Co otrzymasz od Jezusa

„Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego, z Aniołami swymi i wtedy odda każdemu według uczynków jego” (Mt 16,27)

Pierwsze przyjście Syna Bożego, Jezusa Chrystusa na świat, kiedy zjawił się jako człowiek, podobny wszystkim potomkom Adama, było wyrazem wielkiej miłości i miłosierdzia Bożego wobec grzesznej ludzkości. Nie było przecież w ludziach i wśród ludzi nic, co upoważniałoby ich do spokojnego i ufnego oczekiwania na zbawienie i wieczne życie, jako na sprawiedliwą zapłatę za uczynki. Wprost przeciwnie, patrząc na Ziemię i oceniając rzeczywistą sytuację duchową wszystkich jej mieszkańców, Bóg stwierdził ze smutkiem i goryczą: „Nie masz sprawiedliwego ani jednego... Wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi... Grobem otworzonym jest gardło ich, językami swymi knują zdradę, jad żmij pod wargami ich...” (Rz 3,10-14 BG). A przecież Bóg nie posłał Swego Syna, aby dokonał srogiego, choć sprawiedliwego sądu nad mieszkańcami Ziemi, lecz posłał Go dla ratowania nieszczęśliwych i zgubionych; „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jan 8,16 BG).

Jest to zaiste wielki cud i wielka łaska, że Wszechmogący Bóg za przedmiot Swej miłości obrał tak nikłe i kruche, a ponadto nieposłuszne i niewdzięczne stworzenie jak człowiek!

 A przecież stało się

Jezus Chrystus przyszedł na świat. Przez trzydzieści trzy lata żył tutaj jako jeden z nas, z tym wszakże, że „grzechu nie uczynił, ani jakakolwiek zdrada nie znalazła się w Jego ustach” (1 Ptr 2,22). Zamiast tego drogę Jego życia znaczyły akty litości i miłosierdzia – ślepi odzyskiwali wzrok, głusi słyszeli, trędowaci bywali oczyszczeni, a chromi zaczynali chodzić.

 Nie to jednak było głównym celem Jego posłannictwa. Na początku Swej służby publicznej w rodzinnym Nazarecie, wypełniając proroctwo Izajaszowe Jezus oświadcza: „Duch Pański nade mną, przeto mię pomazał, abym opowiadał Ewangelię ubogim, posłał mię abym uzdrawiał skruszone na sercu...” (Łk 4,18 BG).

Przyjście Syna Bożego miało rozdzielić epoki istnienia świata. Zjawił się On aby wypełnić wszystkie prorocze przepowiednie, od tej z Edenu począwszy (por 1 Mjż 3,15), aby dowieść czynem Bożej miłości do ludzi i złamać moc szatana, wyrywając z jego sideł wszystkich szczerych ludzi. Przyszedł, aby dokonać generalnej zmiany w sercach i umysłach, aby zwrócić je od ziemskich, znikomych wartości – do spraw i bogactw nieprzemijalnych, wiecznych. Nie obiecywał nikomu królestwa na tej ziemi, nie zapewniał doczesnego bogactwa i dobrobytu; „Królestwo moje nie jest z tego świata” – powiedział. Starał się za to na każdym miejscu i przez cały czas Swej ziemskiej służby budować królestwo ducha, a to przez wpływanie na umysł i serce, aby stały się odrodzone, wolne od grzechu, wyzwolone z mocy ciemności. Dążył do tego, aby każdy z ludzi poznał Boga, a po poznaniu pokochał wielką i czystą miłością. Proroctwo, które dano o Jego działalności przed wiekami, mówiło: „trzciny nadłamanej nie dołamie, a lnu kurzącego się nie dogasi”.

 Tak właśnie postępował Zbawca

 Jeśli widział grzesznika, który bliski był ostatecznego upadku, wyciągał rękę i rozniecając ostatnią iskrę wiary tlącą w nieszczęśliwcu, ratował go od wiecznej śmierci: „Idź, a więcej nie czyń grzechu, aby co gorszego na cię nie przyszło!”, „I ja cię nie potępiam; Idź, a więcej nie grzesz!” (Jan 5,14; 8,11) – przemawiając takimi słowy nie pogrążał, lecz ratował i bynajmniej nie zachęcał do grzechu, wprost przeciwnie; zyskiwał wdzięczność i otrzymywał oddane serdecznie serca ludzi, którzy szli za Nim z głębokiej wewnętrznej potrzeby.

