Kościół, a świat

Od najdawniejszych czasów ludzie wierzący stawali przed dylematem, jak pogodzić w swoim życiu prawa i zwyczaje świata z zasadami i przykazaniami Bożymi. Trudno jest gorliwie służyć Bogu i jednocześnie dźwigać brzemię dnia codziennego: nauka, praca, prowadzenie domu, interesy... Ponadto wielu wierzących musi stawiać czoła wrogości otoczenia, gdyż stosunek pogrążonego w mrokach grzechu świata do wierzących jest co najmniej niechętny, a często jawnie nieprzyjazny. I to się nie zmienia od zarania dziejów, co widać chociażby na przykładzie postaci biblijnych, Noego czy Lota. W swym życiu doznali wielu przykrości i zmagali się z licznymi przeciwnościami, a ich otoczenie było tak zdeprawowane, że Bóg postanowił je w końcu zniszczyć.

Człowiek prawy wśród nieprawych, jest mało lubiany. Swoją postawą i słowami upomina i osądza, a to nie przysparza przyjaciół i popularności (Hbr 11,8-40). Nawet ktoś tak doskonały jak Jezus, był przez wielu znienawidzony. Mimo, że mówił prawdę i wiernie służył Bogu, mimo że wypełniał też obowiązujące wówczas prawa i przestrzegał zdrowe normy społeczne (Mt 17,24-27; Mk 12,13-17). Nawet najwięksi wrogowie nie byli w stanie cokolwiek Mu zarzucić, tak że w końcu, chcąc go zniszczyć, uciekli się do kłamstwa i podstępu.

Chrześcijanie, zwłaszcza w okresie od I do III wieku, byli okrutnie prześladowani, gdyż sprzeciwiali się wielu prawom i zwyczajom ówczesnego świata. Podobnie było także w wiekach późniejszych. A i sami wierzący zachowywali się różnie. Jedni ulegali wpływom świata, szli na kompromis, by uniknąć problemów, inni trwali niewzruszenie przy przyjętych zasadach, płacąc za to często wysoką cenę. Przy tej okazji można zauważyć paradoksalne zjawisko: prześladowania i trudności, z którymi borykał się wczesny Kościół, umacniały go i oczyszczały.

Dzisiaj, w cywilizowanych, demokratycznych państwach, teoretycznie każdy obywatel, ma zagwarantowaną wolność sumienia i wyznania. Z pewnością jest to bardzo korzystne, zarówno dla jednostki jak i dla Kościoła, który tworząc strukturę duchową, jest też organizmem funkcjonującym w strukturze administracyjnej państwa. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że jak to zwykle bywa, istnieje znaczna rozbieżność między teorią a praktyką. Teoretycznie, bez przeszkód możemy dziś żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami i propagować je, jednak na codzień z powodu swojej wiary spotykamy się z licznymi utrudnieniami. Ale to osobna kwestia. Tutaj chcę się zająć czymś innym, co jest wewnętrznym problemem Kościołów i... chrześcijańskich sumień.

Nie powiem nic odkrywczego zauważając, że wolność, dostatek i wygoda, nie działają korzystnie na wiarę chrześcijan. Życie wielokrotnie dowiodło, że w takich warunkach tracą oni swą wcześniejszą gorliwość i obojętnieją duchowo, że gubią wrażliwość sumienia i stopniowo pogrążają się w marazm duchowy. Gdy życie jest wygodne i bezpieczne, sprawy duchowe spadają na dalszy plan, a biblijne normy, zakazy i nakazy odbierane są jak niepotrzebny balast. To – choć nie jedynie – tłumaczy, dlaczego przytłaczająca część współczesnego chrześcijaństwa cierpi na duchową anemię i ospałość, a świeckie trendy i idee bez przeszkód przenikają do Kościoła.

W tym miejscu pojawiają się konkretne pytania:

– Jacy powinniśmy być, by się pozytywnie wyróżniać?

– Co nam wolno, a czego nie?

– Czy Kościół powinien zakazywać swoim członkom kontaktów z tym co złe, lub co budzi wątpliwości, czy też powinien jedynie uświadamiać i ostrzegać, a wybór i decyzje pozostawić każdemu osobiście, zgodnie z sumieniem i rozeznaniem?

