosząc Boga aby Aniołowie otoczyli i chronili łóżko Bettiny.

Słowa Ruth były dla mnie wyraźnym znakiem, że Bóg naprawdę trzyma w rękach wszystkie „nici” naszego życia, a dodatkowym dowodem tego był fakt natychmiastowego wysłuchania modlitwy – bo przecież „Bożą odpowiedź” znalazłem na faksie zaledwie kilkanaście minut po modlitwie Tomasza, który prosił o taki właśnie znak! Bóg naprawdę jest wielki! Nawet gdy w jakimś momencie wszystko wpada w chaos, On wyraźnie pokazuje nam Swoją suwerenność. Za to chwalę Go całym sercem!”