Według Jego nauki nie ci, którzy upadali w grzech i podlegali słabości, eliminowani byli z Królestwa Bożego. Owszem, On ich napominał, i uczył, i prowadził, jednak tak długo jak w pokorze wyznawali swój grzech i czynili usiłowania, aby się zmieniać, znajdowali u Niego uznanie. W Swej nauce wskazał jednak, że od takich słabych i grzesznych stokroć ubożsi są zarozumialcy, którzy przez zachowywanie określonych form religijności, spodziewają się osiągnąć życie wieczne. Do takich często mówił: „Zaprawdę powiadam wam, że was celnicy i grzesznicy uprzedzają do Królestwa Bożego” (Mt 21,31). Wyraźnie stwierdził, że najgorszymi grzechami ludzi są pycha, zarozumiałość i zatwardziałość serca, a do tego towarzysząca im obłuda i pogarda wobec innych. Rzadko groził. Były jednak chwile, kiedy patrząc proroczo w przyszłość, widząc straszny los, jaki gotowali sobie wszyscy, którzy Go nie przyjęli płakał: „Jeruzalem, Jeruzalem, które zabijasz proroków i kamionujesz tych, którzy do ciebie są posyłani. Ilekroć chciałem zgromadzić dzieci twoje, tak jak kokosz zgromadza pisklęta swoje, a nie chcieliście... przyjdą na cię dni, kiedy twoi nieprzyjaciele zrównają cię z ziemią... i nie pozostawią z ciebie kamienia na kamieniu, dlatego żeś nie poznało czasu nawiedzenia swego” (Mt 21,31-32; Łk 19,43-44).

Jego pierś rwał żal nad bezrozumnymi, ale równocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że zasłużyli na taki los. I przychodziły chwile, gdy przeglądając serca i widząc w nich umiłowanie marności i lekceważenie łaski Bożej, widząc obłudę, zakłamanie i umiłowanie występku, zmieniał wyraz twarzy i ton; słowami, w których słychać było grzmot i łoskot ostatecznego płomienia, zapowiadał ostateczny i bezlitosny sąd Boży: „Biada tobie, Chorazynie, biada tobie, Betsaido; bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się te cuda, które u was się stały, dawno by w worze i popiele pokutowały. Ale powiadam wam: Lżej będzie Tyrowi i Sydonowi w dniu sądu aniżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba wywyższone będziesz? Aż do piekła zostaniesz strącone, bo gdyby się w Sodomie dokonały te cuda, które się stały u ciebie, stałaby jeszcze po dzień dzisiejszy” (Mt 11,21-23).

Uczynił wszystko, co tylko było możliwe, aby ratować i zbawić. Gdy ogłosił zasady Bożego Królestwa i określił wymagania wobec tych, którzy chcą być zbawieni, gdy już zasiał Ziarno, uczynił jeszcze ostatnią i największą rzecz – ofiarował Swe życie! A czyn ten, bardziej jeszcze niż Jego nauka miał wstrząsnąć sercami i sumieniami, miał przekonać wszystkich, że miłość Boża jest silniejszą niż lęk przed śmiercią, niż sama śmierć.

 Jego śmierć potwierdziła z całą mocą prawdę o niezmienności i nienaruszalności Bożego Słowa, potwierdziła pewność zbawienia, a równocześnie pewność Sądu Ostatecznego nad tymi, którzy zbawieniem tym wzgardzą. Z krzyża Golgoty Bóg przemówił do człowieka nie słowem już, lecz czynem, zapowiadając przez to dalsze czyny, tak samo pewne i nieodwracalne.

W ten sposób stają się w pełni zrozumiałe słowa Ukrzyżowanego: „A ja, gdy będę podwyższony od ziemi, pociągnę wszystkich do siebie” (Jan 12,32).