– Wiadomo, że od czasów biblijnych upłynęły tysiąclecia, w tym czasie świat bardzo się zmienił. Czy więc wciąż powinniśmy niewolniczo naśladować wzorce zawarte w Biblii?

– Czy Kościół powinien modyfikować swoje zasady, zgodnie z ogólnym postępem cywilizacji?

Nie ulega wątpliwości, że na przestrzeni wieków ludzie wierzący podlegali i ulegali określonym wpływom świata. Na przykładzie naszego wieku, widzimy jak często i dynamicznie zmieniały się trendy w polityce, życiu społecznym i gospodarczym, w sztuce, kulturze, modzie... Osobnym problemem jest konflikt pokoleń, który można obserwować także w Kościele. Starsi są zwykle bardziej ortodoksyjni i konserwatywni, młodzi przeciwnie, bardzo otwarci, tolerancyjni, liberalni. Konflikt ten potęgują różnice wynikające z odmienności wychowania czy wykształcenia. Wydaje się, że młodzież jest bardziej podatna na negatywne wpływy świata; trzeba mieć w sercu wiele wiary, odwagi i determinacji by nie obawiać się uznania w gronie rówieśników za osobę staroświecką, bo to często równa się śmieszności. Ponadto, młodym zwykle brak doświadczenia i duchowego ugruntowania.

Chrześcijanie, często muszą się podporządkować, tolerować otaczającą ich rzeczywistość. Wiele zjawisk i spraw może się nam nie podobać, lecz tylko na niewiele z nich mamy jakikolwiek wpływ, a jeszcze mniej jesteśmy w stanie zmienić. Jak mówi pewne przysłowie: „Na próżno owce uchwalają rezolucje na korzyść wegetarianizmu, gdy wilki i tak mają na ten temat zupełnie inne zdanie”. Dotyczy to także współczesnej techniki. Byłoby np. nieporozumieniem wymagać, aby wierzący nie oglądali w ogóle telewizji czy nie używali komputera, CD, itp. tylko dlatego, że są to wynalazki świata i jednoznacznie się z nim kojarzą. Ważne jest w jakich celach wykorzystujemy to, co daje nam cywilizacja i jakie mamy do tego nastawienie. Czy np. niezależnie od wartości etycznych i moralnych, oglądamy i wchłaniamy «jak leci» wszystko to, co serwuje nam telewizja – czy wciąga nas to i fascynuje powodując erozję naszego ducha, albo czy umiemy się ograniczać i przeciwstawiać negatywnemu wpływowi i duchowej destrukcji? A także czy nie zaniedbujemy rozwoju duchowego, naszego i naszych najbliższych!

Może to nie najważniejsze, ale także ważne: Przy różnych okazjach poruszany jest temat właściwego wyglądu, zachowania. Jedni uważają, że zewnętrzny wygląd, nie jest przed Bogiem najważniejszy, gdyż On patrzy głównie na serce. Inni są zdania, że chrześcijanin jest reprezentantem Chrystusa, zatem powinien należycie wyglądać, zwłaszcza w czasie nabożeństw i oficjalnego reprezentowania Kościoła. W naszej kulturze garnitur jest ubiorem eleganckim, reprezentacyjnym, a dlatego i tę – może nie najważniejszą – zasadę powinniśmy uszanować. Jest bardzo ważne, aby świecić dobrym przykładem, tworzyć atmosferę szacunku i zbudowania, a nie zgorszenia. Idąc na wycieczkę w góry nie zakładamy piżamy, lub smokingu, byłoby to absurdem, podobnie w czasie nabożeństw i uroczystości nie wypada nosić dresu, lub ubrania roboczego. Ludzie, zwłaszcza młodzi, lubią manifestować swoją niezależność i oryginalność. Każdy ma inny gust, w różny sposób postrzega rzeczywistość. To także jest źródłem różnorakich nieporozumień, a nawet konfliktów. Dlatego w sprawach drugorzędnych tak ważny jest wzajemny szacunek i tolerancja. Przesadna manifestacja własnego stanowiska zazwyczaj nie przynosi wiele dobrego.

Czy jednak w tej dziedzinie możemy zawsze iść na kompromis, albo też dla wierzących powinny istnieć określone granice? Jeśli tak, to w jaki sposób je wytyczyć? Dla przykładu: subkultura niesie w sobie duży ładunek alternatywy, buntu, awangardy, m.in. w sposobie bycia, w wyglądzie. Wiele osób nosi wyzywające fryzury, wyszukane ubrania, biżuterię, makijaż, tatuaż. Czy chrześcijanie mogą to akceptować, czy też powinni się od tego dystansować?

Wiadomo, że w każdym społeczeństwie istnieją określone zasady, a także granice przyzwoitości i dobrego smaku. Także Kościół, w myśl ogólnych zaleceń Biblii, ustalił określone prawa, które stosownie do aktualnych potrzeb i wymogów czasu, regulują życie członków, zarówno w czasie zgromadzeń, jak i poza zborem. Jest więc poza wszelką dyskusją, że chrześcijanin nie powinien nadużywać alkoholu, używać nikotyny, narkotyków, że nie godzi się, aby używał nieprzyzwoitych, wulgarnych słów. Niestosowne jest, gdy naśladowca Chrystusa ubiera się niechlujnie, nieprzyzwoicie, uprawia hazard, tańczy na dyskotece w rytm ogłupiającego dudnienia pseudo-muzyki. Warto zauważyć, że osoby kulturalne, przyzwoicie ubrane, wzbudzają zaufanie i szacunek. Ludzie niekulturalni, niechlujnie, wyzywająco ubrani, wytatuowani, kojarzą się z subkulturą, i dalej ze światem przestępczym, nie budzą szacunku i zaufania. Poprzez wygląd i zachowanie, człowiek informuje otoczenie, kim jest, co robi i myśli. Jest to tzw. język ciała. Zazwyczaj dokonujemy oceny innych, w pierwszych minutach kontaktu. Z reguły nasza ocena jest prawidłowa, może dlatego, iż na widok kogoś obcego, nasze zmysły stają się szczególnie wyczulone. Charakterystyczne, że gdy raz już ukształtujemy o kimś konkretną opinię, to raczej trudno ją zmieniamy. Zwykle wymaga to wiele czasu i usilnych zabiegów.

Przed Bogiem i przed ludźmi ponosimy wielką odpowiedzialność. Możemy wpływać na otoczenie dobrze, lub źle. Powinniśmy o tym pamiętać nie tylko w zborze, lecz także poza nim.

Chrześcijaństwo, to nie tylko piękne słowa, uczucia, nabożeństwa, modlitwy i wzruszające pieśni. To najpierw i przede wszystkim odpowiedzialność, rozsądek i usilna praca nad sobą na codzień. Nie żyjemy tylko dla samych siebie i nie przychodzimy do ludzi we własnym tylko imieniu. Reprezentujemy Jezusa i Kościół, którego jesteśmy cząstką. Wykorzystajmy mądrze każdy darowany dzień, by nasze życie służyło chwale Boga! W osobie Chrystusa mamy wspaniały przykład i wsparcie.

 Warto też szanować słuszne zasady obowiązujące w społeczeństwie. Wprawdzie „nasza Ojczyzna jest w niebie” (Flp 3,20), jednak żyjemy też na tej ziemi i jako obywatele ludzkiego społeczeństwa jesteśmy podporządkowani i zależni od określonych praw i przepisów. Jednak wartością nadrzędną i niepodważalną jest dla nas Biblia i jej nauka. Szkoda, że coraz więcej chrześcijan, idzie na kompromis i ustępstwa wobec świata, co odbywa się kosztem wartości duchowych. Powinniśmy usilnie przeciwstawiać się tego typu tendencjom. Analizując historię ludu Bożego dochodzimy do wniosku, że kompromisy i odstępstwo w kwestii zasad wiary zawsze fatalnie wpływały na duchową kondycję i pozycję wierzących. Starajmy się więc, aby to, co najważniejsze, było w naszym życiu na pierwszym miejscu. To zaowocuje na codzień. To jest także właściwa droga, która prowadzi do życia wiecznego.