Zaprawdę pociągnie wszystkich. Choć w różny sposób, w różnym czasie i w tak bardzo różnym celu. Jedni bowiem zbliżą się do Niego, złamani ogromem Jego miłości i poświęcenia. Przyjdą pod krzyż, aby tam wyznać i złożyć wszystkie swoje grzechy i odejść uszczęśliwieni świadomością, iż są odtąd dziećmi Bożymi i resztę dni mogą przeżyć w Jego służbie. „Błogosławieni” – mówił o takich Jezus. Ci inni, którzy na widok rozciągniętego Pana wzruszają ramionami i odchodzą do swych starych, złych spraw, aby do grzechu dokładać grzech, a do przestępstwa następne przestępstwo, też do Niego przyjdą. Chociaż woleliby nie przyjść i naprawdę lepiej by było dla nich, gdyby przyjść nie musieli. Lecz przyjdą na pewno – na sąd; po odbiór słusznej za swe czyny zapłaty.

 Bóg kocha grzesznika, ale nienawidzi grzechu

 Jezus płakał nad nędzą grzeszników, lecz groził grzechowi! Kto z grzechem uczynił nierozerwalne przymierze, kto z własnej woli nie wyrzuci go ze swego życia, poczytany zostanie za grzech i jak grzech potraktowany: „Jak tedy zbiera się kąkol i pali w piecu, tak będzie przy końcu świata. Pośle Syn Człowieczy swoich aniołów i zbiorą z Królestwa jego wszystkie zgorszenia i tych, którzy popełniają nieprawość. I wrzucą ich do pieca ognistego, tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. (Mt 13,40-42).

– Biedni, gdyż zaślepieni w złym; oszukani doczesnym zbytkiem, zajęci skarbieniem tego, co i tak pożre rdza i co mole roztoczą.

– Biedni, gdyż to, za czym gonią, pożre ich młodość i siły, i zrujnuje zdrowie, w zamian dając tak niewiele.

– Biedni, bo uczucie prawdziwej miłości, najcenniejsza wartość, za którą każdy człowiek świadomie czy nieświadomie tęskni, i której szuka, ominie ich serca.

– Biedni, bo nigdy nie zaznają, czym jest uczucie pokoju i jedności z Bogiem, czym poczucie wolności od grzechu i nadzieja zbawienia wiecznego.

– Biedne ich życie i nędzna śmierć – jak nie wznieśli się ponad Ziemię za swego życia, tak zostaną na niej na zawsze i z nią dojdą swego kresu.

 Ale to dlatego, że winni.

– Winni, bo woleli blichtr doczesności niż bogactwo wieczności!

– Winni, bo zatwardzili swe serca na głos Ducha Bożego i zatulili uszy, by nie słuchać Jego świętego Słowa.

– Winni, bo zlekceważyli tych, którzy chcieli im przekazać prawdy zbawienne.

– Strasznie winni, bo otrzymując codziennie Boże dary i żywiąc się nimi dostatnio, w swej pysze i zarozumiałości pytali: „kimże jest Bóg, abyśmy Go słuchać i służyć Mu mieli?”.

– Winni, gdyż woleli trwać w grzesznej bezmyślności, niż zastanowić się nad tym, czego żąda od nich Pan.

– Winni, gdyż wszelkie ostrzeżenia o Bożym sądzie, puszczali lekkomyślnie mimo uszu.

 Pierwsze przyjście Syna Bożego Jezusa Chrystusa na świat, kiedy zjawił się jako człowiek podobny wszystkim potomkom Adama, było wyrazem wielkiej miłości i miłosierdzia Bożego wobec grzesznej ludzkości. Miłość ta, okazana nam grzesznym, oczekuje na wszystkich jeszcze dziś. Trwa bowiem Czas Łaski, czas kiedy można naprawiać swe życie, prostować skrzywione grzechem drogi. Bóg nie chce, aby ktokolwiek zginął, ale żeby się wszyscy do pokuty udali (2 Ptr 3,9).

Kiedy Jezus Chrystus przyjdzie po raz wtóry, dokona żniwa świata. Pszenicę zbierze do Swych spichlerzy, a kąkol spali ogniem nieugaszonym.

 A gdzie wtedy będziesz Ty?